Mariusz Czubaj – Piąty beatles

Chrzani Czubaj suchym pieprzem, czyli środkowy palec artysty

Lepiej umrzeć jak Beatlesi, niż żyć jak Budka Suflera.

„Chrzanię to”, pisze Mariusz Czubaj w posłowiu do swojej najnowszej powieści zatytułowanej Piąty beatles, określając w ten sposób swój stosunek do trendów, nowinek, gadżetów i portali społecznościowych. W tych bezpardonowych słowach jest spora doza kokieterii. Wszak profesor antropologii kultury, którym to tytułem Czubaj może się poszczycić, nie może lekceważyć przemian społeczno-kulturowych, o ile oczywiście chce być wiarygodny w swoim zawodzie. Nie może ich lekceważyć, ale ma pełne prawo nie lubić. A gdy jeszcze to swoje nielubienie potrafi lekkostrawnie, acz nie bez goryczy, przekazać innym, wplatając je w powieść zaliczającą się do gatunku kryminalnego, którego ogromna popularność wpisuje się w ponowoczesność równie mocno jak iPod – wówczas otrzymamy książkę-grę, którą pisarz oddaje w ręce czytelnika z nadzieją, że ten pojmie zarówno jej drugie dno, jak i istotę odautorskiego „chrzanienia”. Taką właśnie literacką grą jest Piąty beatles.

Pominę wprowadzenie do fabuły, mimo że można by ją zamknąć w dwóch, trzech zdaniach. I nie siląc się na pokorę napiszę, że Czubaj z pewnością byłby z tego zadowolony. Bo opowieść kryminalna w Piątym beatlesie umieszczona jest niejako przy okazji odautorskich obserwacji ponowoczesnego świata i spowiedzi człowieka, który z pewnością byłby szczęśliwszy przychodząc na świat kilkadziesiąt, a nawet sto lat wcześniej. Chociaż spowiedź nie do końca jest tutaj trafnym określeniem. Właściwszym, chociaż mniej eleganckim, jest stare, dobre wygadywanie się. Czubaj, poprzez postać profilera Rudolfa Heinza, czyli głównego bohatera swojej powieści, gada do czytelnika: o tym jak „chrzani” ponowoczesność, globalizację, mobilność, życie wśród wszechobecnych (i coraz większych) ekranów oraz wszelkie fejsbuki i spotifaje; o tym, jak absurdalne jest prawo i wynikająca z niego, związana z ludzką bezradnością, chora potrzeba linczu (sprawa Trynkiewicza), jak reklama schodzi na psy (Adamiakowa ze spotów Biedronki), jak mimo rzekomych świadomości społecznej i ukulturalnienia nadal rządzi ten, kto jest silniejszy i bardziej szalony (Majdan, Krym, Ukraina)… A gada Czubaj tak, jak się mówi do dobrego kumpla, któremu nie trzeba wielu słów, aby zrozumiał – prosto, zwięźle, bez ozdobników. I na luzie. Z tego względu Czubaja się nie tyle czyta, ile siedzi się z nim przy piwie w knajpie i go słucha. O ile, oczywiście, ma się ochotę słuchać.

Legendarne zdjęcie autorstwa Iaina Macmillana zdobiące okładkę płyty

Legendarne zdjęcie autorstwa Iaina Macmillana zdobiące okładkę płyty „Abbey Road”. Fotografia ta jest ważnym elementem śledztwa przedstawionego w „Piątym beatlesie”.

Rzecz jasna, Czubaj to nie jedyny pisarz, który w swoim dziele żywo komentuje współczesność, że wymienię w tym miejscu Joannę Opiat-Bojarską czy Zygmunta Miłoszewskiego. Ale bezsprzecznie jest jedynym (dotąd mi znanym) autorem, który nad literacką prawidłowość/płynność/typowość (niepotrzebne skreślić) narracji przedkłada właśnie owo gadanie. Piątego beatlesa i – jak zdradził mi redaktor prowadzący serii – cały cykl z Rudolfem Heinzem cechuje duża swoboda opowiadania, która – to już moje słowa – nawiązuje do skrótowej, suchej jak pieprz relacji, w myśl zasady, że luźnemu wygadywaniu się rzadko towarzyszą opisy tła czy emocjonalności osób postronnych. Widać to zwłaszcza w akapitach korzystających z narracji pierwszoosobowej, na przestrzeni których, niczym w pierwszym sezonie serialu Detektyw (True Detective, 2014), trwa przesłuchanie śledczego przez instancję wyższą, czyli w naszych polskich warunkach przez przedstawicieli Biura Spraw Wewnętrznych. Podobnie jak jego amerykański odpowiednik Rust Cohle (Matthew McConaughey), Heinz również siedzi przed poważnymi facetami w garniturach i z właściwym sobie tumiwisizmem opowiada o sprawie kryminalnej, którą do niedawna się zajmował, a która w pewnym momencie zaczęła się obracać przeciwko niemu. Jego obraz jawi się w niekoniecznie jasnych barwach, flejtuch z niego, złośliwiec i bezczelny podstarzały kogut, który zamiast zadbać o jak najszybsze i polubowne załatwienie sprawy, woli wbić pazur i rozjuszyć przedstawicieli wspomnianej instancji. A specyficzna narracja, przemycając na jednym poziomie – w tym konkretnym przypadku na poziomie relacji przesłuchiwanego, nieco rozeźlonego opowiadacza – rozmaite jakościowo wypowiedzi, takie jak opis odbytych działań policyjnych, myśli bohatera, wypowiedzi jego rozmówców czy mało subtelne wypowiedzi Heinza pod kątem przesłuchujących go agentów – nie tylko tej wizji sprzyja, lecz także sprawia, że czytelnik lepiej Rudolfa „słyszy”.

Przykładowy fragment pierwszoosobowej narracji w omawianej powieści.

Przykładowy fragment pierwszoosobowej narracji w omawianej powieści.

To jednak nie wszystkie rodzaje snucia opowieści, jakie zostały zastosowane w Piątym beatlesie. W powieści zauważymy także narrację trzecioosobową, pierwszoosobową z punktu widzenia nieprzesłuchiwanego Heinza, enigmatyczny prolog, strumieniowy epilog oraz twist fabularny niczym z filmów Guya Ritchiego (pisałam o tym przy okazji omawiania filmu Kryptonim U.N.C.L.E.). Te jakości narracyjne również przekazywane są językiem prostym, niemal pospolitym (Czubaj nie brzydzi się kolokwializmami; jednym z nielicznych wyjątków wymykających się tej regule jest szczegółowy, fachowy wykład patologa na temat hipotermii), opartym na nierzadko krótkich, szczekliwych zdaniach (lustrowanie miejsca zbrodni) i ubogich w szczegóły tła relacjach (wizyta w Berlinie), niepozbawionych jednak wspomnianych błyskotliwych uwag pod kątem współczesności oraz wisielczo-kąśliwego poczucia humoru.

Komizm u Czubaja również, podobnie jak narracja, jest specyficzny, a co za tym idzie niekoniecznie uniwersalny. Nie każdego rozbawi zawoalowana kpina z makaronizmów, e-zniczy czy nazwanie przez jednego z bohaterów siebie samego,  w odniesieniu do klasyki kina kopanego, wielkim bydlęciem. Nie każdy uśmiechnie się, przeczytawszy standardowy szantaż starego gliny lubiącego zapozować na Clinta „Brudnego Harry’ego” Eastwooda („Daję ci pięć minut. A potem przetrzepię tę tancbudę. I ciekawe, co znajdę.”) czy zaobserwowawszy walkę tegoż z własną niecierpliwością dla mało istotnych szczegółów, którą oczywiście przegra. Czubajowe poczucie humoru jest zabarwione goryczą świadomości przemijania i niedopasowania do współczesności, z naciskiem na wzbranianie się rękami i nogami przed potencjalnym do niej dopasowaniem. Zaryzykuję stwierdzenie, że szczery śmiech wywołany przez obserwację zmagań i dziwactw bohaterów Piątego beatlesa oraz pojmowanie przyczyn ich kpiny z elementów współczesności, ergo: rozumienie gorzkiego poczucia humoru Czubaja, oznacza zdawanie sobie sprawy z własnego, przynajmniej częściowego, nieprzystosowania i przemijania. A nie każdy potrafi się do tego faktu przyznać.

Kadr ze słynnej adaptacji

Kadr ze słynnej adaptacji „Głębokiego snu” Raymonda Chandlera: detektyw Marlowe (Humphrey Bogart) podczas wizyty w domu generała Sternwooda (Charles Waldron), scena w oranżerii. W „Piątym beatlesie” odnajdziemy analogiczną, przełożoną na polską współczesność sytuację / Fot. materiały prasowe

Czubaj najwyraźniej nie ma z tym problemu. To – że pozwolę sobie wejść na chwilę w „luźną narrację” – świadomy stanu rzeczy, dojrzały i mądry koleś jest. Z jednej strony napisał powieść kryminalną ku uciesze ludu, z drugiej traktat o załamaniu wartości, z którego to załamania Heinz, ten rozgoryczony, na pierwszy rzut oka przegrany bohater, zdaje sobie sprawę i trwa przy swoim, bo „lepiej umrzeć jak Beatlesi, niż żyć jak Budka Suflera”. Jest jednak jeszcze trzecia opcja – żyć jak Czubaj. Dostosować się do nowoczesności, spełniać jej zachcianki i z niej czerpać korzyści – pisać poczytne kryminały, ale za ich pomocą przekazywać ważne prawdy i kulturowe spostrzeżenia, a także, świadomie lub nie, karmić swojego kulturalnego konika: posługiwać się wtrętami charakterystycznymi dla czarnego kryminału (cyniczny narrator), parafrazować chandlerowskie akapity (pierwsza wizyta Marlowe’a u generała Sternwooda w Głębokim śnie) czy przemycać odzywki z sensacyjnego i gangsterskiego kina ubiegłego wieku (akapity poświęcone barowemu spotkaniu w męskim towarzystwie, a zwłaszcza jeden znamienny cytat). I robić oko do czytelników, umieszczając na tle gdyńskiego pejzażu swojego mniej znanego literackiego bohatera, Jarosława Patera.

Przy tych wszystkich narracyjnych jakościach, kulturowych podbudowach i kulturalnych smaczkach, skromne, momentami wręcz szkicowe, nakreślenie intrygi kryminalnej w Piątym beatlesie na dobrą sprawę przestaje przeszkadzać. Podobnie jak niezbyt lotne wypełnienie czasu akcji pomiędzy punktami zwrotnymi śledztwa, które rozciąga się na dwa lata. Również wspomniana prostota przekazu nie sprawdziła się we wszystkich momentach powieści, miejscami przeciwdziałając osiągnięciu efektu suspensu. Jednak na przestrzeni tak bardzo indywidualnej powieści trudno tego typu usterki jednoznacznie „wycenić”. Bo Piątym beatlesem Czubaj wyszedł poza rzemieślnictwo, przechodząc tym samym na stronę indywidualizmu, artystycznego odzewu. A takich dzieł językiem matematyki się nie ocenia, a przynajmniej nie powinno. Twórczego pokazywania środkowego palca wszechobecnej zasadzie Gombrowiczowskiej gęby nie przelicza się na punkty. Ono jest bezcenne.

PS. Korzystając z okazji, chciałam z tego miejsca pogratulować projektantowi okładki do Piątego beatlesa, Krzysztofowi Rychterowi. Brawa za odważną decyzję zmierzenia się z legendarnym zdjęciem zdobiącym płytę Abbey Road i przetransponowaniu go na symbolikę powieści – wyszło lepiej niż dobrze!

Paulina Stoparek

Powieść omówiono w ramach projektu


Mariusz Czubaj, Piąty beatles, W.A.B., Warszawa 2015.

Za książkę dziękuję

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s