Sicario

Przesuwanie granic

Denis Villeneuve wie, jak zrobić film, który zmiażdży obrazem i przekazem. Lubi wycierać oczami i umysłami widzów chore przestrzenie tego świata. Udowodnił to niejednokrotnie – każąc dwójce rodzeństwa rozszyfrować druzgocącą tajemnicę ich zmarłej matki, a przy okazji ich własną (Pogorzelisko, 2010), doprowadzając zrozpaczonego ojca porwanego dziecka do karygodnych czynów (Labirynt, 2013) czy mnożąc pająki w głowie pewnego nauczyciela akademickiego (Wróg, 2013). W twórczości kanadyjskiego reżysera dostrzec można zasadniczy, świadomie zaplanowany ubytek – brak tego, co określamy jako dobro w ogólnie przyjętym znaczeniu tego słowa. Gdy widz dostrzega jego przebłyski, Villeneuve natychmiast bezceremonialnie je tłumi. Co tam: tłumi! On je bezlitośnie miażdży, tak jak się miażdży niedopałki w popielniczce![*] W Sicario (2015), swoim najnowszym filmie, ani myśli odchodzić od tej reguły. Czytaj dalej

Reklamy