Marek Krajewski – Śmierć w Breslau [Audiobook]

Śmierć w odcieniu noir

Śmierć w Breslau – debiut literacki Marka Krajewskiego; książka, która stworzyła polskiego Marlowe’a, Eberharda Mocka; powieść, która w dużym stopniu przyczyniła się do odrodzenia polskiej literatury kryminalnej; proza czarna jak smoła i brudna niczym przenośna toaleta na placu budowy; namnożenie (od)autorskich obsesji, na których oparłszy się, cierpliwy psychiatra mógłby napisać pracę habilitacyjną. Dzisiaj, w szesnaście lat od ujrzenia światła dziennego i po kilku wznowieniach – trzymam w rękach najnowsze, w formie audiobooka wydanego we współpracy Wydawnictwa Znak z Biblioteką Akustyczną – to już kryminał-legenda. Dla niektórych dzieło życia Krajewskiego, dla innych – zaledwie rozgrzewka przed objawieniem się talentu autora w całej swojej pełni. Jedno wszak jest pewne i co do tego niewielu ma wątpliwości – Śmierć w Breslau to książka ważna.

Zetknięcie się z tytułem-legendą zawsze jest związane z mniejszymi lub większymi oczekiwaniami, często też może towarzyszyć mu obawa, czy aby dzieło to się nie zestarzało. Śmierć w Breslau sprawdzian ten zdaje na piątkę z plusem. Może i nie grzeszy tak staranną konstrukcją w sensie formalnym, jak ma to miejsce w nowszej twórczości wrocławianina (w tym miejscu odsyłam zainteresowanych do prześledzenia piramidy czasowej w powieści W otchłani mroku i/lub zbadania tabel matematycznych w Liczbach Charona), bez wątpienia jednak w przypadku omawianej powieści kunszt pisarski wyprzedził sławę. Kunszt rozumiany jako nieco staroświecka konstrukcja zdań, staranny sposób budowania miejskich opisów, ostentacyjnie wręcz popisowe posługiwanie się nabytą wiedzą, a także namiętnie stosowany literacki turpizm.

Śmierć w Breslau otwiera – w sensie pierwszeństwa powstania, a nie chronologii fabularnej! – tak zwany cykl wrocławski Krajewskiego i jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości, że słuszniejsze dla serii miano winno mieć w tytule nazwisko jej głównego bohatera, Eberharda Mocka, ten ostatecznie zmieni zdanie po jej lekturze. Wrocław A.D. 1933 i 1934 lśni na kartach powieści niczym drogocenny kamień o mrocznym blasku skrytym w załamaniach i nierównościach. Autor skupia się na wszystkim, co tworzy miasto pod względem struktury i charakteru: na architekturze, przecinających się ulicach, na jego egzystencji jawnej (sklepy, dworzec etc.) oraz tej znanej wyłącznie półświatkowi i zasobnym klientom „specjalnym” (pruski pałacyk zamieniony na dom uciech, zamieszkały przez prostytutki obu płci i wszelkiej maści), na ruchu, ludzkim gwarze, a nawet zgrzytaniu tramwaju na zakręcie… Jak wspomniałam, Breslau Krajewskiego lśni – życiem, energią, plastyką, namacalnością, przede wszystkim jednak jest miastem charakterystycznym dla powieści nurtu noir – niebezpiecznym, mrocznym, wzdętym od dekadencji; którego gros interesów, często niekoniecznie zgodnych z prawem, odbywa się nocą; pełnym rażących różnic pomiędzy poszczególnymi członkami społeczeństwa i ich domostwami; w którym stojący w bramie narkoman kłania się nierządnicy, albo, co gorsza, nierządnicą staje się kobieta, która pragnie oddać się narkotycznemu nałogowi…

Jak przystało na noir pełną gębą, główna postać Śmierci w Breslau, radca kryminalny Mock, to bohater wzbudzający ambiwalentne uczucia. Z jednej strony to sprzedawczyk (dzięki tej cesze szybko awansuje na stanowisko Kriminaldirektora), ordynus i dziwkarz, na każdego w mieście mający „haki”, których nie zawaha się użyć w razie potrzeby, z drugiej natomiast nie sposób odmówić mu swoistego kodeksu honorowego, którym posługuje się w swojej policyjnej pracy. Może i momentami przypomina on [kodeks] metody Hammurabiego, jednak w ostateczności sprowadza się do stania się sprawiedliwości zadość, ukarania złoczyńcy i przywrócenia porządku. Ma ponadto Kriminaldirektor miękkie serce, oczywiście tylko dla wybranych i oczywiście wie o nich tylko autor i czytelnik, bo osobie, która go „zmiękcza”, za nic by się do tego nie przyznał.

Wrocławskie Prezydium Policji na ulicy Podwale, czyli drugie - po PP na Szewskiej - miejsce pracy Mocka / Fot. Wratislaviae Amici

Wrocławskie Prezydium Policji na ulicy Podwale, czyli drugie – po PP na Szewskiej – miejsce pracy Mocka / Fot. Wratislaviae Amici

W Śmierci w Breslau zaszczyt ten spotyka Herberta Anwaldta, niemieckiego policjanta, który przybywa z Berlina na życzenie ojca zamordowanej Marietty, barona von der Maltena. Młody Niemiec okazuje się człowiekiem bardzo wrażliwym i podatnym na psychiczne urazy spowodowane niepowodzeniami, zarówno osobistymi (kilka porażek miłosnych), jak i zawodowymi (bardzo źle zniósł przesłuchanie na Gestapo, w wyniku którego cierpi na majaki, zgrabnie przez Krajewskiego wetknięte do „realnej” fabuły i bardzo plastycznie opisane). Anwaldt brzydzi się okrucieństwem i szantażem, zatem jest swoistym buforem dla okrutnika Mocka. Eberhard z kolei, z dozą szorstkiej troski, skutecznie potrafi postawić Herberta do pionu… Herberta, który jest emocjonalnym sercem tej prozy, a w pewnym momencie przejmuje nawet śledcze zadania swojego opiekuna, stając się postacią wiodącą. Tak, wiodącą, a nie żadnym tam poślednim pomagierem głównego bohatera. Niemała to odwaga ze strony autora, który rozpoczyna cykl – rozpisać kryminalną fabułę na dwa głosy i żadnego z nich nie uczynić istotniejszym.

Głosy… Otóż właśnie, najwyższa pora, aby wspomnieć o głosowej interpretacji Śmierci w Breslau autorstwa Marcina Popczyńskiego, aktora głównie teatralnego, mało znanego, takiego trochę człowieka-widmo robiącego tyły bohaterom polskich tasiemców. Chałturzenie nie jest oczywiście żadnym wstydem, gdybym jednak była menadżerem Popczyńskiego, doradzałabym mu skupienie się na wykorzystaniu własnych możliwości głosowych, nie tylko w sensie czytania audioksiążek, lecz także dubbingowania czy udzielania się w radiu. Lektor ten posiada wielki skarb – umiejętność zmiany głosu w zależności od przynależnej mu w danym momencie postaci w sposób wyrazisty, a zarazem nieprzesadny. Nie jest typem lektorskiego cyrkowca, jak chociażby Roch Siemianowski, ale głos do każdego z bohaterów dobiera tak dobrze, że didaskalia stają się niepotrzebne. „Powiedział Mock”, „wyszeptał Anwaldt”… Tak, jestem jak najbardziej za nagrywaniem książek w całości, bez cięć. Z tym że Popczyński sprawia, iż bohaterowie przemawiają OD siebie, ba, już po jednym wypowiedzianym słowie słuchacz wie, który z nich właśnie się odezwał! Dodatkowym plusem interpretacji pana Marcina jest fakt, że akapity pochodzące od narratora czyta niskim, eleganckim głosem, w zależności od treści przybierającym barwę ciepłą lub chłodną z odcieniem namacalnej, choć uprzejmej, groźby. Czy muszę nadmieniać, że ta druga cecha w interpretacji powieści noir jest nie do przecenienia? Jedyne, do czego mam zastrzeżenia w tym konkretnym audiobooku ma znamiona zastanowienia raczej niż krytyki. Mianowicie, czy na pewno dobrym pomysłem jest w ten sposób wychodzić do czytelnika z tak skomplikowaną fabularnie i detaliczną prozą? Śmierć w Breslau to literatura bardzo gęsta, łatwo przegapić niektóre z jej składników, często trzeba do któregoś z nich wrócić, aby dany element należycie pojąć, a forma audioksiążki z oczywistych względów tego nie ułatwia. Krajewski „w uszach” jest zatem propozycją głownie dla tych, którzy gotowi są słuchać go uważnie, najlepiej z zamkniętymi oczami. Nie myjcie przy nim naczyń, nie sprzątajcie, nie prowadźcie samochodu. Krajewski i Popczyński zasługują na długą, wspólną z wami kąpiel…

Ze względu na to, że intryga jest obfita w szczegóły i rozgałęziona na podobieństwo pajęczyny, satysfakcjonujące jej przybliżenie bez zdradzania wątków graniczy z niemożliwością. Nie poważę się zatem napisać wprowadzenia. Na to konto słówko o tym, „z czym się to je”. Otóż, co pisałam już przy omawianiu innych książek wrocławianina, Krajewski to pisarz dla koneserów, wielbicieli mrocznych, depresyjnych, turpistycznych klimatów, których nie rażą opisy wszelkiej maści – a na tle seksualnym zwłaszcza – zbrodni i zboczeń. Co prawda, w Śmierci w Breslau nie mamy do czynienia z taką ilością opisów zbrodni z jej anatomicznymi czy medycznymi szczegółami, jak ma to miejsce w nowszych fabułach autora (Krajewski nie znał jeszcze wówczas swojego głównego konsultanta, patologa Jerzego Kaweckiego, ani nie brał udziału w sekcji zwłok pod skrzydłami tegoż), ale „zajawki” świadczące o przyszłych, obsesyjnie wręcz nawracających motywach, są już wyraźnie widoczne. Zgwałcone kobiety, seks grupowy, poniżanie cielesności własnej i cudzej, wymyślnie zadana śmierć aż iskrząca od symboliki (Skorpiony! Wszędzie te skorpiony!)… Do tego dochodzą stałe u Krajewskiego elementy zaczerpnięte z dawnej historii, mitologii i językoznawstwa oraz łacińskie wtręty (nie zapominajmy, że autor z wykształcenia jest filologiem klasycznym), co – uczulam – nie każdy cierpliwie zniesie.

Nade wszystko jednak Śmierć w Breslau nie jest powieścią dla osób, które chorują na przewlekłą depresję lub przeżywają negatywne emocjonalne zawirowania. Stężenie dekadencji na stronę jest w tym przypadku nie do zignorowania, czego bynajmniej nie piszę z niesmakiem, a jedynie chcąc ostrzec co delikatniejszych odbiorców. W przypadku lektury prozy wrocławianina bardzo trudno o odczuwanie stanów pośrednich. Nawet wówczas, gdy pełną zawiłości, zboczeń i starych manuskryptów fabułę autor wymyślił zaledwie w dwie (!) godziny (w tym miejscu odsyłam do filmiku poniżej). Sto dwadzieścia minut i tak wymyślna intryga, że Agatha Christie, gdyby żyła, dostałaby wypieków z zazdrości. Spoglądając na Śmierć w Breslau z krytyczno-kulturoznawczego punktu widzenia, trudno wyobrazić sobie bardziej oryginalne i przewrotnie piękniejsze – choć nie dla każdego strawne – odrodzenie polskiej powieści kryminalnej.

Treść: 8/10

Interpretacja: 8/10

Paulina Stoparek

Zrecenzowano w ramach Projektu


Marek Krajewski, Śmierć w Breslau, czyta Marcin Popczyński, Biblioteka Akustyczna (na licencji Wydawnictwa Znak), Warszawa 2015.

Za audiobooka dziękuję

Słówko od Marka Krajewskiego:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s