Maxime Chattam – Cierpliwość diabła

Księga czarcim pazurem spisana

Najwspanialszym podstępem diabła jest przekonanie nas, że wcale nie istnieje.
– Charles Baudelaire

Każdy artysta ma swoje obsesje i koniki, które natrętnie powracają w jego twórczości i zajmują gros miejsca w jego dziełach. Każdy twórca ma też swoje zagrania i motywy, w których czuje się najpewniej i dzięki którym zyskał sobie szacunek oraz przywiązanie odbiorców. Francuski pisarz Maxime Chattam nie jest pod tym względem wyjątkiem, wręcz przeciwnie – w swoim najnowszym thrillerze kryminalnym Cierpliwość diabła świadomie zatacza fabularny krąg, ponownie stawiając główną bohaterkę przed tym, co tak diametralnie zmieniło jej życie, a zostało opisane w poprzedniej odsłonie cyklu, Plugawym spisku – przed zwierzęcymi odruchami drzemiącymi w ludziach, którzy nie zechcieli lub nie byli w stanie podporządkować się wymuszonej przez cywilizację normatywności. Mówiąc prościej, Chattam znów popycha porucznik żandarmerii Ludivine Vancker w paszcze trudnych do wyobrażenia dla zdrowego umysłu psychopatów, których określają nie tylko niebywałe okrucieństwo i całkowita bezkompromisowość, lecz także makiaweliczny plan mający na celu przywrócić ich społeczeństwu. Społeczeństwu, którego przyjęta przez współczesność wizja zamyka ich w szpitalach psychiatrycznych lub więzieniach.

Motyw zmierzenia się z szaleństwem, którego nie sposób ogarnąć umysłem, i z podłością, którą determinuje czysta natura danego osobnika, swoisty „gen zła”, to nie jedyne powieściowe déjà vu, jakiego doznają wierni czytelnicy Chattama. Znamienne jest także zakończenie powieści (bliźniacze z tym obecnym w Plugawym spisku), analiza postępującego pandemonium, a także odautorskie mrugnięcie do odbiorcy związane z nazwiskami bohaterów. Te cechy oraz liczne rozważania na temat negatywnych skutków nowoczesności i globalizacji sprawiają, że Cierpliwość diabła jest nie tylko mocno związana z poprzednią powieścią autora, która zapoczątkowała jego Serię Spiskową (ze względu na spoilery w omawianej powieści sugeruję najpierw przeczytać Plugawy spisek), lecz także jawi się jako krytyczny głos w sprawie pędzącego na łeb na szyję świata, który Chattam, w ten czy inny sposób, przemycał w swojej twórczości od zawsze.

Nie należy jednak zapominać o tym, że mimo posiłkowania się wydarzeniami opisanymi w Plugawym spisku – z powodu których główna bohaterka omawianej powieści stała się swojego rodzaju maszyną do poskramiania najgorszych bestii, tyleż znużoną „normalnymi” dochodzeniami, co zwichrowaną psychicznie przez traumatyczne wspomnienia i gryzące ją obsesje – nowa powieść Chattama to fabuła samodzielna, z niezależnymi intrygą i śledztwem, które niewątpliwie zainteresują także tych czytelników, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z pisarstwem Francuza. Cierpliwość diabła to thriller z wszystkimi charakterystycznymi dla tego gatunku cechami, jak obrona jasno sprecyzowanego dobra (w tym wypadku spokoju i bezpieczeństwa społecznego) czy mrożące krew w żyłach pułapki „bez wyjścia”, w jakie wpadają bohaterowie. Natomiast ze względu na naleciałości charakterystyczne dla kryminału, dreszczowiec Chattama skrupulatnie przybliża czynności pomagające w dochodzeniu do prawdy (głównie śledcze i analityczne praktyki żandarmerii), posługuje się motywami przestępców seryjnych i psychopatów oraz koncentruje się na psychologiczno-intelektualnej rozgrywce pomiędzy przedstawicielami przeciwstawnych sobie sił – dobra i zła, ładu i chaosu – czyli w tym konkretnym przypadku między wspomnianą Ludivine a… diabłem.

Tak, to nie żart. W Cierpliwości diabła Chattam przeciwstawia mięśniom i umysłom stróżów prawa ludzkie wierzenia, zarówno te symboliczne (Biblia), jak i bardziej zaawansowane, przynależne demonologicznej wiedzy (słynny, acz fikcyjny Necronomicon). Co ciekawe i niezwykłe, autor posuwa się do tego stopnia, że, obok posługiwania się diabelską symboliką (ogień piekielny, kopyta, zapach siarki), pozwala postaci diabła stanąć obok człowieczych bohaterów w sensie fizycznym. Są w omawianej powieści momenty, w których czytelnik zacznie zadawać sobie pytanie, czy francuski pisarz nie porzucił realistycznego thrillera na rzecz powieści grozy. Jak jest w istocie – tego nie zdradzę, jednak zaniepokojonych tym posunięciem odbiorców uspokoję, że Chattam staje na wysokości zadania, jakie przed sobą postawił, a przemycenie filozofii „szkiełka i oka” zestawionej z tym, co racjonalnie niewytłumaczalne sprawia, że Cierpliwość diabła jest interesującym powieściowym eksperymentem.

Zabytkowa księga oprawiona w ludzką skórę. W „Cierpliwości diabła” również spotkamy podobne dzieło introligatorskie, z tym że wykonane współcześnie… / Źródło zdjęcia: szokblog.pl

Zresztą, nie tylko za sprawą motywu diabła autor Plugawego spisku po raz kolejny udowadnia, że nie obawia się niczego, co może uatrakcyjnić i uczynić bardziej plastycznym literacki gatunek, z jakim związał swoje życie zawodowe. Chattam miał niewątpliwe szczęście, na dodatek wsparte wyobraźnią i sporym talentem, że studiował wiedzę, która jest jego pasją, co teraz zwraca mu się z nawiązką. Mowa o kryminologii, w skład której wchodzą elementy psychiatrii kryminalnej, kulisy zadań policji oraz wiedza z zakresu medycyny sądowej, w tym także asystowanie przy sekcjach zwłok. Dzięki wiedzy nabytej na studiach wybranych „z miłości”, Chattam sugestywnie wprowadza czytelnika w mroczny i cuchnący świat dewiacji, który potrafi zdemaskować, złapać za kołnierz i rozłożyć przed odbiorcą niczym trofeum, będącym dowodem na to, że opowiada o sprawach, które naprawdę mogą się zdarzyć. Przy czym mam tu na myśli nie tylko umiejętność posługiwania się specjalistycznymi terminami czy znajomość ludzkiego ciała, które zbrodniarz na rozmaite sposoby potrafi zbezcześcić przed śmiercią i po niej, lecz także kreowanie chorych światów, które istnieją w głowach dewiantów i które za sprawą ich starań zyskują jak najbardziej realne formy. Bo czegóż w Cierpliwości diabła nie ma! Góry zwierzęcych trucheł, gigantyczne szatańskie wizerunki, teksty na ścianach wypisane krwią, konający po walce pies, którego szaleniec pragnie rozczłonkować „na żywca”… A to wszystko pływa w sosie, którego składnikami są handel ludzką skórą zdjętą z ciał porwanych osób oraz zgony wywoływane przez strach tak potężny, że serca o właściwościach przysłowiowych dzwonów pękają niczym skorupki jajek… Że co? Że niby bzdurą jest śmierć spowodowana strachem? Cóż, Chattam udowadnia czarno na białym, że to jest możliwe.

Ale i to nie wszystko jeszcze… Bo cóż zdziałałaby sama wiedza i makabryczna wyobraźnia, gdyby pisarz nie miał opanowanej umiejętności słownej kreacji? A Chattam posiada jej za dwóch, dosłownie i przenośni. Z jednej strony potrafi przedstawić okrucieństwo i anatomię bez tajemnic za pomocą hipnotyzujących, a nawet pięknych zestawień (vide porównanie rozstrzeliwanej głowy do rozwijającego się w przyspieszonym tempie kwiatu maku), z drugiej natomiast posiadł umiejętność zaskakująco umiarkowanego zapisywania spostrzeżeń i dialogów, których niemal naiwna prostota stylistyczna sprawia, że czytelnik zostaje literacko spoliczkowany i ogłuszony („– Co pan robi? Przecież tu są dzieci! – I właśnie o to chodzi.”). Podsumowując, Chattam umiejętnie wkrada się w umysły nie tylko kreowanych przez siebie postaci, lecz także w te należące do jego czytelników. Bardzo dobrze wie, co działa na odbiorców.

Mimo obecności tych wszystkich makiawelicznych, makabrycznych i kreatywnych wspaniałości, jestem przekonana, że swoją nową powieścią Chattam z lekka zawiedzie czytelników, a przynajmniej tych, którzy zdążyli poznać inne odsłony jego talentu. Zawiedzie nie dlatego, że Cierpliwość diabła jest książka nudną czy literacko nieudolną, bo jak miało dowieść powyższe omówienie – jest wręcz przeciwnie. Problem z drugą odsłoną Serii Spiskowej polega na tym, że brak w niej licznych zwrotów akcji, że bohaterowie nie wystawiają nosów poza Paryż i jego okolice, że im dalej w las, tym co wytrawniejsi czytelnicy są w stanie przewidzieć ucieleśnienie nawet i samego diabła… W porównaniu z Plugawym spiskiem, najeżonym suspenspowymi zagraniami i z podróżującymi po świecie żandarmami i dewiantami, Cierpliwość diabła, mimo zastosowanej w niej obfitości makabry, paradoksalnie wypada spokojnie i nie dość skomplikowanie, a to z kolei przeczy „nurtowi”, który na użytek niniejszego tekstu nazwę chattamizmem. Nie do końca spisał się również redaktor merytoryczny, co objawiło się na stronach 370, 385 i późniejszych przy sprzecznościach opisujących wiedzę przyjaciela głównej bohaterki dotyczącą świeżo ustalonych faktów.

Słowo „przyjaciel” jest zresztą kolejnym tropem do zrozumienia omawianej powieści. Bo Cierpliwość diabła to także wyszywana złotą nicią rozprawa na temat przyjaźni, miłości i potrzeby bliskości. Chattam, kończąc kolejną w swoim dorobku powieść o mrocznych i chorych umysłach, bardzo dobrze wie, co jest niezbędne do tego, aby ponownie stanąć w dobroczynnym słońcu, o czym zresztą nie po raz pierwszy wspomina w posłowiu. I co stara się przekazać za pomocą swojej powieści czytelnikom oraz stworzonej na potrzeby cyklu bohaterce. A że Ludivine niekoniecznie korzysta z tych rad i na to konto zanurza się coraz głębiej w bagnie szaleństwa i własnych obsesji… Cóż, w kontekście gatunku krwawego dreszczowca, jaki ukochał sobie Chattam, wypada to tym atrakcyjniej i świetnie współgra z tą księgą czarcim pazurem spisaną…

7/10

Paulina Stoparek

Zrecenzowano w ramach Projektu


Maxime Chattam, Cierpliwość diabła, tłum. Krystyna Szeżyńska-Maćkowiak, Sonia Draga, Warszawa 2015.

Za książkę dziękuję

Reklamy

2 thoughts on “Maxime Chattam – Cierpliwość diabła

  1. Będąc na tak profesjonalnym blogu, którego autor faktycznie wie co pisze, świetnie analizuje i można powiedzieć rozbiera książkę na czynniki pierwsze… aż łapki drżą przed napisaniem komentarza! 🙂
    Masz dar, nie da się temu zaprzeczyć. Czytałam Twoją opinię z zapartym tchem, a tym bardziej mnie ona ciekawiła, że mam w planie zabrać się za czytanie Chattama. Utwierdziłaś mnie tylko w tym, że warto. 🙂 Pozdrawiam 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • Bardzo dziękuję za piękne słowa. Nieczęsto się zdarzają takie komentarze, a właśnie taki odzew jak Twój, sprawia, że dostaję kopa. 🙂 Co do Chattama, to piękna i zarazem straszna przygoda przed Tobą. Przede mną zresztą też, ot choćby cała Trylogia Zła czeka na mnie na półce, z niemałym trudem odszukana w czeluściach Sieci – szczególnie ciężko dostać obecnie „W otchłani mroku” – i czeka aż „obrobię się” z recenzenckimi, aby się nią nareszcie zająć. 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s