Joanna Opiat-Bojarska – Gra pozorów

Od scenariusza do powieści, czyli Joanna Fincher-Bojarska i jej złoty samorodek

„Rasowy kryminał, napisany z matematyczną precyzją!”, czytamy na okładce najnowszej powieści Joanny Opiat-Bojarskiej Gra pozorów. Ech, zawsze rwę włosy z głowy nad hasłami tego typu, powstałymi przypuszczalnie pod wpływem spolegliwości wydawcy względem oczekiwań odbiorcy przyzwyczajonego do określonych mód czy konkretnych dzieł w dorobku autora. Tymczasem Opiat-Bojarska, od 2013 roku z powodzeniem pisząca kryminały, nie jest przecież skazana na ten gatunek do końca życia. Może napisać… o, dajmy na to, thriller psychologiczny! I napisała! Thriller o konstrukcji psychotycznego labiryntu, w którym nie wiadomo kto jest kim, komu można zaufać, gdzie protagonista w ostatniej chwili zdąża lub nie zdąża w określone miejsca, z niechcianymi „prezentami” na wycieraczce, z osaczonym ze wszystkich stron głównym bohaterem, którego nieokreślony do samego końca oprawca wciągnął w dziwną grę, taką na miarę tej przedstawionej w filmie Davida Finchera. Czy o Grze (1997) tegoż reżysera ktoś myśli jak o kryminale? Oczywiście: nie! Tymczasem o Grze pozorów Opiat-Bojarskiej myślą i piszą tak niemal wszyscy. A przecież trup, zwłaszcza taki, którego nikt nie widział, nie generuje gatunku kryminalnego. Zaklinam zatem, pozwólmy autorce wyjść poza znane dotąd jej czytelnikom ramy, nie zamykajmy jej w szufladzie, poszerzmy dla niej swój horyzont odbioru. Ta charakterna kobita na to zasługuje!

Nie żyje mężczyzna, jego ciała nie znaleziono. Jest wdowa po nim, która rok po jego śmierci znika na tydzień. Gdy, po ciężkiej pobudce, stwierdza, że nic nie pamięta, nie przyznaje się do swoich dolegliwości badającym sprawę jej zaginięcia policjantom. Boi się, jest rozstrojona, nadto jej umysł jest otępiały przez nieznane substancje. Trzydziestopięcioletnia Aleksandra Wilk, na co dzień pomagająca innym uporać się z przytłaczającymi ich psychikę problemami, nie umie pomóc sama sobie, zauważając z przekąsem, że szewc bez butów chodzi, a zawód psychologa wybierają ci, którzy nie radzą sobie z własnym życiem. Oczywiście, to duże uogólnienie, nie scedowane na szczęście na powieściowe odmalowanie stanu umysłu bohaterki. Opiat-Bojarska zdążyła już przyzwyczaić czytelników do tego, że, pracując nad swoimi książkami, obwarowuje się tabunem konsultantów, dzięki czemu nic w jej fabułach nie jest niemożliwe, nawet to, co niemożliwym może się wydawać. Tym razem jednym ze specjalistów odpowiedzialnych za końcowy efekt była psycholog oraz osoba z zapleczem wiedzy dotyczącej farmaceutyków. Zatem, momentami nielogiczne czy rażące niekonsekwencją zachowanie protagonistki znalazło swoje wytłumaczenie w naukach, a także – co przypuszczam, poznawszy już nieco system pracy autorki – w szczegółowym researchu. Chociaż, z nieco przekornym uśmiechem zastanawiam się, czy poznańska pisarka, pracując nad Grą pozorów, nie dawkowała sobie również często i gęsto Księgi Hioba. Doprawdy, to jak Opiat-Bojarska biczuje psychicznie i fizycznie swoją bohaterkę, przywodzi na myśl wiadomy biblijny motyw. Ilość wykańczających ducha i ciało nieszczęść spadających na Aleksandrę graniczy z niemożliwością… a przecież jest możliwa. Gra pozorów, mimo, że nie ustrzegła się paru usterek, pod względem przedstawionych współczesnych realiów jest solidną konstrukcją. Poznanianka po raz kolejny mocno trzyma się życia, zarówno wspomnianych wyżej faktów psychologicznych i farmaceutycznych, jak i tych dotyczących pracy dochodzeniówki, kryminalistyki, bankowości, a nawet aktualnych nastoletnich zachowań.

Jedno z odautorskich podziękowań na końcu książki, a zarazem urokliwy dowód na to, że Opiat-Bojarska konsultuje wszystko, nawet zasadność używania Instagrama przez nieletnich.

Jedno z odautorskich podziękowań na końcu książki, a zarazem urokliwy dowód na to, że Opiat-Bojarska konsultuje wszystko, nawet zasadność używania Instagramu przez nieletnich.

Zresztą, pozostając w temacie psychologii, szaleńczo zawikłana fabuła oparta na fachowym zmylaniu czytelnika, będzie w oparciu o nią [psychologię] rasowo przystawać w pół kroku, nie tylko w odniesieniu do problemów protagonistki. Nie wierzcie tym, którzy piszą, że akcja Gry pozorów pędzi na łeb na szyję! Narracja powieści nierzadko zwalnia, a mam tu na myśli momenty, gdy Opiat-Bojarska zamyka Aleksandrę w gabinecie z jej pacjentami – klientami, jak stara się o nich myśleć bohaterka – którzy zdecydowali się podjąć terapię. Ach, cóż to są za wspaniałe okazy freaków z tych trzecioplanowych, a przecież nadających całości niebywałego smaku, bohaterów! Obsesje, natręctwa, wścieki na pozostawione na stole kółka po kubkach, skłonności do wampiryzmu, depresje z powodu osiągnięcia wszystkiego, co do szczęścia potrzebne, schematy rozmów na pierwszą randkę, które do drugiej nigdy nie doprowadzą…! Ileż tu tego, przepysznie i dramatycznie zarazem przedstawionego. Bez cienia prześmiewczości, z całą powagą dolegliwości, z detalami takimi, że mimowolnie kręcimy głową – lub potakujemy, gdy rzecz znamy z autopsji. Człowiek – to brzmi dumnie, zdaje się w ten nietypowy sposób mówić Opiat-Bojarska. Dumnie, bo tylko ludzki umysł ma w sobie podobne psychiczne labirynty.

Joanna Opiat-Bojarska / Fot. Beata Cichecka

Wróćmy jednak do thrillera jako takiego, do esencji gatunku, bardzo atrakcyjnego i widowiskowego. Tego ostatniego określenia, w odniesieniu do literatury, która przecież nie posługuje się obrazami jako takimi, używam tu całkowicie świadomie. Dreszczowiec, którego sedno najlepiej wyraża praca operatorska, ma się do Gry pozorów jak ulał przede wszystkim dlatego, że powieść ta wyrosła na kanwie skryptu przeznaczonego dla telewizji, napisanego przez autorkę na konkurs scenariuszowy Scipt Fiesta (więcej na ten temat w wywiadzie dostępnym tutaj). Mimo oczywistego rozszerzenia, jakie skryptowym kartkom musiała zapewnić Opiat-Bojarska, by pierwotny pomysł zamienić na powieść, telewizyjne przeznaczenie Gry pozorów widać jak na dłoni. Zaskakujące zwroty akcji, poplątane losy bohaterów, ich znikanie i pojawianie się w najmniej oczekiwanych momentach… Nie przesadzę, pisząc, że Aleksandrze wystarczy otworzyć pierwsze lepsze drzwi, aby za progiem czekały na nią kolejne zagadka, zaskoczenie, szok, które zmieniają jej priorytety, a zatem i sposób postępowania. Ten konkretny zamysł, pierwotnie przeznaczony do zrealizowania serialu, którego każdy odcinek miał kończyć się podwyższonym ciśnieniem krwi u widzów i ich niecierpliwymi pomrukami w oczekiwaniu na kolejny, doprawdy świetnie się sprawdził jako proza, tym bardziej, że autorka naprzemiennie stosuje w powieści narrację trzecioosobową i pierwszoosobową z punktu widzenia zestresowanej, siekanej przez los protagonistki. Nadto, używając zdecydowanie mniej eleganckiego i wyważonego języka niż w innym swoim cyklu, którego prowodyrką jest kobieta (seria z dziennikarką Anną Rogozińską), Opiat-Bojarska dodaje całości pieprzu, wpasowującego się w późnowieczorne godziny emisji.

Niestety, filmy i seriale rozrywkowe rządzą się swoimi prawami, które, przeniesione na poetykę powieści, zwykle objawiają się sporymi szwami w tejże. Gra pozorów również nie ustrzegła się usterek, jakie czyhają na tego rodzaju przedsięwzięcia. Mam tu na myśli pewne przejaskrawienie, nie tyle realiów, co nagromadzenia wydarzeń, oraz nadmiernie podbitą kolorystykę niektórych postaci, a także sytuacyjne absurdy, mające za zadanie pogłębiać suspens. Łącznie można je zliczyć na palcach jednej ręki, jednak wymagający czytelnik będzie zgrzytać zębami z powodu owego „za dużo, za bardzo, zbyt dosadnie”. Nie spodoba mu się dwulicowa Ilona z poprawionymi chirurgicznie i kosmetycznie wszelkimi możliwymi kobiecymi atrybutami; pokręci głową nad nadmiarem nieszczęść Aleksandry (domeną serialu jest przecież to, aby protagoniście czy też rodzinie protagonistów nigdy nie brakowało problemów); zaklnie, gdy dotrze do niego, że finał rozegra się w domu dobrowolnie przez jedną z postaci wybranym, a przecież szalenie dla niej niebezpiecznym ze względu na możliwość zdemaskowania przez gospodynię. Tymczasem jesteśmy w Poznaniu, bo to mało w nim bezpłciowych hoteli odpowiednich na przeprowadzanie szemranych transakcji? Ale przecież rozumiem takie, a nie inne wybory autorki, które dla większości odbiorców będą atrakcyjne, podobnie jak zarzucenie fabularnych wici gatunkowych i pozostawienie ich do rozwinięcia w kolejnych tomach cyklu, co jest korzystne medialnie, bo macki serializacji już zagarnęły część czytelników, zdeklarowanych poznać dalsze losy Aleksandry. Podskórnie czuję, że temat wampirycznego pacjenta jeszcze wypłynie, nie wspominając o mrocznej, zawoalowanej dotąd przeszłości protagonistki. Czekam na odkrycie tych kart, mimo świadomości, że to igranie autorki z odbiorcą, sytuacyjne przeciąganie. I żeby było jasne – ja takie igranie, nawet gdy dostrzegam w nim szwy, darzę szacunkiem. Bo świadomość natury własnej pracy jest na wagę złota. A tej cechy poznańskiej autorce z pewnością nie brak.

Materiały promocyjne Wydawnictwa Czwarta Strona, a zarazem rysunkowe wyobrażenia bohaterów "Gry pozorów" / Fot. archiwum autorki

Materiały promocyjne Wydawnictwa Czwarta Strona, a zarazem rysunkowe wyobrażenia bohaterów „Gry pozorów” / Fot. archiwum autorki

Podsumowując, mimo wspomnianych usterek, jest dobrze, świadomie, energicznie, z nerwem; nadto, Opiat-Bojarska chyba nigdy w swoim pisaniu nie była tak harda, wręcz męska, co świadczy o zróżnicowaniu jej pióra i eliminuje obawę o powtarzalność w przyszłości. Czytelników Gry pozorów uczulam jednak, aby bardziej skupili się na warstwie psychologicznej powieści, niźli akcji jako takiej, która w odbiorze jest przecież oczywista. To w psychologii bohaterów tkwi złoty samorodek, duchowa wartość tej bardzo popowej przecież powieści. Przyjrzyjcie się Państwo choćby tematyce empatii, temu, jak jest pięknie uwypuklona za pomocą monologów wewnętrznych Aleksandry i tego, co jej wpoiły studia. Gra pozorów to nie tylko rozrywka. Z jej pomocą można się nauczyć, jak żyć mądrzej i zgodniej z ludźmi wokół.


Moja ocena: 6/10

Natomiast obiektywnie rzecz biorąc…

Wniebowzięci będą: czytelnicy spragnieni rozrywkowej fabuły z charyzmatyczną protagonistką, niepozbawionej jednak sporego aspektu duchowego; wielbiciele seriali z dramatycznymi zwrotami akcji; odbiorcy ukierunkowani na niepodkolorowane ojczyźniane realia; zainteresowani psychologią i psychoterapią.

Kręcić nosami będą: czytelnicy, którzy nie chcą lub nie umieją przełknąć fabularnych szwów i podbitej kolorystyki niektórych elementów fabuły; wielbiciele niespiesznych, skandynawskich narracji; osoby pozbawione empatii – takie uznają protagonistkę za drażniącą, a nawet za wariatkę.


Joanna Opiat-Bojarska, Gra pozorów, Czwarta Strona, Poznań 2016.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s