Joanna Opiat-Bojarska – Zaufaj mi, Anno

Kaliber dla Opiat-Bojarskiej!

Może zabrzmi to egoistycznie, ale cieszę się, że druga odsłona cyklu z Anną Rogozińską zakończyła się w sposób otwarty i dramatyczny. Taki rodzaj finału gwarantuje kontynuację serii, co z pewnością nie tylko ja powitałam z radością. Zaufaj mi, Anno bowiem jest powieścią rewelacyjną pod każdym względem i dowodem na to, że Joanna Opiat-Bojarska jest nie tylko autorką potrafiącą wymyślić niebanalną intrygę i rasowo operować suspensem, lecz także osobą bardzo wrażliwą społecznie. Poznańska pisarka bardzo dobrze wie, co w krajowej trawie piszczy, interesują ją zarówno problemy całych grup społecznych, jak i pojedynczych ich przedstawicieli, polskie przywary, grzeszki, a nawet trendy: konsumpcjonistyczny, małpujący zachodni styl świętowania czy tamtejsze media, a nawet ten najbardziej niebezpieczny, zachęcający do oderwania się od rzeczywistości. Dosłownie i w przenośni.

Już konstrukcja Zaufaj mi, Anno jest zarówno niepokojąca, jak i symboliczna. Niepokojąca, ponieważ ma swoistą budowę odliczania czasu do godziny zero, w tym przypadku do 14 lutego 2015 roku, co jest przypominane na początku każdego rozdziału. Ergo: czytelnik od początku jest świadom, w jakim czasie odbywa się fabuła i kiedy będzie sfinalizowana, a w miarę kurczenia się powieściowego stycznia, a następnie lutego – odczuwa coraz większe napięcie. Znaczenie symboliczne z kolei przejawia się w zbliżaniu się wielkimi krokami walentynek, na które jedni czekają z niecierpliwością, inni z kolei traktują jak dopust boży. Do tych ostatnich należy główna bohaterka, dziennikarka śledcza Anna Rogozińska. A taki, a nie inny wybór czasoprzestrzeni, czyli z każdym dniem coraz bardziej czerwony, przyozdabiany serduszkami Poznań, jest też świetnym pretekstem, aby przyjrzeć się jej życiu emocjonalnemu.

Jednak tych, którzy obawiają się powieściowego skręcania w kierunku romansu pragnę uspokoić – bohaterka na tle walentynkowego szaleństwa bynajmniej nie posłużyła Opiat-Bojarskiej w celu opisywania miłosnych uniesień. Anna nie jest kobietą kochliwą, a miłość uważa za niebezpieczną grę, która winna być opatrzona etykietą „Uwaga! Grozi samospaleniem!”. Jest też istotą inteligentną, świadomą kreowania zachodniego wizerunku w Polsce i działania reklamy na odbiorcę – w końcu w mediach pracuje nie od dziś. Wniosek jest oczywisty: Rogozińska uważa święto zakochanych za głupotę. A Opiat-Bojarska okołowalentynkowe tło wykorzystuje przede wszystkim do czynienia obserwacji zachowań społecznych i krytykowania konsumpcjonizmu, zawirowania uczuciowe, szalenie interesująco zresztą rozegrane, sprowadzając do zaledwie – i aż – wisienki na torcie, przejawiającej się myślowymi bojami Anny samej ze sobą.

Trzeba przyznać, że Opiat-Bojarska umie nakreślić swoistą walkę anioła z diabłem, jaka toczy się w umyśle bohaterki. Używając współczesnego języka, nie pozbawionego jednak delikatnej kreacji literackiej, objawiającej się starannymi zdaniami i atrakcyjnymi związkami frazeologicznymi, stworzyła postać na wskroś nowoczesną i charakterną. Niepokorną, egotyczną, nieznośną, ale też fascynującą. Anny nie trzeba lubić, aby czytać o niej z wypiekami na twarzy, ponieważ poznańska pisarka nie tylko nadała jej dynamiczną plastyczność (każdego rodzaju, nawet tę będącą wynikiem zmieniającej się temperatury powietrza), lecz także umieściła na jej barkach to, co jest domeną wielu współczesnych trzydziestparolatków: pracoholizm, lęk o przyszłość zawodową, potrzebę uczucia i niezależności zarazem, ostrożność, nieufność, natrętną troskę rodziców spowodowaną niechęcią ustatkowania się latorośli etc.

Poznań.Pręgierz

Pręgierz na Starym Rynku jest popularnym miejscem spotkań poznaniaków i turystów. To właśnie pod nim bohaterka “Zaufaj mi, Anno” umówi się z bardzo ważnym dla prowadzonego śledztwa świadkiem / Fot. Noaśka, Wikimedia

Co jednak wydaje się najważniejsze w Zaufaj mi, Anno i w prozie Opiat-Bojarskiej w ogóle, to fakt, że jest to wartościowa literatura rozrywkowa, taka, którą żaden wstyd czytać i którą z dumą można polecać. Czytelnik bowiem, śledząc z zaangażowaniem ciekawą fabułę najeżoną suspensowymi zagraniami (spotkanie pod pręgierzem na Starym Rynku, rozmowa w kawiarni „Nas dwoje”) i trafnymi obserwacjami, nierzadko o tragikomicznym zabarwieniu (matka bohaterki i jej serialowe uzależnienie, odwieczne matczyne pytanie, czy córka nosi rajtki pod spodniami), przy okazji staje się gąbką chłonącą wiedzę, w tym konkretnym przypadku tę dotyczącą problemu psychoaktywnych substancji zwanych dopalaczami i ich umiejętnego lawirowania pomiędzy prawnymi kruczkami. Wiadomości zyskane dzięki researchowi i rozmowami z konsultantami, Opiat-Bojarska przekazuje niejako przy okazji, swobodnie wplatając je w fabułę za pomocą rozmów, wyszukiwanych w Internecie przez Annę informacji, a nawet (sic) narracji z perspektywy osoby, która aktualnie jest pod wpływem dopalaczy. Autorka ani przez chwilę nie zalewa odbiorcy swoją wiedzą, przekazując ją po kawałku i za pomocą kolejnych rozdziałów dopełniając jej obrazu. Ustrzega się wykładowczego tonu czy akapitów brzmiących niczym przekopiowane z tekstu źródłowego. Krótko mówiąc, ma świadomość właściwych proporcji, a także… niebezpieczeństw płynących z trafienia określonych „mądrości” na nieodpowiedni grunt (jak pisze w posłowiu: „Nie mogłam (…) oddać przekazanej mi wiedzy w stosunku jeden do jednego, gdyż wtedy ta książka, zamiast stanowić rozrywkę, mogłaby stać się podpowiedzią na temat tego, co z czym wymieszać, by dobrze się zabawić”).

Generalnie rzecz biorąc Zaufaj mi, Anno jest prozą bez wad. Bo czy można mieć autorce za złe, że decydujący moment powieści to spotkanie tête-à-tête głównej bohaterki z mordercą, z czego wypływa oczywiste dla niej zagrożenie? Czy należy uznać za słabość literacką wyjaśnienie całego zła za pomocą monologu przestępcy w punkcie kulminacyjnym? Oczywiście, że nie, ponieważ są to klasyczne kryminalne elementy, którym Opiat-Bojarska ma pełne prawo pozostawać wierną. Sprawdzone fabularne rozwiązania może nie czynią z Zaufaj mi, Anno kamienia milowego kryminału, ale użyte tak sprawnie, na dodatek w rewelacyjnie skrojonej otoczce społeczno-obyczajowej – zdecydowanie zasługują na uznanie.

To, co można skrytykować, tyczy się samego wydania. Nie okładki, rzecz jasna, bo ta jest strzałem w dziesiątkę – jej wydźwięk jest mocno symboliczny, a „babskość” oprawy jest swoistą grą, o czym odbiorca przekona się w dniu powieściowych feralnych walentynek. Sporo do życzenia pozostawia natomiast korekta, co zauważyłam już przy okazji innego tytułu Wydawnictwa Filia, Medalionu z bursztynem Anny Klejzerowicz. W tekście jest sporo powtórek słownych w sąsiadujących ze sobą zdaniach i nieprawidłowych odmian przez przypadki tudzież literówek. Korektorom proponuję gruntowniej przyjrzeć się całości w razie dodruku, a przypuszczam, że ten okaże się niezbędny. Przewiduję Nagrodę Wielkiego Kalibru dla Zaufaj mi, Anno w przyszłym roku, a przynajmniej nominację. Opiat-Bojarska w pełni zasługuje na to, aby stanąć na podium z najlepszymi i dalsze pomijanie jej w konkursowych szrankach byłoby ignorancją.

8/10

Paulina Stoparek


Joanna Opiat-Bojarska, Zaufaj mi, Anno, Filia, Poznań 2015.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu 

Tekst ukazał się także na portalu Noir Cafe pod adresem: http://www.noircafe.pl/review/joanna-opiat-bojarska-zaufaj-mi-anno/.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s