Marcin Ciszewski „Wiatr”

Nasza zima zła

To miał być sylwester inny niż wszystkie, spędzony w surowych warunkach w schronisku na Kasprowym Wierchu, będącym mekką wszystkich szanujących się narciarzy i przepiękną wizytówką polskich Tatr. Jakub Tyszkiewicz, korzystający z urlopu policjant, wolałby wprawdzie spędzić ten wyjątkowy wieczór z żoną w łóżku, ale ulegając jej prośbom, dał się namówić na tańce na zaśnieżonej górze w gronie niekoniecznie znajomych osób. Jednak rozrywka tego typu nie jest mu pisana, ponieważ krótko po rozpoczęciu zabawy niezidentyfikowany napastnik atakuje jedną z imprezowiczek. Ponadto w międzyczasie, gdy śnieżna wichura zdąży się już rozszaleć na dobre, ktoś wjeżdża na Kasprowy kolejką linową. Kto ma odwagę robić to w czasie, kiedy wjazd ów grozi śmiercią? Czy istotnie będzie to ekipa serwisowa, jak poinformowała obsługa? Tylko jeden z uczestników przerwanej zabawy będzie miał świadomość tego, że to kłamstwo. Kto? Na te i inne pytania odpowiedzi znajdziemy w książce Marcina Ciszewskiego Wiatr.

Już na pierwszych kartach tej „żywiołowo” zatytułowanej powieści uderzają dwie rzeczy – wielość punktów widzenia i namacalny zimowy klimat, jaki w Polsce może panować tylko w stolicy naszej strony Tatr. Pierwsza z wymienionych cech bardzo urozmaica narrację. Tak bardzo, że z początku trudno się zorientować, kto jest kim i nie sposób uporządkować sobie w głowie, czemu część bohaterów podejmuje decyzje takie, a nie inne. I jakkolwiek zawirowania narracyjne szybko czytelnik sobie ułoży, tak decyzyjność postaci będzie wyjaśniana stopniowo, zgrabnie fragmentarycznie odsłaniana, by na końcu stanąć w pełnej krasie prawdy. Ale zanim poznamy sedno intrygi i odpowiedzi na wszystkie pytania, Ciszewski swoją książką zafunduje nam doprawdy fantastyczne chwile.

"Mróz", czyli pierwsza część cyklu z Jakubem Tyszkiewiczem (Wydawnictwo Ender, 2010).

„Mróz”, czyli pierwsza część cyklu z Jakubem Tyszkiewiczem (Wydawnictwo Ender 2010).

Wielość punktów widzenia w przypadku Wiatru przypomina błyskotliwy filmowy montaż. Z początku rozbudza on zainteresowanie, stawiając na montaż urywany, niezaspokajający wiedzy, rozdrażniający, a przez to zmuszający umysł do pracy. Następnie poszczególne „ujęcia” zostają wydłużone i rozgrywają się równolegle, co pozwala rozsmakować się w historii, przybliżyć czytelnikowi sylwetki poszczególnych bohaterów i ich rozterki oraz zaangażować w ich los. Ta część to także niezwykle sugestywne opisy krajobrazu, w którym akcja się rozgrywa, żywiołu, który jest niemalże samodzielnym bohaterem. Po tej najdłuższej powieściowej całostce następuje ekspresyjny montaż równoległy, ukazujący krótkie, konkretne sekwencje i zapierające dech w piersiach zwroty akcji, która na łeb, na szyję zmierza do finału. Pod koniec natomiast tempo ponownie zwalnia, następuje ułożenie wszystkich faktów w logiczną, nieprzekombinowaną, chociaż wymagającą nie lada wyobraźni całość, wspartą monologiem bohatera, który wszystko cierpliwie wyjaśnia.

Jak wynika z powyższego opisu, powieść Ciszewskiego jest idealnie wymierzona w rozrywkę, w przyciągnięcie uwagi widza i niemożność jej puszczenia, póki – po przewróceniu ostatniej strony – czytającego nie ogarnie ten szczególny spokój, jaki może zapewnić tylko dogłębne zrozumienie frapującej całości. Jest też Wiatr niczym przebojowy film sensacyjny, w którym ważnymi motywami są służby specjalne i uzbrojeni po zęby zabójcy. Ciszewski jednak idzie w swoich zamysłach dalej. Po pierwsze, bardzo dobrze wie, o czym pisze, czy to opisując działanie na szczytach, intrygi, z których każdym porem wylewa się korupcja, czy też wątpliwe uroki jeżdżenia kolejką linową przy silnym wietrze lub zjazd narciarski w dramatycznie niebezpiecznych warunkach. Po drugie, orientuje się w polityce, w rangach, w elementach pracy tak zwanych specjalsów, o pracy policji – której poświęcił już niejedną swoją książkę – nie wspominając. Ponadto ma on dar do odmalowywania wydarzeń, które mimo występujących w nich niesamowitych zbiegów okoliczności i sensacyjności, przedstawiają samo życie. Co prawda klasy nieco ponadprzeciętnej (bohaterów stać na nietypowe świętowanie nowego roku, są uznanymi, zarabiającymi bajońskie sumy prawnikami, byłymi sportowcami albo malarzami) albo tej umiejscowionej na górnych partiach politycznego i wywiadowczego świata (szef kancelarii premiera, szef SWW, najlepiej wyszkoleni agenci), ale odmalowane po ludzku, jako pełne zrezygnowania, strachu, bezradności, litości czy nienawiści osoby. Momentami tylko akcenty na bohaterów zostają rozłożone zbyt szablonowo i dla przykładu ten, kto udaje się w pogoń, musi być bezwzględny, ten, kto jest wysoko postawiony, musi być skorumpowany, a żona bohatera nie dość, że wygląda jak czarnowłosa Barbie – co nader często jest dawane do zrozumienia – to na dodatek okazuje się arcyodważna. Ale ponieważ całość powieści zbliża się do doskonałości, jest to potknięcie, które z radością wybaczam.

„Upał”, czyli druga częśc cyklu z Jakubem Tyszkiewiczem (Znak Literanova 2012).

Wspomniałam, że autor wie, o czym pisze, również wówczas, kiedy w wydarzenia wtapia jazdę kolejką linową przybardzo silnym wietrze czy rozmaite style zjazdu narciarskiego. Jednak i tym razem posuwa się o krok dalej, ponieważ do opisów wplata zarówno budowę kolejki, jak i – wybitnie budując nastrój – odgłosy jej skrzypienia, trzeszczenia, rozpinających się narciarskich wiązań czy, zagłuszane przez koszmarne warunki pogodowe, szmery zjazdów po śniegu, lodzie, firnie. A na tym białym tle zakamuflowani mężczyźni z pistoletami maszynowymi gotowymi do strzału… Już to wystarcza, aby stworzyć niezwykły i mroczny klimat. Jednak na tym nie koniec. Nie bez kozery powieść jest zatytułowana Wiatr, z jej kart bowiem wieje nie tylko grozą, lecz także najprawdziwszym górskim zimowym wichrem, takim, który niemal rani skórę gwałtownym nawiewem płatków śniegu i mikrokryształów lodu. Jak wspomniałam, żywioł ten nie jest zwyczajnym bezwolnym tłem, ale samoistnym bohaterem wybitnie utrudniającym postaciom osiągnięcie celów, wystawiającym ich życie na wiele prób. Stanowi on wraz z opadami i grubą warstwą śniegu, wielokrotnie i z wyraźną przyjemnością przez autora opisywanego, scenerię idealną zarówno dla zabójczej pogoni za zdrajcą, jak i tajemniczej napaści na jedną z bawiących się dziewcząt, której rychło okaże się niezbędna pomoc medyczna. Równocześnie z pościgiem będziemy mieć więc akcję ratunkową odbytą niekończącym się, często przerywanym slalomem, w trakcie którego łatwo się zgubić i… zabić. Ciszewski wyraźnie wykorzystał w tych opisach swoje doświadczenia z udziału w obozie treningowym na Kasprowym Wierchu, który to szczyt zarówno on, jak i jego bohaterowie traktują z niezwykłym szacunkiem, ciesząc się jego bliskością, ale będąc też świadomymi jego zdradliwej budowy i płynących z niej niebezpieczeństw.

Żeby na papierze oddać klimat w stu procentach, Ciszewski dzieli swoją powieść na rozdziały zatytułowane określonymi porami wieczora i nocy, co w tym szczególnym dniu w roku nabiera dodatkowego znaczenia. Zresztą, idące parami wartościowania są najwyraźniej specjalnością pana autora, ponieważ w Wietrze odnajdziemy także podwójny wydźwięk moralny zdrady swojego środowiska, „sprzątania” zaistniałych szkód za wszelką cenę czy problematykę zaplątania w śmiercionośną pogoń za jednym człowiekiem szeregu innych ludzkich losów… Co jeszcze uderza w pisarstwie Ciszewskiego, to jego konsekwencja w kreowaniu świata przedstawionego, w którym nic, co wcześniej było wspomniane niby to mimochodem, nie okaże się zbędne.

Podsumowując, Wiatr to błyskotliwie i w przemyślany sposób napisana rzecz, której autor bogato i z powodzeniem czerpie z sensacyjnej powieści policyjnej, powieści szpiegowskiej, thrillera politycznego i klasycznego kryminału, nie skąpiąc czytelnikowi wartości poznawczych. Właściwie poza wspomnianą gloryfikacją czy szablonowością bohaterów wszystko tu jest rasowe, łącznie z klimatyczną okładką i tłoczeniem tytułu imitującym zaśnieżone skały. Więcej uwag nie mam, no może poza tą, że nabrałam apetytu na Upał i Mróz, czyli pozostałe pozycje z „atmosferycznej” serii Marcina Ciszewskiego.

Moja ocena: 8/10


Marcin Ciszewski, Wiatr, Znak Literanova, Kraków 2014.

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu NoirCafe.pl.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s