John Irving – Regulamin tłoczni win [Audiobook]

Z regulaminem w tytule o reguł łamaniu

I knew all the rules but the rules did not know me.
Eddie Vedder, Guaranteed

Jakim trzeba być bezczelnym, a zarazem obdarzonym nietuzinkowym poczuciem humoru pisarzem, aby potężną, biuściastą bohaterkę swojej powieści ochrzcić imieniem Melony. Jaką trzeba mieć wyobraźnię, aby zdarzeniom na pierwszy rzut oka absurdalnym nadać znamiona twardego realizmu i wpleść je w opowieść traktującą o tym, że nic co ludzkie nie powinno nam być obce. Wreszcie – jaką trzeba mieć niespotykaną pewność siebie, aby w jednym literackim dziele zebrać wszelkie możliwe problemy natury moralnej do dzisiaj skłócające członków społeczeństwa i bezpardonowo, detalicznie opisać je na stronicach swojej książki. Amerykanin John Irving, oddając w 1985 roku do druku swoją powieść Regulamin tłoczni win udowodnił, że posiada dar tworzenia dzieł nie tracących na aktualności, które urzekają nie tylko rozedrganą odautorską wrażliwością, empatią i inteligencją, lecz także policzkują niepoprawnością polityczną.

Regulamin wraz ze Światem według Garpa i Jednoroczną wdową tworzy mistrzowskie podium Irvinga, trio cenione i wielokrotnie wznawiane, a dla niektórych – obrazoburcze. Opis seksu oralnego zakończonego odgryzieniem penisa w Garpie czy seksualne wariacje młodzieńca z dużo starszą od niego kobietą we Wdowie pozostawiają niezatarte wrażenie nawet po latach od zakończenia tychże lektur. Gdyby pokusić się o wyodrębnienie podobnie zapadającego w pamięć fragmentu Regulaminu byłby nim z pewnością moment, w którym dziecięcy jeszcze wówczas główny bohater, sierota Homer Wells, znajduje przypadkowo porzucony na korytarzu sierocińca martwy ludzki płód, pozostałość po udanym zabiegu aborcji. Chłopiec nie wie, na co patrzy, jednak czuje podskórny niepokój. Ma świadomość, że coś jest nie tak. I biegnie z tym płodem w ręce do swojego mentora i quasi-ojca, doktora Wilbura Larcha. Ku uświadomieniu. Ku dorosłości.

Przytoczony powyżej fragment jest wysoce symboliczny. Oto sierota bierze do ręki efekt zabiegu, którego jednym z celów jest zapobieganie rosnącej liczbie sierot. Homer obejmuje to, czym trzynaście lat wcześniej sam mógł się stać, gdyby nie przypadek, taka a nie inna decyzja anonimowej matki… Decyzja, której powód nie jest istotny. Ważne jest to druzgocące, łamiące tabu zestawienie, nie ostatnie zresztą zaistniałe na stronicach omawianej powieści. Irving doprawdy odważnie poczyna sobie z opisem szczegółów związanych z rozmaitymi problemami natury moralnej, amoralnej czy moralnej dwuznacznie. Nie dość, że głównym miejscem akcji czyni sierociniec i szpital położniczy w jednym, w którym potajemnie przeprowadza się zabiegi przerywania ciąż, co już samo w sobie brzmi dziwacznie, to na dodatek procesy owych zabiegów opisuje w sposób tak naturalistyczny, że aż groteskowy (konia z rzędem temu, kto podczas lektury nie będzie próbował wyobrazić sobie odgłosu szurania chirurgicznej skrobaczki o ścianki czystej, pozbawionej już niechcianego płodu macicy!). Krwistym, dosłownie i w przenośni, szczegółom, towarzyszą moralne rozterki oraz wywody bohaterów dotyczące aborcji i elementów często z nią związanych, takich jak: prawo kobiety do decydowania o swoim ciele, brak miłości do poczętego dziecka, wyrzuty sumienia, potrzeba usunięcia skutku gwałtu etc. Irving, umieszczając akcję Regulaminu w latach 30., 40. i 50. ubiegłego wieku, gdy zabieg ten był w Stanach Zjednoczonych nielegalny, rozpatruje jego problem od wszelkich możliwych stron, zmuszając czytelnika do weryfikowania własnego zdania w tej sprawie, niezależnie od tego, jakie by ono nie było. Homer – w którym doktor Larch, będący zwolennikiem zabiegu i chętnie wykonujący go za darmo wszystkim kobietom „w potrzebie”, widzi swojego następcę – w pewnym momencie stanie bowiem w opozycji do swojego mentora. Bohaterowie, orędownicy dwóch przeciwstawnych przekonań, rozpoczną na łamach powieści walkę, nie tyle ze sobą jednak, co o umysł czytelnika. Czytelnika zdolnego przyznać przed samym sobą, że nie ma on jedynego patentu na prawdę, normę i dobro. Bo tylko dla takich odbiorców lektura Regulaminu jest przeznaczona. Twardogłowym Irving niejednokrotnie da do zrozumienia między wierszami, że ta powieść nie jest dla nich.

W powieści Irvinga uczeń nie przerasta mistrza - on mu się sprzeciwia. Michael Caine i Tobey Maguire, czyli filmowe wyobrażenia doktora Larcha i Homera Wellsa / Fot. materiały prasowe

W powieści Irvinga uczeń nie przerasta mistrza – on się mu sprzeciwia. Michael Caine i Tobey Maguire, czyli filmowe wyobrażenia doktora Larcha i Homera Wellsa / Fot. materiały prasowe

Nieoczywista zasadność praktyk aborcyjnych, opisana z pietyzmem i ukazana z kilku punktów widzenia (lekarz zwolennik, lekarz przeciwnik, kobieta nieprzygotowana na macierzyństwo, kobieta zgwałcona, sierota, niewinny nastolatek, uświadomiona nastolatka), to na dobrą sprawę wystarczający temat, aby ponieść całą, niemałą przecież – wydanie papierowe Wydawnictwa Prószyński i S-ka liczy 578 stron, natomiast audiobook powstały we współpracy z Biblioteką Akustyczną ponad 27 godzin! – powieść. Jednak Irving na tym nie poprzestaje, umieszczając na kartach swojej przewrotnie zatytułowanej książki wszelkie „moralniaki” i kontrowersyjne tematy tego świata zaliczające się do kategorii „wbrew regułom” – pedofilię, twardą pornografię, homoseksualizm, biseksualizm, prostytucję, gwałt, molestowanie własnego dziecka, zdradę, równoczesną miłość kobiety do dwóch mężczyzn, uzależnienie, II wojnę światową, rasizm, bezpłodność, praktyki zastępowania zasłużonych pracowników młodszymi, zabójstwo własnego rodzica oraz wspomniane już sieroctwo i podejmowane w związku z prowadzeniem ośrodka dla sierot, często zbyt pochopne, decyzje dotyczące wyborów rodziców adopcyjnych. Jakby tego było mało, powieść amerykańskiego pisarza to także traktat o kłamstwie, miłości oraz kłamstwie z miłości. Co ciekawe, zafałszowanie prawdy nie jest przezeń potępiane, Irving traktuje je jako nieodłączny, a nawet niezbędny składnik życia – a życia sieroty zwłaszcza – natomiast do miłości ma stosunek ironiczny, a nawet mocno krytyczny, widząc w niej źródło uzurpowania sobie prawa do decydowania o życiu osób, które kochamy, co zresztą również z rożnych perspektyw czytelnikowi przedstawi.

Czytając o powyższym rogu obfitości, można by pomyśleć, ze Regulamin tłoczni win to lektura przeładowana i przyciężka. Nic bardziej mylnego! Jeżeli już przyjdzie dopatrzyć się w powieści jakiejś wady, to będzie nią narracyjne przegadanie, które przecież nie każdy odbiorca potraktuje jako usterkę. Irving snuje swoją opowieść żywo, szczegółowo i potoczyście, wiele miejsca poświęcając detalom niekoniecznie istotnym dla losów bohaterów. Powieść otwiera dowcipny, niepozbawiony ironii opis dwóch różnych od siebie jak ogień od wody pielęgniarek pracujących w sieroco-położniczo-aborcyjnym przybytku w fikcyjnej miejscowości St. Cloud’s w stanie Maine, który to wstęp sygnalizuje czytelnikowi, że oto ma do czynienia z pisarzem-gadułą zafrapowanym człowieczymi dziwactwami i przyczynami, które ustanowiły dla tych dziwactw podwaliny. Dla nich gotów jest skręcić z głównej narracyjnej drogi, wystawiając na próbę cierpliwość czytelnika, który, gdy tylko da szansę tym pobocznym opowieściom – z pewnością da się im niepostrzeżenie uwieść. Czytając Regulamin, trudno stwierdzić jednoznacznie w którym momencie „gadulstwo” autora wygrywa z czytelniczą tęsknotą do pozostawionego tymczasowo głównego wątku losów Homera, jedno wszak jest pewne – to działa! Irving, pisząc, gadając do czytelnika, momentami niemal piernicząc niczym uciążliwy knajpiany gawędziarz, którego nikt nie traktuje poważnie, buduje niezwykłą, bo przepełnioną ciepłem, dowcipem, zrozumieniem i szacunkiem dla odmienności opowieść traktującą o niejednoznacznych i niełatwych do zaakceptowania sprawach. Nie pozbywa się tego pociesznego, a zarazem zjawiskowego rodzaju narracji nawet w obszernym posłowiu, w którym źródła swojej wiedzy na temat położnictwa, aborcji, kierowania ośrodkiem dla sierot, a nawet tej dotyczącej (sic) tzw. limeryków genitalnych ze swadą przytacza.

Właśnie ze względu na ową narrację, bezpardonowe łączenie pogodnego tonu z poważną tematyką i niepozbawioną absurdalnych i/lub groteskowych elementów, a jednocześnie wiarygodnie rozpisaną fabułę, trudno oprzeć się wrażeniu, że Irving musiał mieć niemałą frajdę podczas pisania Regulaminu. A Marcin Popczyński podczas jego czytania, czego efektem jest wspomniany 27-godzinny audiobook. W trakcie odsłuchu dzieła Irvinga w jego interpretacji z rzadka tylko można odnieść wrażenie, że oto mamy do czynienia z lekturą w gruncie rzeczy smutną, a momentami nawet drastyczną. Popczyński, idąc w sukurs Amerykaninowi, z łatwością wyłapuje komizm zaistniały w sytuacjach poważnych i powagę w wydarzeniach zabawnych bądź tchnących absurdem. Nigdy wcześniej wykład na temat twardej pornografii tak pociągającej dla większości dojrzewających chłopców nie brzmiał tak rozbrajająco niewinnie, a przekonywanie o konieczności chirurgicznych praktyk wykonywanych na trupach – tak zabawnie. Lektor doskonale odnalazł się także w narracjach równoległych, w tych literacko perfekcyjnych zestawieniach obrazujących naprzemiennie postępki Homera i nawiązujące do nich obserwacyjne zapiski doktora Larcha, które złożone razem tworzą Krótką historię St. Cloud’s, swoistą opowieść w opowieści. Głosowa modulacja Popczyńskiego, tak uatrakcyjniająca słuchowy odbiór Śmierci w Breslau, którą jakiś czas temu miałam przyjemność omawiać, w przypadku Regulaminu posuwa się o krok dalej, ponieważ wybrzmiewa rozmaitymi rodzajami emocji, podczas gdy interpretacja prozy Marka Krajewskiego niosła ze sobą głównie ciężar i mrok.

W przypadku tak doskonale dobranego przez wydawcę lektora pozostaje tylko żałować, że Irving nieco ułatwił sobie literackie zadanie i nie przytoczył na kartach swojej powieści treści dwóch decydujących rozmów – (uwaga, delikatny spoiler!) pomiędzy Homerem a jego synem oraz pomiędzy ukochaną Homera a jej mężem – na które czytelnik z zapartym tchem czeka od momentu sfinalizowania wątku wojennego, a których emocjonalny koloryt Popczyński z pewnością oddałby śpiewająco. Chociaż z drugiej strony trudno jednoznacznie stwierdzić fakt literackiego pójścia na łatwiznę, ponieważ pewne niedopowiedzenia równie dobrze mogą być zamierzonym zabiegiem, mającym na celu ukazać odbiorcy, że istotna jest nie treść rozmowy, a odwaga i dojrzałość niezbędne do jej podjęcia oraz sam rezultat dyskursu. Tak czy inaczej, Regulamin tłoczni win pozostaje opowieścią niewątpliwie piękną i ważną. Z nieograniczoną datą ważności.

Treść: 8/10
Interpretacja: 9/10

Paulina Stoparek


John Irving, Regulamin tłoczni win, przeł. Jolanta Kozak, czyta Marcin Popczyński, Prószyński i S-ka we współpracy z Biblioteką Akustyczną, Warszawa 2015.

Za audiobooka dziękuję

W 1999 roku Lasse Hallström wyreżyserował film na podstawie powieści Irvinga (polski tytuł Wbrew regułom), do którego autor napisał scenariusz w 2000 roku nagrodzony Oscarem i Złotym Globem. W postaci protagonistów wcielili się Michael Caine (doktor Wilbur Larch; Oscar, Złoty Glob, BAFTA za rolę drugoplanową męską) oraz Toby Maguire (Homer Wells).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s