Karl Ove Knausgård – Moja walka. Księga 1

Bez pardonu

Nagły wstyd był w moim dzieciństwie jedynym uczuciem, jakie pod względem intensywności mogło się mierzyć ze strachem.
– Karl Ove Knausgård

Powyższy cytat nie będzie mottem tego omówienia. Będzie tylko i aż przykładem. Przykładem na to, jak bolesne fakty z życia potrafi unaocznić czytelnikowi Karl Ove Knausgård w autobiograficznej Mojej walce. Przykładem, bo podobnych zdań odnajdziemy w niej więcej, a one z kolei będą składały się na obserwacje ostre jak trzaśnięcie biczem i przerażające niczym piekło, do którego można trafić tylko za życia…

Od czasu wydania Mojej walki, Knausgårda przyrównuje się do Marcela Prousta, a jego sześciotomową autobiograficzną opowieść zestawia się z monumentalnym dziełem W poszukiwaniu straconego czasu. Jednak porównania te nie są słuszne, ponieważ w przeciwieństwie do starszego kolegi po piórze Norweg pisze konkretnie, wręcz sterylnie, i stara się unikać kwiecistego języka. Ta prostota ustępuje miejsca tylko wówczas, kiedy autor z autobiograficznej treści zbacza w pióro eseisty zapoznającego czytelnika z oryginalnością swoich spostrzeżeń i filozofii. Już pierwszy esej opisujący śmierć i jej postrzeganie przez społeczeństwo poraża, ale też zachwyca głębią, szczegółowością przemyśleń. Dalej też jest głęboko i bardzo, bardzo szczegółowo. Dla mało odpornych może za bardzo. Bo Knausgårda cechuje doprawdy skrajny ekshibicjonizm i pisze on w sposób tak wylewny, że wzbudza w czytelniku skrajne uczucia. Norweskiego pisarza bowiem raz się podziwia, a innym razem nienawidzi, raz budzi on sympatię, kiedy indziej – obrzydza. Jedno wszak jest pewne – Knausgård nie pozostawia obojętnym.

Karl Ove Knausgård / Fot. David Sandison/eyevine

A o czym pisze, że jest tak zajmujący? O niczym, czego nie mogłoby stworzyć samo życie: o młodości, dorastaniu, dorosłości; o matce, dziadkach, bracie i o despotycznym ojcu; o świętach, imprezach, piciu, pisaniu; o muzyce, książkach, filmach; o dziewczynach i pierwszych zauroczeniach; o żonach, dzieciach i dorosłych uczuciach; o zabrudzonej ekskrementami pościeli, degrengoladzie, skrajnym pijaństwie i starej kobiecie, która cierpi na nietrzymanie moczu. A to wszystko Knausgård ubiera… no właśnie, w nic. Przedstawia nagie fakty, bardzo bolesne prawdy i stosuje naturalistyczny chwyt licznych dialogowych powtórzeń. Rozlicza się ze swoją przeszłością, a skąpo także i z teraźniejszością. Skąpo, bo wspomina o niej tylko na początku książki, by następnie cofnąć się do dzieciństwa, młodości, okresu studiów i czasów pierwszego małżeństwa. Na to późniejsze życie jeszcze przyjdzie czas, w końcu Knausgård poświęcił sam sobie sześć pokaźnych tomów, z których w Polsce póki co zaplanowane są premiery pierwszych trzech. Trzech, czyli mniej więcej łącznie 1500 stron. I ja chcę te wszystkie strony przeczytać. Powód tego jest prosty: Knausgård mnie zaciekawił jako człowiek i zachwycił jako twórca. To drugie osiągnął wspomnianym już nieudziwnianiem, ostrymi cięciami konkretnych zdań, zachwycającymi opisami przejmujących spostrzeżeń i tym, że każde słowo zawarte w Mojej walce sprawia wrażenie takiego, które się z twórcy wylało… Zaintrygował mnie natomiast swoją nieposkromioną szczerością, tym, że nie sprawia wrażenia artysty, który siebie w swojej twórczości upiększa. W trakcie lektury Mojej walki kilkakrotnie złapałam się na tym, że jej autora po prostu nie lubię: za egoizm, za niedojrzałość, za decyzję o ojcostwie, do którego nie dorósł albo po prostu się nie nadaje i nigdy nie będzie nadawał. Ale jednocześnie Knausgårda podziwiam: za łzy, których się nie wstydzi, za to, że mówi wprost, że często udawał, aby być akceptowanym. Swoją drogą, co za paradoks: człowiek piszący tak boleśnie szczerze o tym, że kiedyś szczery nie był, że wchodził miedzy wrony i krakał jak i one, chociaż myślał skrajnie inaczej. Co za otwartość: dawać do zrozumienia milionom, że się jest parszywym tchórzem…

Owszem, milionom. Moja walka bowiem podbiła Norwegię, w której książkę tę ma co dziesiąty obywatel, a poza jej granicami również sprzedaje się świetnie. Historia chłopca, który żyje tym, jaki nastrój ma danego dnia jego ojciec, chwyta za serce. Rozdziały o nastolatku, który słucha Davida Bowiego i innych niesztampowych piosenkarzy oraz przemyca piwo na imprezę, wywołują na twarzy uśmiech. Opowieść o człowieku, któremu w pisaniu przeszkadza bycie mężem i ojcem, osacza umysł bezwzględnością opisu rosnącej niechęci. Tym ostatnim zresztą Knausgård wyprzedza zawartość kolejnych tomów Mojej walki, ponieważ część pierwszą w większości poświęca dzieciństwu i młodości do momentu śmierci ojca. Jednak nie psuje tym niespodzianki przyszłej lektury, z norweskim pisarzem sprawa ma się bowiem tak, że mimo ogólnej znajomości jego biografii – która wynika chociażby faktu, że opisywaną książkę zaczął pisać w wieku 39 lat, a teraz ma 46 – najbardziej ciekawi nas to, jak do danych momentów w jego życiu dojdzie, jak szczerze i bezpardonowo je opisze oraz jakie myśli na temat życia i śmierci pomiędzy nie wstawi. Bo Moja walka to nie powieść kryminalna z mrożącym krew w żyłach rozdziałem finałowym, ale „rzeczywistość przerażająca bardziej niż najmroczniejsze skandynawskie kryminały”, jak czytamy na okładce. I jeśli nie stwierdzimy tego po opisie zmęczonego ojcostwem Knausgårda czy po stronach poświęconych dziecięcemu strachowi przed ojcem-despotą, to na pewno uznamy tak po przeczytaniu opisu domu, który pozostawił po sobie ojciec-alkoholik.

Trudno w dzisiejszych roznegliżowanych dosłownie i w przenośni czasach mówić o skandalu, jednak nie popadając w przesadę – Moja walka z pewnością nim jest. Knausgård jest bowiem tak przejmująco szczery, a w swoich opisach tak wywrotowy, że o powieści skandalicznej mówić możemy. Jak twierdzi sam autor: „Wysłałem wydruk do wszystkich, o których pisałem. Niektóre zastrzeżenia rozważyłem, tego, co zostało, nie łagodziłem. Ale i tak to, co zrobiłem, jest niemoralne i pozbawione empatii. Nie można ranić, upokarzać innych. Zdecydowałem, że to zrobię”[1]. Tak… zdecydowanie trudno jest polubić Knausgårda jako osobę… Ale tego, że jest frapujący w swoim człowieczeństwie, przejmujący w swoim naznaczeniu przez ojca, szokujący w obnażaniu prywatności własnej i swoich bliskich, fascynujący w tchórzostwie i iskrząco inteligentny w tym, jak o każdym z tych zjawisk potrafi opowiedzieć – tego odmówić mu nie można.

9/10

Paulina Stoparek


[1] Katarzyna Bielas w rozmowie z Karlem Ovem Knausgårdem, „Książki. Magazyn do Czytania” 3/2014, cyt. za: http://wyborcza.pl/1,76842,15758862,Tytul_z_Hitlera__metoda_z_Ikei__Knausgard_pisze__Varga.html (17.04.2014).


Karl Ove Knausgård, Moja walka. Księga 1, przeł. Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.

Za książkę dziękuję

Tekst ukazał się na portalu Noir Cafe w kwietniu 2014 roku.

Reklamy

2 thoughts on “Karl Ove Knausgård – Moja walka. Księga 1

  1. Pingback: Karl Ove Knausgård – Moja walka. Księga 2 | Redaktor na Tropie

  2. Z przyjemnością przeczytałam i tę recenzję, choć trochę na odwrót, bo po recenzji 2. tomu :). Nie mogę tylko zgodzić się z tym, że Karlowi Ove nie po drodze z ojcostwem. Przecież miłość do Vanji wybija ponad każdą rozterkę, każdą narastającą w piersi kulę gniewu, gdy ta nie daje chwili spokoju, domaga się uwagi i przeszkadza, ponad każdą frustrację wywołaną opieką nad nią. Tak to widzę. W świetle traumy dzieciństwa Autora wynikającej z psychopatycznej natury jego ojca, niechby każde dziecko miało szansę dorastać blisko takiego ojca, jakim widzę Karla Ove dla Vanji.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s