Gość

Not so sweet american boy

Żeby zrobić taki film jakim jest Gość (The Guest, 2014) trzeba mieć nie tylko niebywały talent i wyobraźnię, lecz także prawdziwe powołanie i głęboką filmową wiedzę. Przy czym kompetencje reżysera Adama Wingarda i scenarzysty Simona Barretta, którzy w branży zaistnieli jako bardzo młodzi twórcy, a ze sobą pracują od czterech lat, są tak wysokie, a ich pomysły pozornie tak rozwichrzone, że istnieje obawa, iż ich najnowsze dzieło nie zostanie docenione nawet w rodzimych Stanach Zjednoczonych, z których kinematografii Gość tak bogato czerpie. Bo chociaż z jednej strony trudno nazwać ich najnowszą produkcję filmem trudnym czy ambitnym, tak jego forma, igranie z konwencjami i intertekstualność są szalenie bogate i trudno po jednym seansie całą tę obfitość wychwycić, a co dopiero zrozumieć.

Gościa charakteryzuje także pewna niewdzięczna właściwość, która utrudnia pracę recenzencką, mianowicie najlepiej pisać o nim skąpo i ogólnikowo, ponieważ już niewielka doza informacji może zepsuć niespodziankę potencjalnemu widzowi. Czytaj dalej