Katarzyna Kwiatkowska – Zbrodnia w szkarłacie

Klasyka naszpikowana indywidualnością

Kupuj ziemię  już jej nie produkują.

Mark Twain

Gdy młodego i dopiero wyrabiającego sobie markę artystę media zaczynają przyrównywać do mistrza w danym gatunku albo mianować swoistym kontynuatorem zapoczątkowanej przezeń tradycji, w odbiorcach ceniących twórczość owego mistrza zwykle rodzą się oczywiste oczekiwania albo przynajmniej ciekawość. Nierzadko także niechęć jeszcze na długo przed premierą dzieła, a w skrajnych przypadkach również nienawiść… Z tego typu hasłami trzeba uważać, wszak licho nie śpi i tylko czycha, aby przejąć cenny stołek lub chociaż wygwizdać na forum internetowym. Jednak wiele wskazuje na to, że urodzona w Poznaniu pisarka Katarzyna Kwiatkowska, hucznie ogłoszona polską Agathą Christie, może na swoim stołku – a raczej w staroświeckim, obitym pluszem fotelu – siedzieć bez obaw. Co nie znaczy, że miano jej nadane jest całkowicie słuszne. Ze względu na stosowane przez poznaniankę kryminalne schematy, jak niewielka, ściśle określona przestrzeń fabularna, charakterystyczne figury bohaterów czy uporczywe prowokowanie czytelnika do zadawania sobie pytania „kto zabił?”, porównanie do Christie jest tyleż oczywiste, co niefrasobliwe i uogólniające. Kwiatkowska bowiem, bezpardonowo wykorzystując filozofię „ludziom podoba się to, co już znają” – dodaje do sprawdzonych i eleganckich schematów słynnej Brytyjki nieco od siebie. Co tam: nieco! Mnóstwo! Czytaj dalej

Selma

Muzeum zaprasza

Selma to miasto w Alabamie umieszczone na południu Stanów Zjednoczonych. W latach 60. ubiegłego wieku w ponad połowie zamieszkana była przez czarnoskórych obywateli, z których tylko 2% miało możliwość głosowania. Mimo ustanowionego już wówczas prawa głosu dla każdego pełnoletniego amerykańskiego obywatela, w urzędach Afroamerykanie bardzo często spotykali z szykanami, pogardą i odmową respektowania ich praw. Wyobrażeniem jednego z takich zdarzeń rozpoczyna się film Avy DuVernay, który swój tytuł wziął właśnie od nazwy wspomnianego miasta. Oto na ławce w urzędzie siedzi czarna kobieta czekając na wezwanie urzędnika. Podszedłszy do okienka słyszy polecenie wymienienia nazwisk wszystkich ówczesnych 67 amerykańskich sędziów. Nie jest w stanie spełnić tego żądania. Zresztą, któż byłby? Oczywiście urzędnik jest tego świadom. Ale potrzebuje pretekstu, aby negatywnie rozpatrzyć jej podanie z prośbą o wpisanie na listę głosujących. Przecież czarnoskórzy nie są ludźmi w pełnym tego słowa znaczeniu. A tylko ludzie mają prawo głosu. Czytaj dalej