Tomasz Konatkowski – Bazyliszek [Audiobook]

bazyliszek okładka

Zaduszki z trupem w tle

Emerytura nie zając, trupa mamy.

(nadkomisarz Adam Nowak)

Bazyliszek Tomasza Konatkowskiego należy do tych powieści, których lektura zasługuje na odpowiednie otoczenie. To książka, która ze względu na bogactwo niuansów i szerszy kontekst jaki rozciąga wokół fabularnej intrygi, warta jest wdzięczniejszego tła nad hałaśliwe pojazdy komunikacji miejskiej. Nadto, do powyższych wartości dochodzi kwestia estetycznego rozplanowania rozdziałów i podrozdziałów okraszonych wiele mówiącymi, nieoczywistymi tytułami. Tu się, drodzy Państwo, należy skupić, nad pisarskim projektem pochylić z uwagą! Z jednej strony bowiem Bazyliszek to kryminał stołeczny, z którego współczesność wychodzi wszystkimi porami, z drugiej – powieść pełna życiowej dojrzałości i inteligentnych spostrzeżeń, bardzo, bardzo rodzinna oraz w smaczny, nienachalny sposób przemycająca priorytety człowieka, jakim jest sam autor.

Złośliwi twierdzą, że Bazyliszek to popłuczyny po wcześniejszych odsłonach przygód śledczego – obecnie nadkomisarza – Adama Nowaka; że główny bohater, przedkładając wartości rodzinne i tacierzyństwo nad osobiste pasje i pracę, stetryczał i stał się papierowy, a zatem mniej interesujący. Nic bardziej mylnego! Nowak po prostu dojrzał, podobnie jak (w domyśle) człowiek, który powołał go na świat. Konatkowski zezwolił Adamowi być miększym i zadumanym, co interesująco przełożyło się na stricte kryminalną odsłonę powieści. Nadkomisarz, czy to badając miejsce zbrodni, czy uzgadniając odkryte fakty ze swoim partnerem śledczym, aspirantem Pawlakiem, jawi się jako analityk czerpiący wiedzę nie tylko z zawodowego doświadczenia, lecz także z mądrości życiowej i nabytej z wiekiem wrażliwości, natomiast trzecioosobowy narrator splata opisy miejskich i podmiejskich przestrzeni oraz cierpień, jakim zostały poddane ciała ofiar, z odniesieniami cywilizacyjnymi i/lub kulturowymi. Czy to rozmowa ojca z synem na cmentarzu, czy oględziny zwłok, czy też przesłuchanie świadka – za każdym razem autor przemyca intrygujące sensy. Konatkowski dużo zauważa i na dobrą sprawę nie odpuszcza niczemu, poszerzając znaczenie rozmaitych, nawet mocno drugorzędnych elementów fabuły: szerokich bioder u przesłuchiwanej kobiety, zaklepanemu przedwcześnie miejscu na pochówek, ukamienowanej ofierze.

Cmentarz, ukamienowanie. I jeszcze: umieszczenie akcji powieści w okresie Święta Zmarłych i Zaduszek, kościół i Kościół, księża, zakonnicy, guru, przez którego przemawia Duch Święty, sekty, modły, rytuały, przedmioty kultu. Słowem: motyw religijny jak się patrzy! Rozpisany jednak nie dla samej swojej frapującej scenografii i symboliki, ale w szerszym kontekście, na który składają się takie elementy jak: rozważania nad śmiertelnością, szeroko pojęte ashes to ashes, lekkomyślne podporządkowywanie się sekciarskim zasadom mylone z poczuciem bliskości z innymi… Padają również kwestie nadawania sensu swojemu życiu poprzez religię, oddziaływania demagogicznego, chłodnego umysłu na człowieka, który znalazł się na zakręcie życiowym, oraz śmieszności, z jaką wiąże się religijność dla samego jej wizerunku zewnętrznego. Konatkowski nierzadko bywa w swoich spostrzeżeniach bezlitosny, ale zarazem nie czuć w jego postawie potępienia. Bliżej mu do ciepłego pochylenia się nad człowieczą niedoskonałością i naiwnością, niż do próby przemycania poniżającej kogokolwiek krytyki. Korzystając, nomen omen, z religijnego odniesienia, daleko mu do gniewnego i surowego starotestamentowego Boga. A przecież morderca w Bazyliszku zabija ze szczególnym okrucieństwem i niewątpliwie na karę zasługuje. To zresztą jedyny chwyt typowo popkulturowy, jakim autor się bezwzględnie posłużył – efektownie wymęczony trup na starcie, nasuwający biblijne skojarzenia, a w gruncie rzeczy fabule jako takiej niepotrzebny. Jednak i tu Konatkowski się wybrania, snując w głowie stojącego nad denatem Nowaka filozoficzno i/lub religioznawcze analizy, rozgałęziając tym samym powieściowe sensy, co dopełnia kształtu całości poruszanej tematyki, a zarazem wypada zadziwiająco bezpretensjonalnie. Przy czym sam nadkomisarz to, zgodnie z przeciętnością swoich imienia i nazwiska, zwykły facet w najpowszechniejszym tego określenia znaczeniu. Żaden z niego uczony! Ot, spokojny zeń, rodzinny gość, który czasem, przy co większym problemie w pracy, przeklnie i raz na ruski rok wyrwie się z domu na tak zwane męskie piwo. Brak w nim udziwnionych, atrakcyjnych fabularnie traum, frustracji czy choćby lekkiego zatracenia priorytetów na rzecz roboty. Spowoduje to zapewne mars na czole u większości czytelników spragnionych pazura, ale zapewniam, że to nie jedyny sposób, aby uczynić kryminał intrygującym czy rasowo policyjnym.

Tomasz Konatkowski (z mikrofonem) na Międzynarodowych targach Książki, Kraków 2015 / Fot. archiwum RnT

Tomasz Konatkowski (z mikrofonem) na Międzynarodowych Targach Książki, Kraków 2015 / Fot. archiwum RnT

Policyjność Bazyliszka przejawia się w układzie na linii Nowak–Pawlak, tworzącym duet kontrastów postaw zawodowych i psychologicznych, którym nierzadko towarzyszą frapujące dyskusje wychodzące poza kwestie czysto kryminalne. Aspirant coraz częściej, ku bliżej nieokreślonemu ni to żalowi, ni to zadowoleniu zwierzchnika, wyręcza go w obowiązkach. Kiedy Nowak myśli już o powrocie do rodziny i spędzeniu z nią wieczoru, Pawlak nadal przegrzebuje archiwa tudzież zamęcza świadków w ich domach, odkrywając to, co wcześniej nieodkryte, a swoimi eurekami zaskakując nie tylko czytelnika, lecz także swojego policyjnego partnera. To, zamierzone lub nie, nawiązanie do duetu bohaterów z serii filmów Zabójcza broń, wytracone zostaje dopiero w finale, kiedy Nowak działa na coraz większym nerwie, środek ciężkości fabularnych działań przechyla się na jego stronę, a sama intryga nieco zachłystuje się samą sobą, nabawiając się syndromu powieści Raymonda Chandlera Żegnaj, laleczko, w której zawikłanej fabule trudno uzyskać odpowiedź na pytanie „dlaczego?”, chociaż, rzecz jasna, wiadomo kto puścił w ruch spiralę zła.

Lekturze Bazyliszka idzie w sukurs interpretacja głosowa Leszka Filipowicza, która 448 stron druku zamieniła na godzin 12 plus kwadrans odczytu. Biblioteka Akustyczna, która zorganizowała przełożenie powieści Konatkowskiego na wersję głosową, niewątpliwie dokonała właściwego wyboru lektora, który od czasu interpretacji Traktu Arno Stobla ograniczył teatralizację wypowiadanych przez postaci kwestii, zwłaszcza przesadne przekazywanie emocji kobiecych bohaterek, a całemu odczytowi, wyraźnie wyczuwając sedno prozy Konatkowskiegio, nadał cieplejsze brzmienie głosu. Jest to tym bardziej godne uwagi, że im dalej w las, tym fabuła Bazyliszka robi się bardziej nerwowa, a wraz z nią Nowak i jego życiowa partnerka, którą zaczynają nawiedzać niechciani goście. Pojawiają się podniesione głosy, przekleństwa, nienawistne, pełne groźby wypowiedzi. Filipowicz jednak w żadnym momencie nie zapomina, że są to emocje związane z obawami o wartości nadrzędne, takimi jak spokój i bezpieczeństwo osób najbliższych, mieszając w odpowiednich proporcjach głosowe brzmienie samczej walki o teren z naturalnym w tej sytuacji strachem, z lekka nawet przemieszanym z histerią. Jedną mam tylko uwagę co do jakości odsłuchu, mianowicie odnoszę wrażenie, że audiobook nagrany został zbyt wolno. Oczywiście można tę kwestię przeskoczyć za pomocą odpowiednich ustawień odtwarzacza – usługa jednokrotnie płatna dostępna w aplikacji Smart AudioBook Player, koszt 10 złotych, zatem do akceptacji – jednak nie zmienia to faktu, że w razie braku takich udogodnień nieco rozciągnięty wygłos można odczuć jako dyskomfort.

Podsumowując, Bazyliszek, tak w treści, jak i w interpretacji lektora, wypada satysfakcjonująco. Co prawda, z powodu najwyraźniej nadmiernych ambicji pisarza, by rzecz kryminalnie i psychologicznie skomplikować, powieść w finalnych rozdziałach – w tym w momencie tłumaczenia motywów mordercy – nieco kuleje, ale cała opowieść jest tak literacko inteligentna i ciepła (te rozmowy Nowaka z ojcem!), tak mądra, a zarazem nienachalna w sposobie głoszenia życiowych prawd (autor pokazuje, co mu w duszy gra, jednak nie zmusza nikogo do podzielania jego priorytetów) oraz przepełniona jest tak ironicznym, a zarazem eleganckim poczuciem humoru („Gdziekolwiek dwóch lub trzech zbierze się w Imię Moje, tam musi zabrzmieć nokia tune”), że trudno mieć jakieś poważniejsze zastrzeżenia. Nadto, ma Tomasz Konatkowski coś z wirtuoza, który potrafi wyraziście przedstawić nie tylko główny motyw, lecz także liczne dźwięki poboczne. Ach, jakże liczne! Złapałam się za głowę, dowiedziawszy się, że autor ten z wykształcenia jest ścisłowcem, programistą i analitykiem. Bo duszę ma z pewnością humanistyczną i zdecydowanie powinien częściej pisać. Pozostaje mieć nadzieję, że wysunie jeszcze nos z rodzinnych pieleszy i zasiądzie przed wordowskim arkuszem. Szkoda by było poprzestać na czterech książkach, mając taki literacki talent i wrażliwość.

Omówiono w ramach projektu


Moja ocena:

Treść: 7/10

Interpretacja: 7/10

Natomiast obiektywnie rzecz biorąc…

Wniebowzięci będą: wielbiciele współcześnie rozgrywających się powieści kryminalnych, równie mocno jak na intrydze skupiających się na szerszym kontekście problematyki, z której wywodzi się fabularne przestępstwo; osoby zainteresowane tematyką sekt i ponadprzeciętnie zaawansowanej religijności; czytelnicy preferujący policyjne duety oparte na kontrastach; wielbiciele bystrych literackich spostrzeżeń cywilizacyjnych i kulturowych podanych w lekkostrawnej formie.

Kręcić nosami będą: czytelnicy preferujący kryminały z energicznym bądź straumatyzowanym protagonistą; osoby, dla których wyczerpujące wyjaśnienie motywów fabularnego mordercy jest podstawową wartością kryminału.


Tomasz Konatkowski, Bazyliszek, czyta Leszek Filipowicz, Biblioteka Akustyczna (na licencji Grupy Wydawniczej Foksal), Warszawa 2015.

Za audiobooka dziękuję

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s