The Walk. Sięgając chmur

Thewalk-plakat

Piotruś Pan na linie

Philippe Petit (Joseph Gordon-Levitt) stoi na szczycie Statui Wolności i uśmiecha się do widza. Ale mam dla was niespodziankę! – zdają się mówić jego lekko zmrużone oczy. I rzeczywiście, ma dla spoglądających na niego niespodziewany dar: oto zaczyna roztaczać przed odbiorcami wizję opowieści o sobie samym w nietuzinkowy, bo baśniowy sposób. Powszechnie znane fakty składające się historię wypełnioną marzeniami i zdeterminowaniem, która zostaje zjawiskowo sfinalizowana na wysokości czterystu piętnastu metrów, przedstawia w nierzeczywisty, bo podkolorowany i wystylizowany, a co za tym idzie przeczący rzetelnie opowiedzianemu życiorysowi sposób… W sposób, który staje się pretekstem do wypełniania ekranu tym, co jest sednem kina, a zarazem sercem technologii 3D – pięknymi ruchomymi obrazami imitującymi rzeczywistość w możliwie najwierniejszej postaci. Czytaj dalej

Reklamy

Godzilla

Powrót króla, czyli blockbuster z duszą

Znany na całym świecie wielki jaszczur, który wykluł się w japońskiej wytwórni Toho właśnie skończył sześćdziesiąt lat. Mimo zaawansowanego wieku, umiejscowiony na współczesnym ekranie, także tym trójwymiarowym, zachwyca i budzi respekt. To już nie przebrany w kostium gadziego potwora człowiek z piłeczkami pingpongowymi jako oczami na skórzanym łbie, lecz cud techniki. Jednocześnie, z pełnym poszanowaniem dla pierwowzoru, fizycznie przypomina swoją pierwszą odsłonę, udowadniając, że amerykańscy producenci wreszcie nauczyli się szanować godzillową tradycję. Czytaj dalej

300: Początek imperium

Morska wiedźma ścina głowy

Idąc do kina na 300: Początek imperium (300: Rise of an Empire, 2014) oczekiwałam przede wszystkim rozrywki, wizualnego orgazmu, mnogości kadrów z cudną bladolicą Evą Green, antycznej scenografii i morskich bitew. I ani trochę nie przesadzając to wszystko najnowsza produkcja Zacka Snydera wyreżyserowana przez Noama Murro mi zapewniła. Ponadto nie jest to jak się obawialiśmy „jeden z najbardziej niepotrzebnych sequeli” czy gorsza wersja starszego brata z 2006 roku o wiadomym tytule, ale mimo podobnej techniki realizacyjnej film poprowadzony w zupełnie inny sposób i kładący akcenty na zwielokrotnienie, wizualne szaleństwo i na kobiety, a nie jak jego poprzednik na kameralną atmosferę i mężczyzn.

Grecki polityk i przywódca Temistokles (Sullivan Stapleton) staje do walki przeciwko olbrzymiej flocie morskiej władcy Persji Kserksesa (Rodrigo Santoro), dowodzonej przez demoniczną, szukającą zemsty na Grekach Artemizję (Eva Green). Kropka. Wiem, ze to bardzo skąpy wstęp, ale tyle musi wystarczyć, ponieważ postanowiłam nie wprowadzać potencjalnych widzów w bardziej szczegółową fabułę nowych 300. Powód jest prosty: im mniej będziemy świadomi poszczególnych wątków, tym bardziej scenariusz autorstwa Kurta Johnstada i samego Syndera nas zaskoczy swoimi zwrotami. Czytaj dalej