Zacznijmy od nowa

Muzyka łagodzi obyczaje

Pięknie wyglądają Keira Knightley i Mark Ruffalo w najnowszym filmie Johna Carneya Zacznijmy od nowa (Begin Again, 2013). I nie mam tu na myśli wyłącznie ich urody, która – przynajmniej dla mnie – jest sprawą oczywistą, ale przede wszystkim energię jaką ich twarze emanują, gdy grani przez nich bohaterowie odnajdują się w tym co robią, odkrywają sens w życiu, a także przyjemność przebywania w swoim towarzystwie.

Niby to wszystko już gdzieś było: ona młoda, zbuntowana, zawiedziona związkiem z mężczyzną; on sterany życiem rozwodnik, zbyt często zaglądający do kieliszka, a na dodatek właśnie stracił pracę. On się nią zachwyci, ona będzie przez jakiś czas nieufna, by ostatecznie odkryć wspólne z nim pasje, zaufać mu i po pewnym czasie zmienić i siebie, i jego, na lepsze… Jednak Zacznijmy od nowa, mimo podobnego schematu, nie jest filmem tak banalnym jak się wydaje. To kino nie tylko ciepłe, pełne pozytywnej energii i nieco naiwnego zilustrowania spełniania się marzeń, lecz także świeża i bezpretensjonalna produkcja mająca wyraźne znamiona artystycznej perełki, na dodatek nie do końca przewidywalnej fabularnie.  Czytaj dalej

Reklamy