Ewelina Dyda „Zła waluta”

Miasto utrapienia

Każdego można kupić. Trzeba tylko znać odpowiednią walutę.

(Jakub Rau, prywatny detektyw)

Niewielkie miasto w południowo-wschodniej Polsce. Niegdyś siedziba województwa, teraz nieco zapomniane. Niecałe pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców. Głównie w podeszłym wieku, gdyż większość młodzieży po szkole średniej opuszcza to miasto w nadziei na lepszą przyszłość gdzie indziej. Miasto wycofane, nieco widmowe, z kolącą w oczy kamienicą zabitą deskami i licznymi lokalami użytkowymi, które na darmo czekają w nadziei, że jakiś rzutki mieszkaniec rozkręci w nich biznes. Do tego parę osiedli z wielkiej płyty – wspomnienie rozrastającej się infrastruktury, która obecnie stoi w miejscu. I nieliczne wieżowce – wątłe zmamiono nowoczesności. Bliskość jeziora uatrakcyjnia mieszkańcom miesiące letnie, natomiast w zimie łatwo zapaść w niedźwiedzi sen, ponieważ dosłownie i w przenośni nic się tu nie dzieje. A, przepraszam, muszę jednak zwrócić honor. Dzieje się. W końcu, gdy jest knajpa – jest już dobrze. Na dodatek taka knajpa, gdzie piwo jest tanie. Nieważne, że lokal obskurny. Wszak zawsze można uznać, że jest pijalnią dla prawdziwych twardzieli, takich, co to dumnie obnoszą się ze złamaniami zewnętrznych narządów oddechowych. Natomiast twardzielki na jednej z bocznych uliczek od rynku mogą zaopatrzyć się w najmocniejszy ze specjalistycznych peelingów do twarzy w firmowym sklepie Ziaji. Teraz już mogą. Do niedawna musiały robić to przez Allegro, gdyż wszystko dociera tu nieco później. Tu, czyli do Tarnobrzega. Miasta utrapienia młodych i ambitnych, którzy z takich czy innych względów muszą w nim pozostać. Miasta utrapienia Eweliny Dydy, która szturmem wbija się swoim debiutem, powieścią Zła waluta, pomiędzy królowe i księżniczki polskiego kryminału. Przy czym Dyda bynajmniej nie pragnie zagarniać nikomu królewskich duktów. Ona podąża własną drogą. Pełną popękanych płyt chodnikowych, obsikaną przez okolicznych pijaków i klasycznie czarną. Ścieżką kryminału noir, którego spisanego kobiecą ręką dotąd w Polsce nie było. Czytaj dalej

Reklamy

Maxime Chattam – Cierpliwość diabła

Księga czarcim pazurem spisana

Najwspanialszym podstępem diabła jest przekonanie nas, że wcale nie istnieje.
– Charles Baudelaire

Każdy artysta ma swoje obsesje i koniki, które natrętnie powracają w jego twórczości i zajmują gros miejsca w jego dziełach. Każdy twórca ma też swoje zagrania i motywy, w których czuje się najpewniej i dzięki którym zyskał sobie szacunek oraz przywiązanie odbiorców. Francuski pisarz Maxime Chattam nie jest pod tym względem wyjątkiem, wręcz przeciwnie – w swoim najnowszym thrillerze kryminalnym Cierpliwość diabła świadomie zatacza fabularny krąg, ponownie stawiając główną bohaterkę przed tym, co tak diametralnie zmieniło jej życie, a zostało opisane w poprzedniej odsłonie cyklu, Plugawym spisku – przed zwierzęcymi odruchami drzemiącymi w ludziach, którzy nie zechcieli lub nie byli w stanie podporządkować się wymuszonej przez cywilizację normatywności. Mówiąc prościej, Chattam znów popycha porucznik żandarmerii Ludivine Vancker w paszcze trudnych do wyobrażenia dla zdrowego umysłu psychopatów, których określają nie tylko niebywałe okrucieństwo i całkowita bezkompromisowość, lecz także makiaweliczny plan mający na celu przywrócić ich społeczeństwu. Społeczeństwu, którego przyjęta przez współczesność wizja zamyka ich w szpitalach psychiatrycznych lub więzieniach. Czytaj dalej

Joanna Opiat-Bojarska – Zaufaj mi, Anno

Kaliber dla Opiat-Bojarskiej!

Może zabrzmi to egoistycznie, ale cieszę się, że druga odsłona cyklu z Anną Rogozińską zakończyła się w sposób otwarty i dramatyczny. Taki rodzaj finału gwarantuje kontynuację serii, co z pewnością nie tylko ja powitałam z radością. Zaufaj mi, Anno bowiem jest powieścią rewelacyjną pod każdym względem i dowodem na to, że Joanna Opiat-Bojarska jest nie tylko autorką potrafiącą wymyślić niebanalną intrygę i rasowo operować suspensem, lecz także osobą bardzo wrażliwą społecznie. Poznańska pisarka bardzo dobrze wie, co w krajowej trawie piszczy, interesują ją zarówno problemy całych grup społecznych, jak i pojedynczych ich przedstawicieli, polskie przywary, grzeszki, a nawet trendy: konsumpcjonistyczny, małpujący zachodni styl świętowania czy tamtejsze media, a nawet ten najbardziej niebezpieczny, zachęcający do oderwania się od rzeczywistości. Dosłownie i w przenośni. Czytaj dalej

Arnaldur Indriðason – W bagnie [Audiobook]

Brud, smród i orzeszki

Żyjemy w jednym wielkim bagnie

(Erlendur Sveinsson, komisarz policji)

Co wspólnego ma Batman z Islandią? Programy TVN-u z chorobami genetycznymi? Te na pozór absurdalne zestawienia zabrzmią mniej dziwacznie, gdy prześledzimy zawodowy życiorys Andrzeja Ferenca. To właśnie ten aktor i lektor po raz pierwszy użyczył głosu Człowiekowi Nietoperzowi w dubbingowanej wersji polskiej filmów poświęconych temu superbohaterowi, a jego eleganckim i prestiżowym brzmieniem do dziś kusi telewidzów do oglądania TVN-owskich produkcji. Głęboki i wytworny głos Ferenca potrafi nadać zaskakującą jakość najbłahszym opowieściom i wznieść na wyższy poziom niejedną fikcyjną postać. Jednak potrafi też coś jeszcze, mianowicie wydobyć z fabuły namacalny chłód, a nawet depresyjne brzmienie, tak potrzebne do przekazania odbiorcy mrocznej opowieści autorstwa Islandczyka Arnaldura Indriðasona, który w swojej książce W bagnie – w Polsce wydanej nakładem Wydawnictwa W.A.B., a do odsłuchu możliwej dzięki staraniom Biblioteki Akustycznej – w udany sposób połączył intrygę kryminalną z odwiecznym problemem swojej ojczyzny – małym zróżnicowaniem genetycznym, które jest przyczyną poważnych chorób dziedzicznych. Czytaj dalej

Zygmunt Miłoszewski – Gniew

gniew duży

Bo zupa była za słona…

Gniew, czyli prokurator Teodor Szacki po raz trzeci. Wielu czytelników nań czekało, tym bardziej, że jego autor, Zygmunt Miłoszewski, zapowiedział, że będzie on zakończeniem przygód popularnego wśród polskich czytelników sługi Temidy. Kura znosząca złote jajka została oficjalnie zarżnięta. A ja staram się szukać luki w paragrafach z nadzieją, że może to koniec przygód Szackiego jako prokuratora, ale kto powiedział, że bohater nie może zmienić zawodu? Wszak na stronach Gniewu Szacki dotkliwie okupuje swoje błędne działania, coraz częściej zauważa zawodowe wypalenie i poważnie zastanawia się nad przebranżowieniem. Czytaj dalej

Obywatel

Tylko dla dorosłych

Z pewnością większość zgodzi się ze mną, że Jerzy Stuhr to bodaj najbardziej charakterystyczny polski aktor. Jest zaprzeczeniem modelowej sylwetki i atrakcyjnej twarzy, jednak to nie zmienia faktu, że chemia, jaką ma do przekazania na deskach teatralnych czy przed kamerą, okazuje się niebywała. Jego charakterystyczny głos rozpoznaje chyba 90% polskiego społeczeństwa (w tym i dzieci, które poznały go od „oślej” strony). Vis comica pana Jerzego potrafi przekonać do uśmiechu nawet tych najbardziej opornych na uroki komedii, a towarzyszące mu od początku kariery emploi cechujące się swoistą ciapowatością i poczciwością sprawiło, że niejeden widz, podziwiając jego grę, pomiędzy wybuchami śmiechu uronił kilka łez.

Z pewnością większość zgodzi się ze mną, że Maciej Stuhr jest nieodrodnym synem swojego ojca. Jego twarzy nie sposób nie skojarzyć ze słynnym rodzicielem, a zaprzeczenie w tym przypadku fenomenowi genów byłoby czystym absurdem. Czytaj dalej

Philip Kerr – Marcowe fiołki

W paszczy hitlerowskiego Berlina

Kiedy bierze pan kota, by łapał myszy w kuchni, nie może pan oczekiwać, że nie zwróci uwagi na szczury w piwnicy[1].

(Bernhard Günther, prywatny detektyw)

Marcowe fiołki, literacki debiut Philipa Kerra z 1989 roku, to gros historycznej wiedzy podanej w przyjemnej formie retrokryminału bazującego na poetyce noir. Już po pierwszych stronach można wyczuć, czym zaczytywał się autor zanim sam zabrał się za pisanie książek. Klimat kryminałów Raymonda Chandlera i Dashiella Hammetta wywęszy każdy, kto choć trochę orientuje się „czarnym” gatunku. Jednak proza Kerra posiada coś więcej niż ofiarowali światu wspomniani pisarze, mianowicie wciskającą w fotel charakterystykę chyba najbardziej absurdalnych czasów w nowożytnej historii Europy, kiedy to Hitler przejął pełnię władzy w Niemczech, a szaleństwo jego dogmatów zaczęło zataczać coraz szersze kręgi. Czytaj dalej

Bernhard Jaumann – Kamienista ziemia

Ani żadnej ziemi, która jego jest

Dla tak zwanego człowieka z Zachodu, nawet mieszkającego w tej mniej postępowej części Europy, lektura Kamienistej ziemi Bernharda Jaumanna może okazać się szokiem. Ogrom problemów społeczno-politycznych usytuowanej w południowo-zachodniej Afryce Namibii opisanych na kartach jego powieści przytłoczy niejednego czytelnika, który od kryminału oczekuje głównie rozrywki i przyjemności wypływających z rozwiązywania zagadki. Kamienista ziemia zalicza się bowiem do tej nowoczesnej, cały czas ewoluującej kategorii gatunku kryminalnego, w którym sprawą ważniejszą od ścigania mordercy jest ukazanie od podszewki bolączek kraju, w którym ów przestępca grasuje. Bolączek, których przeciętny zjadacz chleba być może wolałby nie być świadomym…

Gdy byłam dzieckiem i zdarzało mi się grymasić przy jedzeniu, babcia opowiadała mi o dzieciach w Afryce, które z głodu mają chorobliwie wydęte brzuchy, chcąc tym samym ukazać kontrast i uświadomić mi, jakie mam szczęście, że urodziłam się w Polsce, w domu, w którym jest co do garnka włożyć, pal sześć, że był to późny, ale jednak nadal „kartkowy” PRL. Czytaj dalej