Dariusz Pawłowski „Czarna samica kruka: Lot nad krawędzią świadomości”

Obrazy nie do zapomnienia

Oczy o źrenicach, w których chociaż jeden raz odbił się gasnący płomień uchodzącego życia, nigdy już nie będą takie same.

„Nie oglądaj tego filmu! Poważnie chcesz do końca życia mieć w głowie te straszne obrazy? Bo gdy raz je zobaczysz, nie pozbędziesz się ich nigdy…”. Takimi słowami ostrzegł mnie przed laty kolega, gdy postanowiłam zmierzyć się z Antychrystem (2009) Larsa von Triera. Wspomniany film ma swoich zwolenników, jak i przeciwników, a jego wartość artystyczna dla wielu pozostaje sporna, jednak jednego odmówić mu nie można – tego, że niektóre jego kadry czy sceny pozostawiają niezatarte wrażenie, wnikają w rdzeń umysłu, a w swej bezkompromisowości zachwycają odbiorcę tudzież doprowadzają go do wymiotów. Przytaczam wspomnienie dotyczące Antychrysta nie od parady. Przeczytana niedawno powieść sprawiła, że do szuflady magazynującej w moim umyśle widoki niezapomniane w swym przerażającym wydźwięku, dołączyło kilka kolejnych. Odpowiedzialny za to jest pisarz Dariusz Pawłowski i jego Czarna samica kruka. Czytaj dalej

Reklamy

Marek Krajewski – Arena szczurów

Jako w Piekle, tak i na Ziemi

Przedpremierowym zapowiedziom Areny szczurów towarzyszyło hasło, jakoby powieść ta była najmroczniejszą z dotychczasowych odsłon talentu Marka Krajewskiego, co, przy turpistycznych zapędach autora objawionych we wcześniejszych jego książkach, wzbudziło obawy u części odbiorców, czy aby wrocławski pisarz nie popadnie w przesadę. Po zestawieniu powyższej rewelacji z rzeczywistością, można zauważyć, że ostatnia (jej ostateczność podkreśla zarówno autor, jak i wydawca) powieść z cyklu o Edwardzie „Łyssym” Popielskim istotnie wspięła się o stopień wyżej w celebrowaniu mroku, okrucieństwa oraz zbrodni i śmierci jako chorej sztuki. Ci, którzy mieli Krajewskiego za umiarkowanego szaleńca, po lekturze Areny zaczęli go uważać za szaleńca kompletnego, przez co wrocławianin przypuszczalnie stracił część czytelników. Natomiast ci, którzy zdołali pojąć potrzebę manifestowania tego, czego podglądaczami stali się podczas lektury, ostatecznie przestali wątpić w wielkość pisarza nazywanego przez jego wydawcę najmroczniejszym umysłem polskiego kryminału. Bo Krajewski, który od zawsze mniej lub bardziej łamał schematy klasycznego układu powieści kryminalnej, Areną szczurów poszedł o kilka kroków dalej, czyniąc ze śledztwa w sprawie darłowskiego trupojada punkt wyjścia dla traktatu o moralności oraz granicach ludzkiej wytrzymałości fizycznej w ogóle, a psychicznej w szczególe. Doprawdy, Łyssy nie mógłby wymarzyć sobie bardziej przejmującego i frapującego zakończenia swojej biografii. Czytaj dalej

Maxime Chattam – Cierpliwość diabła

Księga czarcim pazurem spisana

Najwspanialszym podstępem diabła jest przekonanie nas, że wcale nie istnieje.
– Charles Baudelaire

Każdy artysta ma swoje obsesje i koniki, które natrętnie powracają w jego twórczości i zajmują gros miejsca w jego dziełach. Każdy twórca ma też swoje zagrania i motywy, w których czuje się najpewniej i dzięki którym zyskał sobie szacunek oraz przywiązanie odbiorców. Francuski pisarz Maxime Chattam nie jest pod tym względem wyjątkiem, wręcz przeciwnie – w swoim najnowszym thrillerze kryminalnym Cierpliwość diabła świadomie zatacza fabularny krąg, ponownie stawiając główną bohaterkę przed tym, co tak diametralnie zmieniło jej życie, a zostało opisane w poprzedniej odsłonie cyklu, Plugawym spisku – przed zwierzęcymi odruchami drzemiącymi w ludziach, którzy nie zechcieli lub nie byli w stanie podporządkować się wymuszonej przez cywilizację normatywności. Mówiąc prościej, Chattam znów popycha porucznik żandarmerii Ludivine Vancker w paszcze trudnych do wyobrażenia dla zdrowego umysłu psychopatów, których określają nie tylko niebywałe okrucieństwo i całkowita bezkompromisowość, lecz także makiaweliczny plan mający na celu przywrócić ich społeczeństwu. Społeczeństwu, którego przyjęta przez współczesność wizja zamyka ich w szpitalach psychiatrycznych lub więzieniach. Czytaj dalej

Kopciuszek

Magia dla małych i dużych

65 lat – tyle czasu minęło od premiery pełnometrażowego rysunkowegoKopciuszka (Cinderella, 1950) ze studia Walta Disneya, filmu bijącego na głowę niejedną współczesną animację. Może jego melodramatyzm i sztywne figury niektórych protagonistów w dzisiejszych czasach mogą nieco trącić myszką, jednak trudno zaprzeczyć, że ta adaptacja klasycznej baśni była i nadal jest majstersztykiem w swoim gatunku. A jak wiadomo, z ikonami w ogóle, a baśniowymi zwłaszcza, mierzenie się zawsze jest ryzykiem. Ani to wiernie uchwycić w nowszej technologii, ani rozczłonkować i złożyć na nowo w odautorską wersję, bo domorośli krytycy gotowi jeszcze przed premierą zarzucić, odpowiednio, albo marne naśladownictwo, albo bezczeszczenie legendy. Ale gdyby tak połączyć oba te pomysły? Gdyby na klasycznej podbudowie postawić pomnik przynależny czasom nowoczesnym? Czytaj dalej

Anna Klejzerowicz – Sekret czarownicy

Czarownica naszych czasów

Młoda, śliczna kobieta patrzy na mnie z okładki najnowszej powieści Anny Klejzerowicz, Sekret czarownicy. Z jednej strony oprawę tę można uznać za banalną, wszak tyle urodziwych kobiet zdobi współcześnie wydawane książki. Z drugiej natomiast, ta konkretna dziewczyna ma w sobie frapującą słodycz, która nie ma nic wspólnego z przeciętnością. Gdy na nią patrzę, na myśl przychodzi mi aktorka Natalie Portman, z tą charakterystyczną dla niej nieprzemijającą dziewczęcością mimo przekroczonej trzydziestki. Z tym, że wyobrażenie głównej bohaterki Sekretu ma w sobie coś jeszcze, mianowicie niezwykły, bo piwno-czerwony, kolor oczu. Jej spojrzenie wzbudza dystans i niemal hipnotyzuje, ale tę nieprzystępność równoważą policzki i nos obsypane piegami, które można interpretować jako symbol swojskości i przyjazności. Pozwólcie, że przedstawię: oto Małgorzata Kwiatosz, czarownica z pomorskiej wsi Uroki. Czytaj dalej

Åsa Larsson – Krew, którą nasiąkła

Samotne wilczyce z dalekiej północy

Tytuł drugiej części opowieści – będącej jednocześnie samodzielną powieścią – o charyzmatycznej prawniczce Rebece Martinsson autorstwa Åsy Larsson na pierwszy rzut oka może się wydać tandetny. Jednak gdy zajrzymy pod okładkę, odkryjemy, że słowa „krew, którą nasiąkła” to cytat z Biblii, a dokładnie z Księgi Izajasza, który zostaje przywołany jako motto książki, okazującej się porywającą społeczno-psychologiczną powieścią, a jednocześnie pełnym tajemniczości kryminałem z Półwyspu Skandynawskiego. A tą, która krwią nasiąkła, okazuje się ziemia, niemająca już sił dłużej kryć pomordowanych… Czytaj dalej