Twarz anioła

„Kawior dla ludu”, czyli portret artysty w czasie kryzysu

W życia wędrówce, na połowie czasu,
Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,
W głębi ciemnego znalazłem się lasu.

– Dante Alighieri,
Boska komedia, Piekło, Pieśń I

Kilka lat temu tą sprawą żył cały świat. Włochy, Perugia, listopad 2007 roku. Brytyjska studentka Meredith Kercher zostaje zamordowana w wynajmowanym mieszkaniu. O zbrodnię zostają oskarżeni jej współlokatorka, studentka z USA Amanda Knox, oraz partner Amerykanki, Włoch Raffaele Sollecito. Wydarzenie staje się dla dziennikarzy pożywką nie do pogardzenia: nie dość, że zarówno ofiara, jak i podejrzana, są wyjątkowej urody kobietami, to na dodatek morderstwo jest krwawe, a prokurator twierdzi, że najprawdopodobniej dokonane podczas seksualnej orgii. Mimo że „thriller sądowy” rozciąga się na lata, Knox zostaje osądzona już w przedbiegach. Dla jednych jest bezlitosną morderczynią i mistrzynią propagandy, dla innych – niewinną ofiarą systemu. Międzynarodowe zainteresowanie procesem sprawia, że dziewczyna staje się nietuzinkowego rodzaju, „mieszkającą” w więzieniu celebrytką. Dziennikarze komentują jej zmieniający się na przestrzeni przewodu sądowego image i zdjęcia z portali społecznościowych, samozwańczo interpretują jej żywą mimikę twarzy. Proces poszlakowy – „twardych” dowodów winy brak – trwa cztery lata. Pierwszy werdykt: wieloletnie więzienie. Drugi, będący konsekwencją apelacji oskarżonych – uniewinnienie. Amanda może opuścić więzienie i wrócić do Stanów. Obecnie, w 2015 roku, ma 28 lat, mieszka w Seattle, spełnia się zawodowo w branży wydawniczej, cieszy dużym szacunkiem, a jej profil na Facebooku obserwuje… 1627 osób. Włącznie ze mną. Tymczasem sprawa zabójstwa Kercher do dziś pozostaje niewyjaśniona…

Twarz anioła (Face of an Angel, 2014), najnowsze dzieło Michaela Winterbottoma, będące wariacją na temat powyższych wydarzeń, to film z kluczem. Albo, jak mawiają złośliwi, którym wytrychów szukać się nie chce – artystyczny bełkot i twórcza masturbacja. Biorąc się za sfilmowanie tej historii, brytyjski reżyser postanowił zrobić widzom i krytykom psikusa, nie po raz pierwszy zresztą (wystarczy przypomnieć sobie chociażby jego Tristrama Shandy’ego z 2005 roku). Opowiadając w skąpy sposób o samej końcówce procesu, tak naprawdę potraktował ją niczym naiwne plecy, od których można się odbić, i nakręcił film o robieniu filmu, który w wersji ostatecznej nikogo w pełni nie zadowoli. Ani wymagającego widza – bo jak nakręcić przekonujący thriller oparty na faktach, skoro nikt nie wie, co naprawdę się wydarzyło? Ani reżysera – bo, żeby zadowolić odbiorców mainstreamu, którzy w znacznej mierze nabijają box office, twórca musiałby ubarwiać i przekłamywać fakty, a to z kolei kłóci się z jego morale. Ani producentów, którzy życzą sobie ociekającego emocjami, seksem i krwią dreszczowca, przeciwko czemu buntuje się reżyser, pragnący utrzymać status artysty zamiast stać się filmowym rzemieślnikiem. A przecież są jeszcze strony, które brały udział w procesie, mające swoje uczucia i prawa…

Symboliczne ukazanie Thomasa (Daniel Brühl) - przezroczystego bohatera bez właściwości

Symboliczne ukazanie Thomasa (Daniel Brühl) – przezroczystego bohatera bez właściwości

Brzmi chaotycznie? Ma tak brzmieć! W końcu Twarz anioła to chaos, który pod koniec seansu wychodzi uszami. Decydując się na seans „nowego Winterbottoma” nie należy nastawiać się filmową opowieść „detektywną”, w której finale główny bohater odkrywa tożsamość mordercy. Twarz anioła bowiem, to film quasi-kryminalny, mozaika złożona z faktów, symboli i odautorskich „mrugnięć” przeplatających się z sennymi majakami i frenetyzmem. Fakt, że wyjściem dla całości jest zagadkowa zbrodnia, w tym przypadku nie determinuje schematu. Reżyser wymyka się granicom, jest bezkompromisowy – wyrzuca z bebechów swój twórczy krzyk, swoje wątpliwości, co do dalszego ciągu własnej kariery, a nawet swoją beznadziejność. I, jak na ryk rannego zwierzęcia przystało, jest on niekoniecznie składny, ładny, zrozumiały czy interesujący.

Cara Delevingne w roli Melanie - nonszalancki, zabawny i bezpardonowy powiew świeżości

Cara Delevingne w roli Melanie – nonszalancki, zabawny i bezpardonowy powiew świeżości

Już od dłuższego czasu chodzą pogłoski, że Winterbottom przeżywa twórczy impas. Jeżeli przyjąć to za prawdę, Twarz anioła jest na to najlepszym dowodem. Nie dlatego jednak, że to film nieudany, czego, mówiąc uczciwie, po jednym seansie ocenić nie sposób. Problemy z własnym miejscem na ziemi i lękiem o przyszłość, a nawet kryzysem osobowości idącym ręka w rękę z depresją, ma bowiem główny bohater, Thomas (Daniel Brühl), reżyser – w domyśle oczywiście sam Winterbottom – który próbuje wrócić do łask, ale empatia jego wizji, poczucie misji, jaką ma być prawda wyzierająca z dzieła oraz niechęć do mainstreamowego „sprzedania się” spotykają się z niezrozumieniem. Artysta, początkowo godząc się na warunki producentów, przyjeżdża do Sieny i, za radą autorki książki poświęconej sprawie wspomnianej zbrodni oferującej mu pomoc, Simone (odpowiedniczki rzeczywistej Barbie Latza Nadeau, zagranej przez Kate Beckinsale), wchodzi do dziennikarskiego piekiełka, w którym ostatecznie i nieodwołalnie zostaje uświadomiony w kwestii zepsucia mediów żerujących na ludzkim nieszczęściu. A Winterbottom, filmując to inferno, raczy widza cytatami z Boskiej komedii, popychając Thomasa ku duchowej podróży. Thomasa, który jest zarazem jego alter ego, Dantem – zagubionym „na połowie czasu” podróżnikiem, który musi przejść przez piekło, aby się oczyścić (zresztą, nawiązanie do ukochanej Beatrycze też się znajdzie), oraz Otellem – chorobliwie zazdrosnym mężem, któremu grzech zazdrości zniszczył życie.

Amanda Knox, styczeń 2009 r. / Fot. Reuters

Amanda Knox, styczeń 2009 r. / Fot. Reuters

Ciekawym zabiegiem formalnym jest to, że kręcąc Twarz anioła Winterbottom pozwolił Brühlowi być nijakim. Nie w sensie aktorskim jednak, ale w jego interpretacji głównego bohatera. Przez większość seansu Thomas to posąg twórczej niemocy przeżartej ideałami, który wyraźnie źle się czuje wśród krwiożerczych dziennikarzy, jakże żywych i głośnych! Bohater chodzi, mówi, myszkuje, ale jednocześnie jakby go nie ma. Poszukiwanie sposobu na opowiedzenie narzuconej sobie historii sprawia, że zaczyna ono przejmować jego jestestwo. Każda spotykana na jego drodze postać, czy to oferująca mu pomoc, czy to dająca do zrozumienia, że powinien się wycofać, jest od niego ciekawsza, bardziej witalna, chociaż podobnie jak on – symboliczna. Urocza przewodniczka z przypadku, Melanie (pełna świeżości i młodzieńczej nonszalancji Cara Delevingne) czy nieprzyjemny bloger niezdrowo interesujący się całą sprawą, Edoardo (ponury, demoniczny Valerio Mastandrea), nie tylko determinują jego przyszłe zachowanie, lecz także sprawiają, że Thomas uwypukla ich barwy, sam pozostając jednolitą ścianą, jakże nieatrakcyjną w porównaniu z kolorowymi slajdami. Ów zapadnięty w sobie poszukiwacz prawdy nawet pożądanie okazuje w sposób martwy, niejako poza sobą, przez co wątek romansowy, jaki pojawia się w Twarzy anioła, sprawia wrażenie wepchniętego na siłę i niepotrzebnego.

Nowe dzieło Winterbottoma to film trudny w odbiorze. W momencie, gdy pojawią się napisy końcowe, większość widzów zapewne odetchnie z ulgą. Wszak mało kto lubi uważnie pochylać się nad ludzkimi słabościami i problemami, a nad tymi ukazywanymi w sposób nieskładny i spontanicznie wykrzyczany tym bardziej. Tymczasem nowe dziecko Brytyjczyka to cały ich zestaw: od twórczej niemocy, poprzez depresyjne stany czy „inspirowanie się” narkotykami w przypadku jednostki, po te zbiorowe, społeczne, jak prostactwo, prymitywna żądza sensacji czy zapomnienie o zmarłych na rzecz kamienowania żywych. Ponadto, Twarz anioła to film, który, ze względu na jego bogatą symbolikę, należy obejrzeć więcej niż raz, aby go pojąć, zinterpretować, ocenić. O ile, oczywiście, znajdą się ku temu chęci, co wcale nie jest takie oczywiste. Póki co, nie odnalazłam ich w sobie, zatem nie będę bawić się w wystawianie Winterbottomowi jakichś śmiesznych cyferek czy gwiazdek. Trzeba mieć pokorę.

Paulina Stoparek


Twarz anioła, 2014, prod.: Hiszpania, Wielka Brytania, Włochy, reż. Michael Winterbottom, scen. Paul Viragh na podst. książki Barbie Latza Nadeau Angel Face, wyst.: Daniel Brühl, Kate Beckinsale, Cara Delevingne i in.

Za seans dziękuję images

Zdjęcia pochodzą z materiałów prasowych.

Tekst ukazał się na portalu Noir Cafe pod adresem: http://www.noircafe.pl/review/twarz-aniola/.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s