Anna Klejzerowicz – Medalion z bursztynem

„Czasem jestem siekierą. Czasem trzeba”[1]

Tolerancja to konieczność. Bez niej nie rozwijamy się, tylko stoimy w miejscu, kisimy się w stęchliźnie, zatruwając złą energią siebie i innych. Z braku tolerancji upadają cywilizacje, brak tolerancji zabija człowieczeństwo. Tolerancja czyni nas wolnymi[2].

Anna Klejzerowicz

Medalion z bursztynem łączy w sobie to, co w twórczości Anny Klejzerowicz najpiękniejsze – tajemnice zanurzone w przeszłości z historią Polski, a życiową mądrość z ludzkimi niedoskonałościami dobrze nakreślonych postaci. Jednak w błędzie będzie ten, kto uzna jej najnowszą powieść za odcinanie kuponów od dotychczasowego dorobku. Fakt, Medalion przypomina wydany na początku zeszłego roku List z powstania „zakurzonym” klimatem starych domostw, pamiątek i dokumentów, wmieszaniem w fabułę fragmentów epistolarnych i wątkiem przeszłości, która mocno determinuje teraźniejszość, jednak całość – począwszy od językowej stylizacji, poprzez zakańczanie rozdziałów i ostateczny wydźwięk, a na momentami bezpardonowym ostracyzmie polskich grzechów skończywszy – bez wątpienia ma swój własny charakter.

Jest w powieści pani Anny także nowinka, która z miejsca przyciągnie czytelników zafascynowanych tajemnymi zakamarkami, zarówno historycznymi jak i związanymi z życiem codziennym. Otóż, poza wymienionymi w posłowiu pisarskimi inspiracjami związanymi z historią Gdańska i Pomorza oraz z odkryciem w Malborku zbiorowych mogił z czasów II wojny światowej, Klejzerowicz jak nigdy wcześniej zbliża się do odbiorcy, fabularnie wychodząc ze zdarzenia, które miało miejsce w życiu jednej z jej czytelniczek. Stary list znaleziony przez bohaterów w wiekowej komodzie, sprawiający wrażenie ukrytego w niej celowo, ma bowiem swoje odbicie w życiorysie realnej osoby, która zdecydowała się ze swoim odkryciem z pisarką podzielić. Co było dalej już wiemy, a co poniektórzy mają też w rękach i umysłach końcowy efekt tej współpracy na linii czytelnik – autor. Powstała książka: intrygująca, symboliczna, klimatyczna, filozoficzna i odważna.

Odwagę tę można zauważyć chociażby w wątku historycznym. Pani Anna nie pochwala życzeniowego podejścia do historii. Nie obawia się pisać o mściwych i prostackich polskich chłopach spoglądających zazdrosnym okiem na niemiecką arystokrację, o krwawych rozruchach jakie miały miejsce na wielokulturowych pomorskich terenach, o służbiście Polski Ludowej zastraszającym matkę trzymającą w ramionach dziecko i bijącym ją po twarzy. Przy czym, „ciachając” po narodowych kompleksach niczym siekierą, autorka nie uważa swojej wersji opowieści za jedyną słuszną. Historia widziana okiem Klejzerowicz to swoista średnia z zasłyszanych przez nią opowieści i prześledzonych źródeł. Jak wspomina w posłowiu, stworzyła własną wersję wydarzeń, które nie zaistniały – lecz przecież mogły. Medalion zatem, świadomie lub nie, sympatyzuje z Ziarnem prawdy Zygmunta Miłoszewskiego. Co prawda tamta powieść porusza problematykę polskiego antysemityzmu, ale ostatecznie rzecz sprowadza się do tego, o czym pisze także Klejzerowicz – do zakompleksionych, zawistnych i małostkowych serc wielu Polaków, do ich braku tolerancji i udawania, że to przecież nieprawda. Co bardziej konserwatywni zarzucają Miłoszewskiemu antypolskość. Nie ukrywam, że czekam aż podobne słowa padną pod adresem pani Anny. I nie wątpię, że będzie miała je w „głębokim poważaniu”, co piszę z uśmiechem.

Odwaga przejawia się także w powieściowej konstrukcji: wyborze bohaterki i finalizacji rozdziałów, a także zakończenia. Ewa, która na własną rękę postanawia wyjaśnić zagadkę starego listu, jest pod każdym względem postacią nieatrakcyjną – przepisową matką Polką o szerokich biodrach, ani piękną, ani młodą, niezbyt energiczną, niedookreśloną nawet w swoim własnym mniemaniu, o ustatkowanym, bardzo przeciętnym życiu domowym i osobistym. Gdzież jej tam do wykształconej i charyzmatycznej ukochanej Emila Żądło czy eterycznej, ale umiejącej postawić na swoim „czarownicy” Małgorzaty z innych powieści pani Anny. Ale, paradoksalnie, tą nijakością głównej postaci Klejzerowicz zgarnia pulę, bo wyciąga na wierzch istotny kontrast. Wraz z odkrywaniem zagadki zanurzonej w przeszłości jej rodziny, Ewa nabiera kolorów niczym kwiat, który dotąd nieuchronnie więdnący w wazonie, stopniowo odnajduje swoje korzenie, by w finale pozwolić im rozrosnąć się w dobrej glebie.

Architektoniczny koszmarek na morzu: stara torpedownia w Gdyni Babich Dołach. W

Architektoniczny koszmarek na Morzu Bałtyckim: stara torpedownia w Gdyni Babich Dołach. W „Medalionie z bursztynem” to ważny punkt na mapie w śledztwie prowadzonym przez bohaterkę / Fot. Leszek Pietrukaniec

Skoro o finałach mowa, w twórczości gdańskiej pisarki miały one dotąd dość podobny wydźwięk – te rozdziałowe zwykle kończyły się zdaniami pełnymi prowokującego do obrócenia kolejnej strony zawieszenia; zakończenia fabuł natomiast miały w sobie dużo ciepła i spokoju, a czytelnikowi pozwalały nie martwić się o dalsze losy bohaterów. Medalion te wartości odwraca o 180 stopni – rozdziały nie starają się imponować kryminalnym akcentem, a finał powieści… Niby każdy element wraca na właściwe miejsce (patrz: moje porównanie Ewy do kwiatu), ale skończywszy lekturę, czytelnik poczuje niewygodę, a także obawę i ciekawość jednocześnie. Pani Anna śmiało poczyna sobie z tym, do czego zdążyła przyzwyczaić czytelników, co pozytywnie odświeża jej pisarski wizerunek. Nie stara się co i rusz łaskotać odbiorcy oraz utrzymywać jego uwagi w zenicie, nie podaje także wygodnych rozwiązań. Gardzi złem i pychą, a jednak – uwaga! lekki spojler – pozwala im istnieć dalej…

Jednak to jeszcze nie wszystko z nowości zafundowanych przez Klejzerowicz. Medalion to także pełen pogardy i kloaki język powstały w chorym umyśle. Autorka stylizuje rozdziały poświęcone przemyśleniom zbrodniarza, pozwalając mu kląć, krzyczeć, poniżać innych, a siebie samego traktować niczym nietzscheańskiego nadczłowieka podniesionego do szóstej potęgi. To mogło się nie udać, bo tego typu narratorskie całostki z oczywistych względów są karykaturalne. Żeby rzecz się nie przejadła, stron zapełnionych bluzgami nie może być wiele. Jednak Klejzerowicz znów się obroniła, tym razem umiarem. Zachowała proporcje idealne. Wypowiedzi spaczonego umysłu to około jedna dziesiąta całości, dokładnie tyle, ile trzeba, aby zjeżyć włosy na głowie, ale nie zmęczyć.

Co jeszcze warte jest do odnotowania w Medalionie, to soczysta symbolika żyjąca własnym życiem, zarówno obecnym, jak i przeszłym – tytułowy bursztyn można odczytywać jako ciepło, mądrość, dramat zaklęty w zewnętrznym pięknie, szlachetność, ale też jako ogień i krew. Uderza też świadomość pani Anny dotycząca butnych nastolatków, roztropnego budowania związków partnerskich czy zwyczajów par homoseksualnych. Opisując rozmaitych ludzi i panujące pomiędzy nimi relacje, autorka nie ima się klisz czy wizerunków serwowanych przez media, nie stara się być trendy ani typowa. Nastoletni bunt to niekoniecznie „sekszenie”, gdy „starych” nie ma w domu, pyskowanie czy podkradanie papierosów, a gej niekoniecznie „wyczuje” innego geja, i Klejzerowicz bardzo dobrze o tym wie. I znów zgarnia pulę.

W jednym tylko pani Anna wypada słabiej, jednak – ponownie jak to miało miejsce przy ocenie innych jej książek – nie jestem pewna, czy jest to wadą w pojęciu obiektywnym. Mianowicie, narracja w Medalionie jest momentami zbyt skrótowa, scenkowa, skupiona na gnaniu do przodu, co z kolei nie pozwala rozwinąć się pobocznościom, jak chociażby emocjom w małżeństwie Ewy i Andrzeja, czy krytyce współczesnego świata, które z racji szybkiego ich porzucania na rzecz dalszych wydarzeń, niestety wypadają dość ogólnikowo. Mnie to nie wystarcza, chociaż nie wątpię, że są tacy, którzy cenią podobny konkret. Przekornie napiszę zatem, parafrazując, jak mniemam, opinie niektórych wiernych czytelników autorki: szkoda, że Medalion z bursztynem nie jest powieścią pokaźniejszych rozmiarów. „Siekierezada” pióra Klejzerowicz w rozmiarze XL – to byłoby coś!

7/10

Paulina Stoparek


[1] Wypowiedź autorki na Facebooku.

[2] Anna Klejzerowicz w rozmowie z Grażyną Strumiłowską, http://www.ksiazkazamiastkwiatka.pl/?p=590 (18.05.2015).


Anna Klejzerowicz, Medalion z bursztynem, Filia, Poznań 2015.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu 

Reklamy

One thought on “Anna Klejzerowicz – Medalion z bursztynem

  1. Pingback: Joanna Opiat-Bojarska – Zaufaj mi, Anno | MOONBLOGER

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s