Zanim zasnę

Przepraszam, czy tu biją… dzwony?

Zanim zasnę (Before I Go to Sleep, 2014), najnowszy film Rowana Joffé’a, od początku budził zarówno obawy, jak i wielkie oczekiwania. Thriller psychologiczny nie jest łatwym do zrealizowania gatunkiem, co spowodowane jest swoistym połączeniem mainstreamu, z którego wywodzi się dreszczowiec, z tak zwanym kinem z ambicjami, z którego narodził się film z psychologią i terapią w rolach głównych. Na dodatek przypadłość, jaką jest amnezja powiązana z pamięcią krótkotrwałą, może się okazać tematyką dla twórcy karkołomną, w której, po pierwsze, laik może łatwo się zagubić, a po drugie – każdy film, jaki powstanie po Memento (2000, reż. Christopher Nolan), nieuchronnie będzie się narażał na porównania z kultową produkcją reżysera trylogii o Batmanie. Jakby tego było mało, zatrudnienie w rolach pierwszoplanowych bohaterów Nicole Kidman i Colina Firtha, którzy już raz w swojej karierze zagrali małżeństwo, co wyszło im przepięknie, potęgowało ciekawość i niecierpliwość oczekiwania na premierę. Teraz, gdy pierwsze emocje już opadły, najwyższa pora zmierzyć się z pięknym mitem Zanim zasnę, który może i mógłby takim pozostać, gdyby podzielić go na pół. Czytaj dalej