Złota dama

Dama matowa

Przymierzając się do omawiania najnowszego filmu Simona Curtisa, mam ochotę zastosować nieco ironiczną grę słów i napisać, że Złotej damie (The Woman in Gold, 2015) blasku brak. Historia Marii Altmann, która wytoczyła proces Republice Austrii, w celu odzyskania pamiątkowych rodzinnych obrazów autorstwa Gustava Klimta, tak fascynująca w swoich historycznych zawiłościach, emocjonalnie soczysta, a z perspektywy wiedzy o sztuce oraz filozofii dyplomacji bezcenna – w scenariuszu debiutującego Alexiego Kayego Campbella sprowadzona została do pozbawionej indywidualizmu poprawności, która uwięziła w sztywnych ramach zarówno opowieść o niezwykłych kolejach losu, jak i ludzi, którym przyszło nimi podążać.

Fakt ten boli tym bardziej, że niebanalny duet protagonistów, czyli dochodząca swoich praw spadkobierczyni i jej adwokat, stawiający pierwsze kroki w zawodzie, został zagrany przez Helen Mirren i Ryana Reynoldsa nie tylko starannie, lecz także z trudną do uchwycenia dozą poczciwości – czyli cechą, jaka mimowolnie staje się składową osób toczących bitwę z biurokratyczno-sądową hydrą absurdów – która rozczula i sprawia, że widz staje za nimi murem. Niestety, aktorom nie pozwolono się wygrać, więżąc ich niczym cyrkowe tygrysy, które chciałyby bardziej wyeksponować zęby i pazury, ale tego nie zrobią, bo grozi to utratą dziennej racji mięsa. Reynolds ma jeszcze ten komfort, że wciela się w postać, która przechodzi duchową metamorfozę od skupionego na karierze yuppie do szlachetnego ideowca, a to z kolei daje mu możliwość okazyjnego ukazania drgającej twarzy, darcia włosów z głowy czy zaciskania zębów, co zresztą z dobrym skutkiem wykorzystuje. Prawdziwy dramat spotyka Mirren, która wyraźnie ma ochotę huknąć i tupnąć, ale scenariusz jej na to nie zezwala. Tych, którzy znają dorobek tej aktorki, z pewnością nie trzeba przekonywać, że Brytyjka wybornie umie połączyć maniery wielkiej damy z charyzmą szelmy i oszczędnym, kostycznym komizmem. Filmowa Maria Altmann aż się prosiła o te akcenty. Niestety, jej prośba nie została wysłuchana. Mirren została poskromiona i nawet wówczas, gdy jej bohaterka wylewa złość i żal, zmęczona rozciągającą się w latach walką o to, co jej się prawnie należy – starannie dobiera słowa, nie pozwalając sobie choćby na pogardliwe uniesienie brwi. Na podobieństwo wyobrażenia swojej ciotki obecnej na głównym obiekcie międzynarodowego sporu, obrazie Złota Adela pędzla Klimta, pozostaje uwięziona w ramach. Wielka szkoda.

„Portret Adeli Bloch-Bauer I” pędzla Klimta, szerzej znany jako „Złota Adela” / Fot. Wikipedia

To jednak nie koniec bólu związany nie z aktorstwem nawet, a ze scenariuszem, ponieważ twórcy nie przewidzieli wywołującej bodaj odrobiny uznania roli dla Katie Holmes. Skrypt jest tak źle rozpisany, że żona walczącego o sprawiedliwość Randy’ego jest postacią przypominającą chorągiewkę na wietrze, co dziwi tym bardziej, że właśnie została odpowiedzialną mamą z niecierpliwością oczekiwanego dziecka. Na przemian wspiera męża i krytykuje jego decyzje, podpiera się z wątpliwościami pod boki i wygładza jego adwokacką koszulę… Konia z rzędem temu, kto pojmie jej umysłowość! Co tam jednak Holmes, aktorka trzeciego planu! Najbardziej pod górkę ma Daniel Brühl, któremu twórcy przypisali rolę pomocnego dziennikarza śledczego z absurdalną przypadłością pojawiania się w środku sekwencji niczym królik w kapeluszu magika, by popisać się swoją funkcją zadziwiania maluczkich – a konkretnie: sypnięcia garścią nieznanych wcześniej bohaterom informacji, które nagle okazują się oczywistą oczywistością – i, spełniwszy to zadanie, zniknąć. Nieszczęsny Brühl, który ma zaledwie chwilę na wypowiedzenie skomplikowanej politycznie czy historycznie kwestii w co dziesiątej scenie, nie tylko nie jest w stanie się wykazać, ale, co gorsza, zostaje sprowadzony do roli zaczarowanego ołówka. Jest to oburzające tym bardziej, że grany przez niego Czernin to postać autentyczna, istotna i kontrowersyjna (zanim zajął się sprawą pani Altmann, dziennikarz ujawnił nazistowską przeszłość austriackiego prezydenta Kurta Waldheima), a sam aktor ma tak duży potencjał i szlachetną, pozbawioną pieniactwa charyzmę, że oferowanie mu zajęcia pokrewnego statystowaniu jest cokolwiek niepoważne.

Scenariusz nie okazał się łaskawy dla aktorów. Od lewej stoją: Ryan Reynolds, Helen Mirren i największy przegrany, Daniel Brühl, którego kunszt sprowadzono do funkcji zaczarowanego ołówka.

Scenariusz nie okazał się łaskawy dla aktorów. Od lewej stoją: Ryan Reynolds, Helen Mirren i największy przegrany filmu, Daniel Brühl, którego kunszt sprowadzono do funkcji zaczarowanego ołówka.

Na dobrą sprawę scenariusz Campbella nadaje się do całkowitego przemiału także pod względem ukazania historii walki Marii i Randy’ego o sprawiedliwość i rodzinną schedę. Rzecz jasna, natkniemy się na skróty fabularne, czego w przypadku filmów biograficznych scalających lata z życia konkretnych osób nie da się uniknąć i co trudno potępiać. Jednak nudę następujących po sobie podobnych scen dyskusji adwokata z klientką – ją już wybaczyć trudniej. Oczywiście nie spodziewałam się po Złotej damie przygodówki o poszukiwaczach zagrabionych obrazów, jednak nie rozumiem, jak można już samą w sobie żmudną sądową „drogę krzyżową” pani Altmann przedstawiać za pomocą równie żmudnych, pomnikowych, prawniczych wypowiedzi i w zamian oczekiwać uznania. Bo że twórcy na nie liczą raczej nie ma wątpliwości, co zresztą przede mną zauważył już Łukasz Muszyński z Filmwebu pisząc, że „ta dama idzie po złoto”[1] .

Tak, Oscary to bardzo dobry trop. Film Curtisa oferuje wszystko to, co spodoba się Akademii: wzruszającą historię z życia wziętą, ikonę kina w roli głównej, duet kontrastowych osobowości, potępienie gabinetowej hipokryzji, temat przewodni w postaci nieocenionej wartości jaką jest pamięć potomnych, a także wyrwaną kartkę z podręcznika dotyczącą Anschlussu i Holocaustu. Abstrahując od niezgrabnego scenariusza, wartość poznawcza, moralna i filozoficzna Złotej damy jest spora, a zarazem podana przystępnie. Cóż jednak z tego, skoro sceny retrospekcji ukazujących losy młodej Marii (w tej roli kradnąca każdą sekwencję będącą jej udziałem, pozostająca w urodowej korelacji z Mirren, Tatiana Maslany) są faktograficznie i wizualnie wygładzone? Żydzi zmuszeni do czyszczenia chodnika kwasem, naziści panoszący się w rodzinnym domu bohaterki, jej rodzice „uwięzieni” w jednym z pokoi… Czemu to wszystkie takie czyste, ugrzecznione, wypeelingowane? Dlaczego, zamiast stawiać włoski na karku, pozostawia obojętnym na los ofiar historycznej zawieruchy? Może dlatego, że kadry są tak starannie zakomponowane i bajecznie oświetlone, że zamiast krzyczeć: „Tak było!”, szepczą do widza: „Jesteśmy piękne, nie sądzisz? W sam raz, by powiesić nas na honorowym miejscu niczym Złotą Adelę…”

Adela Bloch-Bauer (Antje Traue). To właśnie jej wyobrażenie widnieje na najsłynniejszym obrazie pędzla Klimta

Adela Bloch-Bauer (Antje Traue). To właśnie jej wyobrażenie widnieje na spornym dziele sztuki.

Żeby jednak oddać sprawiedliwość, trudno odmówić dziełu Curtisa pozytywów płynących z chełpienia się własną wizualnością. Wspomniane staranne zdjęcia (operator Ross Emery) fenomenalnie sprawdzają się bowiem w scenach przybliżających jaśniejsze chwile z młodości Marii, kiedy w należącej do jej rodziny kamienicy na Elisabethstrasse bawiła się śmietanka towarzyska Wiednia, a piękna ciotka bohaterki (Antje Traue) pozowała słynnemu malarzowi. Ogromne wrażenie wywołuje malownicza sekwencja metaforycznego wejścia protagonistki w przeszłość, którą widzowie słusznie porównują do pamiętnego ujęcia z Titanica (1997) Jamesa Camerona. Złota dama zatem ma swój urok, chociaż mimo blasku płynącego z tytułowego obrazu co rusz pojawiającego się kadrze zarówno formalnie, jak i w osobie ożywionej modelki Klimta, z powodu swej szablonowej poprawności jest niepozornie wręcz matowa. Dzielę zatem jej wizualną wspaniałość przez pół, z czego wypływa moja ocena. Chociaż nie dam głowy, czy podziw jakim darzę Mirren jednak odrobinę jej nie zawyżył.

5/10

Paulina Stoparek


[1] Łukasz Muszyński, Damy nie oddamy, http://www.filmweb.pl/reviews/Damy+nie+oddamy-17366 (11.06.2015).


Złota dama, 2015, prod. USA, Wielka Brytania, reż. Simon Curtis, scen. Alexi Kaye Campbell, wyst.: Helen Mirren, Ryan Reynolds, Daniel Brühl in.

Za seans dziękuję images

Zdjęcia pochodzą z materiałów prasowych.

Tekst ukazał się na portalu Noir Cafe.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s