Stephen King „Lśnienie” [Audiobook]

Oszaleć ze strachu

Wiem, że możesz to zrobić, oczywiście, że możesz! Musisz go zabić, koniecznie musisz go zabić, Jackie! I ją także! Bo każdy artysta musi cierpieć! Bo każdy mężczyzna zabija to, co kocha!

Lśnienie, trzecia powieść Stephena Kinga, z podniesiona głową wkracza w wiek średni. Od czasu pierwszego wydania w 1977 roku minęło czterdzieści lat, a fabuła tego horroru i sposób ukazania szaleństwa przemieszanego ze zjawiskami nadprzyrodzonymi zdobywają kolejne rzesze czytelników. Także tych nieufnych, upierdliwie czepliwych, malkontenckich, którzy z powodu lektury Lśnienia, tego kamienia milowego literatury grozy, już na zawsze zostaną w pazurach Króla Horroru, choćby i ten w dalszych latach rozmieniał się na drobne. Czytaj dalej

Reklamy

Zanim zasnę

Przepraszam, czy tu biją… dzwony?

Zanim zasnę (Before I Go to Sleep, 2014), najnowszy film Rowana Joffé’a, od początku budził zarówno obawy, jak i wielkie oczekiwania. Thriller psychologiczny nie jest łatwym do zrealizowania gatunkiem, co spowodowane jest swoistym połączeniem mainstreamu, z którego wywodzi się dreszczowiec, z tak zwanym kinem z ambicjami, z którego narodził się film z psychologią i terapią w rolach głównych. Na dodatek przypadłość, jaką jest amnezja powiązana z pamięcią krótkotrwałą, może się okazać tematyką dla twórcy karkołomną, w której, po pierwsze, laik może łatwo się zagubić, a po drugie – każdy film, jaki powstanie po Memento (2000, reż. Christopher Nolan), nieuchronnie będzie się narażał na porównania z kultową produkcją reżysera trylogii o Batmanie. Jakby tego było mało, zatrudnienie w rolach pierwszoplanowych bohaterów Nicole Kidman i Colina Firtha, którzy już raz w swojej karierze zagrali małżeństwo, co wyszło im przepięknie, potęgowało ciekawość i niecierpliwość oczekiwania na premierę. Teraz, gdy pierwsze emocje już opadły, najwyższa pora zmierzyć się z pięknym mitem Zanim zasnę, który może i mógłby takim pozostać, gdyby podzielić go na pół. Czytaj dalej

Lucy

W piaskownicy z Bessonem

Trudno brać Lucy (2014), najnowszy film Luca Bessona, na poważnie. Nie dość, że jej intryga opiera się na nieaktualnej już teorii wykorzystywania jednej dziesiątej możliwości ludzkiego mózgu, to na dodatek francuski reżyser swoje dzieło poniekąd sam bierze w nawias, przekazując niektóre jego sensy w sposób przesadnie dosłowny. Mało tego: wiele jest w Lucy scen pretekstowych, mających na celu jedno – stworzyć fenomenalne i absurdalne, bo fabularnie zupełnie niepotrzebne, obrazy akcji ukazujące jedną pogoń za drugą, wspomagane masą wystrzelanych naboi, podrygujących trupów i samochodów, którym rychło pozostanie tylko pójście na złom.

Tytułowa Lucy (Scarlett Johansson) jest aktywnie imprezującą amerykańską studentką mieszkającą w Tajwanie. Jak typowa tego rodzaju młoda istota pamięta o tym, żeby na imprezę ubrać się wystrzałowo, podczas gdy staranny manicure nie jest już tak ważny. Podobne podejście ma do chłopaków – młody samiec ma umieć przyciągnąć uwagę, a subtelne szczegóły budzące wątpliwości nie mają większego znaczenia. Pewnego dnia ten rodzaj wątpliwej intuicji ją gubi. Czytaj dalej