Most szpiegów

Stojący człowiek

Duet reżysersko-aktorski Spielberg – Hanks obiecuje wiele już samym sąsiedztwem nazwisk. Wystarczy przypomnieć sobie dokonania obu artystów, przyłożenie rąk do licznych filmowych kamieni milowych oraz ilość zebranych przez nich nagród, by poczuć respekt i nastawić się na solidną kinową produkcję. A gdy dodać do tych nazwisk historię z czasów zimnej wojny opartą na faktach i na autentycznej postaci kreowanej na everymana, która, wierna swoim ideałom i odruchom ludzkiego serca, wspina się na wyżyny heroizmu – możemy już wyobrazić sobie konkretną filmową wizję. Stajemy w kolejce i kupujemy bilet z określonym nastawieniem, przekraczamy drzwi kinowej sali, oczekując gry na naszych emocjach i spojrzenia w oczy bohaterowi, którego można bez skrępowania podziwiać. Most szpiegów (Bridge of Spies, 2015), najnowszy film zaprawionego w bojach o serca widzów wspomnianego duetu filmowych ikon, daje to wszystko, spełniając oczekiwania świadomego tej stylistyki widza w stu procentach. Ni mniej, ni więcej, ze wszystkimi zaletami i wadami, jakich można się po tego typu produkcjach spodziewać.

James B. Donovan / Fot. Marty Lederhandler, AP

James B. Donovan / Fot. Marty Lederhandler, AP.

Akcja rozpoczyna się w roku 1957, kiedy to przebywający w Stanach Zjednoczonych sowiecki szpieg Rudolf Iwanowicz Abel (Mark Rylance) zostaje aresztowany przez agentów FBI. Ponieważ USA pragnie uchodzić za sprawiedliwy kraj rzetelnie przestrzegający Konstytucji, Abel winien być sądzony jak Pan Bóg przykazał – na sali sądowej, z broniącym go uznanym adwokatem… specjalizującym się w sprawach ubezpieczeniowych. Niedoświadczony w bronieniu szpiegów mecenas James B. Donovan (Tom Hanks) ma posłużyć za atrapę praworządności, wszak wyrok i tak już zaistniał w głowach władz, stróżów prawa i cywili, którzy najchętniej widzieliby Rudolfa na krześle elektrycznym. Donovan jednak, wbrew oczekiwaniom szefostwa i publiki, angażuje się w sprawę, jest nadzwyczaj dociekliwy, a z powodu wrodzonego poczucia sprawiedliwości nie zamierza odstawiać na sali sądowej teatrzyku lalek. Przekonuje sędziego, że sowiecki szpieg bardziej przyda się żywy, niż martwy; że pewnego dnia USA może potrzebować mocnej karty przetargowej, gdy w zimnowojennych porachunkach to amerykański służbista zostanie złapany na ziemi wroga. Jego przewidywania okazują słuszne – w 1960 roku amerykański pilot szkolony przez CIA, Francis Gary Powers (Austin Stowell), zostaje zestrzelony na terenie ZSRR i uwięziony. Jednak to nie jedyny człowiek, o którego bezpieczny powrót do domu zawalczy Donovan…

Rudolf Abel (właśc. William Fisher) / Źródło: http://www.bbc.com/news/uk-england-tyne-34870934

Rudolf Abel (właśc. William Fisher) / Źródło: http://www.bbc.com/news/uk-england-tyne-34870934.

Abstrahując od ładunku historycznego opowieści, Most szpiegów to film bardzo osobisty. W wywiadzie dla „The Washington Post”[1] Spielberg (ur. 1946) określił siebie „dzieckiem epoki sputników”, od najmłodszych lat mocno świadomym znaczenia zimnowojennych działań i konsekwencji z nimi związanych. Gdy Donovan pertraktował wymianę szpiegów, reżyser był nastolatkiem zamęczanym w szkole paranoicznymi, zafałszowanymi filmikami dotyczącymi ratowania się na wypadek zagłady nuklearnej zesłanej przez Sowietów. Zresztą, podobny motyw przemyca w Moście, ukazując niekorzystne skutki tamtej „edukacji”. Dzieciom podczas „uświadamiających” zajęć płyną łzy, stają się znerwicowane, a synek Donovana przychodzi ze szkoły tak przejęty, że jego „pracą domową” staje się mijające się z celem przygotowywanie się do katastrofy. Tymczasem dorośli… dorośli stają się zwierzętami żądnymi krwi schwytanego szpiega, a wkrótce także stającego w jego obronie Jamesa. Będą kamienie rozbijające szyby posiadłości mecenasa, wrogie spojrzenia w autobusie, otwarta niechęć stróżów prawa, u których bohater będzie szukał pomocy… To wszystko budzi oczywiście w widzu potrzebę solidaryzowania się z pełnym ideałów Donovanem, nieważne, że w pewnym momencie zacznie narażać spokój i zdrowie swojej rodziny.

Janusza Kamińskiego zabawa z kolorystyką kadrów - ciepłe barwy w scenach amerykańskich (góra) i chłód za żelazną granicą.

Janusza Kamińskiego zabawa z kolorystyką kadrów – ciepłe barwy w scenach amerykańskich (góra) i chłód za żelazną kurtyną (dół).

Spielberg, jak na starego filmowego wyjadacza przystało, przykłada wagę do wszystkiego i wie, co, w jaki sposób i w którym momencie zrobić, aby widz – nawet ten świadomy kinowych gierek – tańczył tak, jak mu zagra. Jeździ po świecie i kręci swoje wzruszające ruchome obrazy, a do pomocy zatrudnia najlepszych – wśród twórców Mostu są autor zdjęć Janusz Kamiński, kompozytor Thomas Newman, a po Matcie Charmanie scenariusz charakternie i z lekka żartując „poprawili” bracia Coenowie. Dość wspomnieć, że wizualnie nowy film Spielberga to majstersztyk. Scena zestrzelenia i pikowania samolotu Powersa, mimo świadomości, że to wydarzenie nastąpi, poraża realizmem, natomiast spacerującego po zaśnieżonym Berlinie Wschodnim, zaczepianego przez przemarzniętych łobuzów Hanksa aż chce się zatrzymać w pół ruchu i oprawić w ramy. Warto dodać, że wiele scen Mostu szpiegów było kręconych w niemieckich plenerach i miejscówkach, a niezdrowe błyski w wygłodniałych oczach osadzonych w bladych, wymizerowanych twarzach „wrogich” cywili wzbudzają nie tylko niechęć, lecz przede wszystkim współczucie, a nawet współodczuwanie. Częste sceny słownych konfrontacji, owych rozmów, które zadecydują o losach innych – dla większości maluczkich, a dla Donovana ludzi, którzy mają swoje cele, miłości, radości, słowem: których warto ratować – pieczołowicie umieszcza wśród ciepłych deseni, miękkich świateł i w buzujących ciepłem knajpkach, biurach, salonach. Ale tylko wówczas, gdy są to rozmowy na ziemi amerykańskiej. W momencie, gdy James przekracza granicę Stanów, kolorystyka zmienia się na chłodną, uderzającą w szarość i błękity. Mimo pewnego wygładzenia, za które Spielberg bywa krytykowany – powiedzmy sobie szczerze, nawet ten chłód i śnieg za Murem Berlińskim są w Moście szpiegów stylowe, piękne i czyste, a przez to nie do końca realne – mamy zachowaną kolorystyczną symbolikę geopolityczną (a przy okazję tę określającą stan wewnętrzny bohatera, który kilkukrotnie zaznacza, że marzy o powrocie do domu) w obrazie, co nie znaczy, że film nadużywa grubo ciosanej symboliki wykształconej, prawej Ameryki oraz prymitywnych ziem za Murem. Z tym jest wręcz przeciwnie i mimo ostatecznego ukazania Stanów jako „kraju wolnych ludzi”, to jednak komuniści okażą się po ludzku uczciwi, to oni nie będą zaprawieni w kłamstwie (banalna wpadka z „rodziną” Abla), nie będą uznawać chorego homogenizmu narodowościowego (NRD jako indywidualny kraj, starający się być niezależnym od ZSRR), wreszcie – to oni okażą się litościwsi od demokratów, pragnących widzieć Abla na krześle elektrycznym, podczas gdy Powersowi grozi „tylko” dziesięć lat sowieckiego więzienia za wykonywanie szpiegowskich zdjęć z wysokości. Most szpiegów nie jest zatem filmem o amerykańskiej prawości, o gloryfikowaniu konkretnego ustroju. Spielberg wybrał drogę znacznie ciekawszą i trudniejszą – nakręcił film o postawach jednostek.

Budowa Muru Berlińskiego oczami Spielberga i Kamińskiego.

Budowa Muru Berlińskiego oczami Spielberga i Kamińskiego.

W Moście przewija się opowieść o stojącym człowieku, którą więziony Abel opowiada Jamesowi, widząc w nim uwspółcześnioną wersję jej bohatera. „Uderzali go mocniej, a on dalej wstawał”. To przyrównanie jest niejako zwiastunem dalszych postawy i losów Donovana, który przez ambicje i ideały zmierza ku heroizmowi w wydaniu, podkreślmy to jeszcze raz, spielbergowsko-hanksowskim. I to podkreślenie bynajmniej nie krytycznie należy odbierać, a świadomie. Jeżeli mainstream w wydaniu Spielberga mierzi widza – nie on ma czego szukać w uniwersum Mostu szpiegów. Jeżeli postaci solidnych i poczciwych facetów grywanych przez Hanksa nużą kogoś swoją szablonowością – niech daruje sobie ten seans. Nie ma sensu hejtować wizytówki amerykańskiego everymana-herosa, skoro od początku wiadomo, że takowego właśnie Hanks zagra. Zagra jak zwykle świetnie, a nawet genialnie, bo oszczędnie, bez krzyku, mimicznych zawijasów, bez patosu. Hanks, ten dojrzały, solidny w całej swojej fizjonomii mężczyzna ze zmarszczkami skupienia i troski na czole, został zaangażowany właśnie po to – by wzruszać, by wzbudzać podziw, by podbudować, by pokazać, że warto być owym stojącym człowiekiem i pozostać wiernym swoim ideałom. Banał? Oczywiście. I stworzyło go samo życie.

Abel (Mark Rylance) i Donovan (Hanks) - tak pięknej męskiej przyjaźni wbrew regułom dawno w kinie było.

Abel (Mark Rylance) i Donovan (Tom Hanks) – tak pięknej męskiej przyjaźni wbrew regułom dawno w kinie było.

Ale, oddając sprawiedliwość, nie tylko Hanks dźwiga aktorsko Most szpiegów. Za emocje i piękno opowieści odpowiada szereg artystów drugo- i trzecioplanowych, reprezentujących rozmaite postawy, niektóre fabularnie powszechne (wierna i spolegliwa żona, żądny przygody życia prostoduszny młodzieniec), inne z rysem oryginalności (twardogłowy stary sędzia ustępujący pod wpływem namów sprytniejszego odeń mecenasa), jednak znaczeniowo z postacią Donovana może się mierzyć tylko ten, który dziennie przemierza ledwie parę metrów i który zmuszony jest czekać na skutki kreatywności Jamesa i decyzje innych – więzień polityczny Rudolf Abel. Dzięki jego postaci Spielberg przemyca kolejną charakterną postawę – cichego bohatera, łączącego w sobie niebywałą inteligencję i stoicyzm z szacunkiem dla zawodu, do którego go wybrano i lojalnością względem ojczyzny. Rylance odciska na filmie piętno czujnych, ciemnych oczu oraz świst mądrych i zatrważająco symbolicznych słów, które pozostaną w umyśle jego obrońcy (i widza!) długo po tym, gdy zobaczy go po raz ostatni… Dawno nie było na wielkim ekranie tak pięknej, pełnej zrozumienia dla odmienności postaw, męskiej przyjaźni „niemożliwej”. Mimo scenicznego wyciszenia oraz sporej ilości prawniczo-dyplomatycznych dysput w areszcie, podczas sekwencji z udziałem Hanksa i Rylance’a aż skrzypi od emocji.

Tom Hanks nie zaskakuje - kunszt, kunszt i jeszcze raz kunszt. Tutaj finałowej scenie na moście Glienicke.

Tom Hanks jest absolutnie doskonały. Tutaj w finałowej scenie na moście Glienicke.

Oczywiście, o czym wspomniałam na początku, Most nie jest filmem bez wad. Ma usterki typowo spielbergowskie oraz charakterystyczne dla tego typu monumentalnych dzieł opartych na historycznych faktach i traktujących o honorze, odwadze i przyzwoitości. Reżyser nie ustrzegł się uproszczeń, skrótów, a także zachowawczości. Spielberg bynajmniej nie ukrywa, że Most szpiegów miał na celu dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorczego, a zatem musiał zachować mainstreamową przejrzystość, być przystępnym faktograficznie i atrakcyjnym znaczeniowo. Z tego też zapewne powodu dwa, a w bardziej zaawansowanej części filmu trzy poziomy narracyjne splatają się ze sobą niezbyt oryginalnie i mało subtelnie (przewidywalna sytuacyjnie narracja równoległa), całość może się dłużyć (chociaż łatwo to wybaczyć ze względu na detaliczną fabułę zamkniętą w pięciu latach), a obraz zbacza momentami (ale tylko momentami!) w ton przesadnej i łopatologicznej symboliki. Niezbyt komfortowo patrzy się na amerykańską metaforę przekraczania muru, podczas gdy chwilę wcześniej niemożliwością było oderwać wzrok od zafrapowanej twarzy spoglądającego w dal Hanksa stojącego na tytułowym moście Glienicke. Doprawdy, dla tego jednego spojrzenia i znaczenia, jakie ze sobą niesie, warto kupić bilet na seans. A Spielberg? Spielberg ma się dobrze. Zgoda, porusza się w bezpiecznych granicach hollywoodzkiego mainstreamu. Ale póki robi to tak dobrze, z tak łatwymi do wybaczenia usterkami – niechaj nie przestaje.


[1] Steve Dollar, http://film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/most-szpiegow-w-zakamarkach-zimnej-wojny/2hnpq0, tłum. za: „The Washington Post”, https://www.washingtonpost.com/lifestyle/for-spielberg-bridge-of-spies-is-culmination-of-a-cold-war-fascination/2015/10/15/e16721e8-7118-11e5-8248-98e0f5a2e830_story.html (15.12.2015).


Moja ocena: 7/10

Natomiast obiektywnie rzecz biorąc…

Wniebowzięci będą: widzowie ceniący późnego Spielberga z całą jego hollywoodzką przystępnością, rzewnością i emocjonalnością; zwolennicy tradycyjnie i solidnie opowiadanych historii na faktach; fani opowieści o tzw. przyjaźniach niemożliwych i honorowych mężczyznach.

Kręcić nosami będą: niechętni mainstreamowemu kinu historyczno-biograficznemu z właściwymi dla niego uproszczeniami i heroicznymi bohaterami; widzowie poszukujący wyróżniających się narracyjnie produkcji filmowych.


Most szpiegów, 2015, prod. USA, reż. Steven Spielberg, scen.: Matt Charman, Ethan Coen, Joel Coen, wyst.: Tom Hanks, Mark Rylance, Amy Ryan i in.

Za seans dziękuję

images

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s