Marcin Wroński – Kwestja krwi

Wroński? Mmm… pycha!

Siódma część cyklu o komisarzu Maciejeweskim, Kwestja krwi, to dowód na to, że Marcina Wrońskiego nie warto szufladkować. Lubelski pisarz, przy całej swojej pokorze względem historii i staranności językowej, to samodoskonalący się rzemieślnik i świadomy artysta zarazem. Cykl zaczął się niespodziewanie rozrastać? To zrobimy prequel! Spacer po Lublinie odbyty w te i we w te? To wyjedziemy z Lublina! Zyga Maciejewski stał się przewidywalnie wręcz sprytny? To uczynimy go niedoświadczonym gliną pełnym wątpliwości! Gatunek kryminalny zaczął nieco uwierać? To dodamy mu rumieńców zestawiając z czymś nieprzyzwoicie wręcz kontrastowym! Przy czym nie należy się obawiać, że Wroński rozmieni się na drobne rozpulchniając stworzoną przez siebie serię i uczyni ją wydmuszką. Nic z tych rzeczy. Autor bowiem, mimo deszczu nagród i ugruntowanej pozycji na rynku księgarskim, wychodzi poza przyswojone sobie tereny literatury i eksperymentuje na nowych ziemiach. Nie odcina kuponów, ale kombinuje, jakby tu jeszcze czytelników uszczęśliwić. Ot, takiego kreatywnego syna Lubelszczyzna powiła!

Jako się rzekło, Kwestja to siódma część cyklu. Jednak chronologicznie pierwsza, z osią głównej akcji umieszczoną w 1926 roku. Zyga zdobywa szlify w zamojskiej policji, którą bardzo chciałby porzucić dla swojskiego dlań Lublina. Czytaj dalej

Ryszard Ćwirlej – Błyskawiczna wypłata

„Piłem w Pile”, czyli służbowy wyjazd chorążego Olkiewicza

Błyskawiczna wypłata to największa objętościowo i najbardziej złożona fabularnie z dotychczasowych powieści Ryszarda Ćwirleja. Szósta biorąc pod uwagę rok wydania, a druga patrząc pod kątem chronologii akcji odsłona cyklu, na pierwszy rzut oka nie odstaje od pozostałych. Spotykamy w niej znajomych bohaterów stojących na straży spokoju socjalistycznego państwa, przaśny żart, wielkopolską gwarę, krytyczną choć zarazem pełną dobrodusznego żartu charakterystykę Polski czasów PRL-u, hektolitry alkoholu wypijane przez gros postaci pierwszo-, drugo- i trzecioplanowych oraz oczywiście intrygę kryminalną, która w równym stopniu służy rozrywce czytelniczej, jak pełni funkcję pretekstu, by jeszcze dosadniej przedstawić absurdy ówczesnej rzeczywistości. Jednak Wypłata ma coś jeszcze, czego do tej pory Ćwirlej w swojej prozie nie preferował, mianowicie silny akcent dramatyczny. Czytaj dalej

Ryszard Ćwirlej – Mocne uderzenie

„A gdybym był młotkowym (…), to co byś powiedziała?”[1]

Zawsze ilekroć sięgam po powieści Ryszarda Ćwirleja jestem przekonana, że czekają mnie chwile pełne uśmiechów, kręcenia z niedowierzaniem głową i wybuchów niekontrolowanego śmiechu. W każdej odsłonie swojego cyklu o milicjantach z Poznania, pan Ryszard pozostaje w temacie śmieszności doby PRL-u i oddychania jego klimatem, które co prawda pozwalają kryminalnym zagadkom na przestrzeni książki się rozwijać, lecz w ogólnym rozrachunku – ani myślą zejść na drugi plan. Nie inaczej jest w najpóźniejszym jak dotąd chronologicznie tomie serii zatytułowanym Mocne uderzenie.

Rok 1988. PRL chyli się ku upadkowi. Ludzie coraz częściej przeklinają Jaruzelskiego i z czcią mówią o Wałęsie. Służba Bezpieczeństwa nadal ma długie ręce, ale można odczuć, że jej siła słabnie. Milicjant nadal jest kojarzony z najbardziej haniebnym zawodem świata, ale w szeregach stróżów prawa jest coraz więcej osób pragnących przywrócić milicyjnej odznace utraconą cześć, tak aby przestała być kojarzona z białymi pałkami i okropieństwami ZOMO. Buntowniczo szumiąca młodzież utożsamia się z rozmaitymi subkulturami, których największy zjazd w Polsce ma miejsce nie gdzie indziej jak w Jarocinie podczas popularnego festiwalu muzycznego. Czytaj dalej