Ziarno prawdy

ziarno

Szacki dla niewtajemniczonych

Stało się to, czego się obawiałam, ale nie mogłam się oprzeć, aby nie sprawdzić na własnej skórze, czy rzeczywiście jest tak, jak było do przewidzenia. O co chodzi? O ekranizację Ziarna prawdy (2015) w reżyserii Borysa Lankosza, o to, że okazała się gorsza od literackiego pierwowzoru. Nie tyle kiepska jako film, ale nie tak wybitna jak książka. Wniosek z tego wypływa dość oczywisty: Ziarno w formie filmowej zapewne przypadnie do gustu tym, którzy nie znają geniuszu pióra Zygmunta Miłoszewskiego, natomiast u tych bardziej świadomych pozostawi niedosyt. Czytaj dalej

Reklamy

O fenomenie białowłosego szeryfa, czyli dlaczego Zygmunt Miłoszewski nie pozwala mi spać

DSC_32801

Fakt, że zaledwie miesiąc temu poznałam prozę Zygmunta Miłoszewskiego, wydaje mi się w tej chwili absurdem. Ja, od lat ceniąca, zarówno w literaturze, jak i filmie, gatunek kryminalny, i odkrywająca w nim z tytułu na tytuł coraz więcej odniesień, poznająca dzięki niemu nieznane dotąd fakty historyczne, doszukująca się w jego konwencji rozmaitych interpretacji i z rozkoszą naciągająca jego symbolikę do granic, do niedawna kojarzyłam pana Zygmunta wyłącznie z wyrywkowej znajomości tytułów jego książek i oczywiście z ekranizacji Uwikłania, na którą wielu narzeka ze względu na zmianę płci głównej postaci. Wychowana na intrygach fabularnych Agathy Christie, ze wszczepionym na studiach uwielbieniem do kina noir, a w prezencie świątecznym oczekująca regału, na którym będę mogła ustawiać kolejne książkowe zdobycze, myślałam, że z grubsza wiem, co w kryminalnej trawie piszczy. Myliłam się, i to bardzo.
Czytaj dalej