Podróż na sto stóp

Duża zawartość cukru w cukrze

Mam takie piękne, ale nierealne do spełnienia marzenie: aby ci, którzy nagminnie robią komórkami zdjęcia tego, co akurat spożywają i umieszczają je na Facebooku, obejrzeli Podróż na sto stóp (The Hundred-Foot Journey, 2014) Lassego Hallströma; żeby zobaczyli, co rzeczywiście jest warte uwieczniania, a co jest już nie tyle śmieszne, co żałośnie lansiarskie; aby dotarło do nich, że fotografie dań winne być umiejscowione w książce kucharskiej, a nie w social mediach, podobnie jak kadry z dorodnymi pomidorami i detalicznym przedstawieniem wnętrza jajka pasują do bajki o uniwersalnym przesłaniu „kuchnia łagodzi obyczaje”, a nie do filmu, którego docenią canneńscy krytycy. Czy już zniechęciłam „żarciowych fotografów” do lektury tego teksu? Znakomicie. Zatem zapraszam do przeczytania recenzji tych, którzy w knajpach nie nadużywają aparatów w swoich komórkach.

Bohaterami Podróży na sto stóp są członkowie licznej indyjskiej rodziny, którzy zostali zmuszeni do emigracji z kraju. Przeżycia mają dość traumatyczne, dość nadmienić, że ukochana matka i żona (Juhi Chawla) niedawno osierociła dzieci i męża, ginąc w pożarze. Czytaj dalej

Reklamy

Szał

Krawaciarz grasuje

Filmami Alfreda Hitchcocka zaraziła mnie Mama. Przed laty powiedziała do mnie: „Jak chcesz obejrzeć jakiś straszny film, to dziś w telewizji będą Ptaki Hitchcocka.” Tak oto pomniejszona wersja niżej podpisanej po raz pierwszy usłyszała o mistrzu suspensu. Wspomnianego filmu przeraziła się tak bardzo, że wróciła do niego dopiero rok temu, pamiętając o tym, aby odwrócić głowę w czasie sceny, w której zostaje ukazany człowiek z wydłubanymi przez ptaki oczyma… Należy jednak pamiętać o tym, że Hitchcock to nie tylko Ptaki (The Birds, 1963), Psychoza (Psycho, 1960), czy Okno na podwórze (Rear Window, 1954).

Powstały w 1972 roku Szał (Frenzy), przedostatni film brytyjskiego reżysera, dziś wydaje się nieco zapomniany. Według mnie niesłusznie, gdyż jest to obraz ciekawy i doskonale skonstruowany, w niczym nie ulegający najpopularniejszym filmom Hitchcocka, a może i nawet od nich lepszy. Znajdziemy w nim wszystko, za co kochamy mistrza suspensu. Przede wszystkim niezwykłe stopniowanie napięcia, które mimo że wydaje się być zaspokojone już po około półgodzinnej projekcji (ujawnienie osoby mordercy) w najlepsze narasta dalej, znajdując ujście dopiero w ostatniej minucie filmu. Czytaj dalej