Miasto 44

Apokalipsa 44

Nowy film Jana Komasy, Miasto 44, ma wady, za które odpowiada głównie scenariusz. Psychologia bohaterów nie przekonuje, ich decyzje sprawiają wrażenie niepodpartych żadnego rodzaju sposobem myślenia i nie mają wiele do czynienia z tym, jak postępowali wcześniej. Nie uświadczymy tu zatem charakterologicznych i umysłowych podróży postaci, tego stopniowego zmieniania życiowych priorytetów, wydawać by się mogło nieodzownego w kinie historycznym, a zwłaszcza wojennym. Jednak z pełną odpowiedzialnością napiszę: NIC TO! Nic to, ponieważ Komasa wprowadził do polskich kin – a zapewne nie tylko na rodzimych się skończy – filmowy twór nowej jakości, pełen wyrazistych formalnych rozwiązań, wbijających w fotel widoków, zjawiskowej inscenizacji i – co dotąd niespotykane w filmie powstańczym – zupełnie pozbawiony patosu.

O tej powszechnej prawdzie wspominałam już przy okazji recenzowania Powstania Warszawskiego (2014, na podstawie pomysłu – tak! – również Jana Komasy), pierwszego na świecie pełnometrażowego filmu, którego fabuła w całości złożona jest z autentycznych dokumentalnych zdjęć, mianowicie, że powstańczy zryw, który wybuchł w stolicy Polski 1 sierpnia 1944 i trwał 63 dni, do dzisiaj budzi kontrowersje. Czytaj dalej

Powstanie Warszawskie

Historyczny eksperyment

Powstanie warszawskie czyli sierpień, wrzesień i początek października 1944 roku mają w historii Polski szczególne znaczenie. Znaczenie, które po dziś dzień wywołuje gorące polemiki. Ze względu na olbrzymie straty ludzkie i materialne kwestia słuszności jego wybuchu pozostaje sporna. Jednak nie tym problemem postanowił zająć się Jan Komasa, pomysłodawca filmu Powstanie Warszawskie. Filmowiec zdecydował się bowiem doprowadzić do realizacji wyjątkowy koncept stworzenia z dokumentu fabularyzowanej opowieści o stolicy z perspektywy fikcyjnych postaci, które nie oceniają i nie biorą udziału w walkach, a jedynie obserwują.

„Warszawskie” pisane dużą literą, z szacunkiem. Co nie zmieni faktu, że użytkownicy serwisów filmowych i bywalcy kin skrzywią się z niesmakiem. Bo kolejna produkcja historyczna o męce narodu polskiego, bo zamiast iść z duchem czasu, to ciągle patrzymy w przeszłość, bo polska szkoła plakatu dała „niezły popis” opracowując poster, który jaki jest każdy widzi… Bo lepiej chodźmy na Transcendecję z Johnnym Deppem! Tymczasem prawda jest taka, że oto mamy produkcję jakiej wcześniej w historii polskiego filmu nie było, daleko ważniejszą niż choćby nie wiem jak zjawiskowe filmy science-fiction. Czytaj dalej