Droga do zapomnienia

Przystanek: Trauma

Polskie „tłumaczenie” tytułu najnowszego filmu Jonathana Teplitzky’ego The Railway Man, czyli Droga do zapomnienia, wprowadza w błąd, bowiem historia w nim zawarta nie zmierza do wyparcia jej przez bohaterów z pamięci. To bardziej, nawiązujące do dosłownego przekładu, podążanie ku kolejnym stacjom na trasie, będących symbolami poszczególnych węzłowych punktów na mapie życia Erica Lomaxa, głównej postaci tej opowieści i poniekąd jej autora.

Pisząc o filmie Droga do zapomnienia należy nadmienić, że obraz ten powstał na podstawie autobiograficznej książki. Jej autor podczas II wojny światowej był oficerem łączności, który został wysłany na najdalsze rubieże Imperium Brytyjskiego. W 1942 roku był świadkiem kapitulacji wojsk brytyjskich w Singapurze. Krótko po tym trafił do japońskiego obozu jenieckiego i w nieludzkich warunkach został przetransportowany do Tajlandii, gdzie przydzielono go do budowy Kolei Birmańskiej, zwanej też Koleją Śmierci. Czytaj dalej

Zanim zasnę

Przepraszam, czy tu biją… dzwony?

Zanim zasnę (Before I Go to Sleep, 2014), najnowszy film Rowana Joffé’a, od początku budził zarówno obawy, jak i wielkie oczekiwania. Thriller psychologiczny nie jest łatwym do zrealizowania gatunkiem, co spowodowane jest swoistym połączeniem mainstreamu, z którego wywodzi się dreszczowiec, z tak zwanym kinem z ambicjami, z którego narodził się film z psychologią i terapią w rolach głównych. Na dodatek przypadłość, jaką jest amnezja powiązana z pamięcią krótkotrwałą, może się okazać tematyką dla twórcy karkołomną, w której, po pierwsze, laik może łatwo się zagubić, a po drugie – każdy film, jaki powstanie po Memento (2000, reż. Christopher Nolan), nieuchronnie będzie się narażał na porównania z kultową produkcją reżysera trylogii o Batmanie. Jakby tego było mało, zatrudnienie w rolach pierwszoplanowych bohaterów Nicole Kidman i Colina Firtha, którzy już raz w swojej karierze zagrali małżeństwo, co wyszło im przepięknie, potęgowało ciekawość i niecierpliwość oczekiwania na premierę. Teraz, gdy pierwsze emocje już opadły, najwyższa pora zmierzyć się z pięknym mitem Zanim zasnę, który może i mógłby takim pozostać, gdyby podzielić go na pół. Czytaj dalej

Grace księżna Monako

Nie taka zła księżna jak ją malują, czyli filmowy kotlet schabowy

Z Grace księżną Monako (Grace of Monaco, 2014) Oliviera Dahana jest jak ze znaną i sprawdzoną potrawą, która swoim smakiem nie zaskakuje, vide kotlet schabowy czy ruskie pierogi. Patrząc na losy Grace Kelly przełożone na srebrny ekran miałam wrażenie jedzenia przeniesionych na taśmę filmową wspomnianych specjałów. Z każdego kadru biły we mnie typowość, kliszowość, znajome smaki. Jednak zupełnie mi to nie przeszkadzało, bo jadło się dzieło Dahana całkiem przyjemnie i trawiło nie najgorzej. Zdecydowanie nie jest Grace filmem tak złym jak ostrzegają domorośli krytycy, a po jej seansie wychodzi się z kina z pogodnym uśmiechem.

Filmową Grace (Nicole Kidman) poznajemy w roku 1962, kiedy od sześciu lat jest żoną Rainiera III Grimaldiego (Tim Roth) i księżną na monakijskim dworze. Jest także kochającą matką dwójki dzieci i oddaną dziecięcym problemom działaczką, co zaowocuje założeniem rok później fundacji AMADE Mondiale, która istnieje do dziś. Jednak życie księżnej to nie tylko blaski. Czytaj dalej