O fenomenie białowłosego szeryfa, czyli dlaczego Zygmunt Miłoszewski nie pozwala mi spać

DSC_32801

Fakt, że zaledwie miesiąc temu poznałam prozę Zygmunta Miłoszewskiego, wydaje mi się w tej chwili absurdem. Ja, od lat ceniąca, zarówno w literaturze, jak i filmie, gatunek kryminalny, i odkrywająca w nim z tytułu na tytuł coraz więcej odniesień, poznająca dzięki niemu nieznane dotąd fakty historyczne, doszukująca się w jego konwencji rozmaitych interpretacji i z rozkoszą naciągająca jego symbolikę do granic, do niedawna kojarzyłam pana Zygmunta wyłącznie z wyrywkowej znajomości tytułów jego książek i oczywiście z ekranizacji Uwikłania, na którą wielu narzeka ze względu na zmianę płci głównej postaci. Wychowana na intrygach fabularnych Agathy Christie, ze wszczepionym na studiach uwielbieniem do kina noir, a w prezencie świątecznym oczekująca regału, na którym będę mogła ustawiać kolejne książkowe zdobycze, myślałam, że z grubsza wiem, co w kryminalnej trawie piszczy. Myliłam się, i to bardzo.
Czytaj dalej

Reklamy