Anna Klejzerowicz – Medalion z bursztynem

„Czasem jestem siekierą. Czasem trzeba”[1]

Tolerancja to konieczność. Bez niej nie rozwijamy się, tylko stoimy w miejscu, kisimy się w stęchliźnie, zatruwając złą energią siebie i innych. Z braku tolerancji upadają cywilizacje, brak tolerancji zabija człowieczeństwo. Tolerancja czyni nas wolnymi[2].

Anna Klejzerowicz

Medalion z bursztynem łączy w sobie to, co w twórczości Anny Klejzerowicz najpiękniejsze – tajemnice zanurzone w przeszłości z historią Polski, a życiową mądrość z ludzkimi niedoskonałościami dobrze nakreślonych postaci. Jednak w błędzie będzie ten, kto uzna jej najnowszą powieść za odcinanie kuponów od dotychczasowego dorobku. Fakt, Medalion przypomina wydany na początku zeszłego roku List z powstania „zakurzonym” klimatem starych domostw, pamiątek i dokumentów, wmieszaniem w fabułę fragmentów epistolarnych i wątkiem przeszłości, która mocno determinuje teraźniejszość, jednak całość – począwszy od językowej stylizacji, poprzez zakańczanie rozdziałów i ostateczny wydźwięk, a na momentami bezpardonowym ostracyzmie polskich grzechów skończywszy – bez wątpienia ma swój własny charakter. Czytaj dalej

Reklamy

Anna Klejzerowicz – Sekret czarownicy

Czarownica naszych czasów

Młoda, śliczna kobieta patrzy na mnie z okładki najnowszej powieści Anny Klejzerowicz, Sekret czarownicy. Z jednej strony oprawę tę można uznać za banalną, wszak tyle urodziwych kobiet zdobi współcześnie wydawane książki. Z drugiej natomiast, ta konkretna dziewczyna ma w sobie frapującą słodycz, która nie ma nic wspólnego z przeciętnością. Gdy na nią patrzę, na myśl przychodzi mi aktorka Natalie Portman, z tą charakterystyczną dla niej nieprzemijającą dziewczęcością mimo przekroczonej trzydziestki. Z tym, że wyobrażenie głównej bohaterki Sekretu ma w sobie coś jeszcze, mianowicie niezwykły, bo piwno-czerwony, kolor oczu. Jej spojrzenie wzbudza dystans i niemal hipnotyzuje, ale tę nieprzystępność równoważą policzki i nos obsypane piegami, które można interpretować jako symbol swojskości i przyjazności. Pozwólcie, że przedstawię: oto Małgorzata Kwiatosz, czarownica z pomorskiej wsi Uroki. Czytaj dalej

Anna Klejzerowicz – Cień gejszy

Cień gejszy. Wydanie II

Subtelna jak gejsza

Cień gejszy to moje trzecie spotkanie z pisarstwem Anny Klejzerowicz. A skoro trzecie, to już chyba śmiało mogę napisać, że proza tej gdańskiej pisarki zawsze coś we mnie pozostawia: wzbogaca moją wiedzę historyczną, uwrażliwia na pewne, wydawałoby się, zaprzeszłe wydarzenia, zasiewa w sercu jeszcze większą miłość do książek. Powieści Klejzerowicz bowiem, chociaż zdarza mi się je zawsze odrobinę skrytykować, chłonę jak gąbka, bo tak wprost i zarazem subtelnie są napisane, tak interesujące fabuły snują, tak zręcznie mieszają teraźniejszość z przeszłością i tak drobiazgowym researchem są podparte. Czytaj dalej

Anna Klejzerowicz – Sąd Ostateczny

Śmierć pędzlem malowana

Anna Klejzerowicz. Pisarka, publicystka, fotograf, redaktor. Z urodzenia i zamieszkania gdańszczanka. Z wykształcenia magister resocjalizacji, rozmiłowana w górach, sztuce, drzeworycie japońskim ukiyo-e i zabytkach, wielbicielka kotów. W kontakcie socialmedialnym niezwykle miła i kulturalna. Pisarsko najlepiej się czuje w kryminale, jednak wydała również udane powieści obyczajowe. Aktualnie pracuje nad kolejną książką. Jednak w międzyczasie rynek wydawniczy będący do dyspozycji pani Anny już od ładnych paru lat czuwa i zakrzewska Replika postanowiła wznowić serię jej powieści z wyeksponowanym wątkiem kryminalnym zanurzonym w świecie sztuki. Na pierwszy ogień poszedł Sąd Ostateczny, powieść rozpoczynająca ów cykl, którego postacią przewodnią jest Emil Żądło, charyzmatyczny dziennikarz, były policjant i zbyt często zaglądający do kieliszka – przynajmniej w tej konkretnej odsłonie – nieco zagubiony w życiu gdańszczanin. Czytaj dalej

Anna Klejzerowicz – List z powstania

Tajemnica pokryta patyną

Mówi się, żeby nie oceniać książki po okładce. Gdy jednak zagłębiłam się w treść powieści List z powstania autorstwa Anny Klejzerowicz, symbolizm jej oprawy zaprojektowanej przez Olgę Reszelską mnie uderzył. Podzielona na dwie części okładka ukazuje mroczny, zniszczony i brudny przedsionek w głębi kamienicznej bramy z sylwetką skulonego w niej człowieka, kojarzący się z tymczasowym schronieniem uczestnika powstania, które jak tytuł powieści wskazuje odegra w jej fabule niebagatelną rolę. Ponad tym smutnym widokiem widzimy kwiat leżący na zapisanych odręcznym pismem stronach, zapewne tytułowym liście. Roślina zaczyna już więdnąć, jednak widać w niej jeszcze siłę tlącego się życia. Jest już, jak na średnią żywota ciętego kwiatu, stara, ale nadal pulsuje intensywnością barw. Zupełnie niczym pamięć o tajemniczych okolicznościach, w których zaginęła łączniczka Hanna, siostra i ciotka głównych bohaterek powieści, które mimo upływu lat nadal pragną ją odszukać… Czytaj dalej