Arnaldur Indriðason – W bagnie [Audiobook]

Brud, smród i orzeszki

Żyjemy w jednym wielkim bagnie

(Erlendur Sveinsson, komisarz policji)

Co wspólnego ma Batman z Islandią? Programy TVN-u z chorobami genetycznymi? Te na pozór absurdalne zestawienia zabrzmią mniej dziwacznie, gdy prześledzimy zawodowy życiorys Andrzeja Ferenca. To właśnie ten aktor i lektor po raz pierwszy użyczył głosu Człowiekowi Nietoperzowi w dubbingowanej wersji polskiej filmów poświęconych temu superbohaterowi, a jego eleganckim i prestiżowym brzmieniem do dziś kusi telewidzów do oglądania TVN-owskich produkcji. Głęboki i wytworny głos Ferenca potrafi nadać zaskakującą jakość najbłahszym opowieściom i wznieść na wyższy poziom niejedną fikcyjną postać. Jednak potrafi też coś jeszcze, mianowicie wydobyć z fabuły namacalny chłód, a nawet depresyjne brzmienie, tak potrzebne do przekazania odbiorcy mrocznej opowieści autorstwa Islandczyka Arnaldura Indriðasona, który w swojej książce W bagnie – w Polsce wydanej nakładem Wydawnictwa W.A.B., a do odsłuchu możliwej dzięki staraniom Biblioteki Akustycznej – w udany sposób połączył intrygę kryminalną z odwiecznym problemem swojej ojczyzny – małym zróżnicowaniem genetycznym, które jest przyczyną poważnych chorób dziedzicznych.

Kostki lodu wręcz pobrzmiewają w głosie pana Andrzeja, gdy czyta o tym, do jakich nikczemnych zachowań zdolny jest człowiek. Bo W bagnie to nie tylko opowieść o chorobach, jakie w szczególności zagrażają homogenicznemu społeczeństwu. Powieść Arnaldura – o którym pozwolę sobie pisać po imieniu ze względu na patronimiczne nazwisko[1] – to także wykład na temat ludzkiego zła, ohydy, agresji i różnorako pojmowanego szaleństwa. Prowadzący śledztwo w sprawie brutalnego morderstwa starszego mężczyzny Erlendur Sveinsson i jego koledzy z policji, natrafią na tajemnice z przeszłości, które trudno ogarnąć umysłem, tak bardzo będą przegniłe niegodziwością i – parafrazując tytuł – bagniste. Na dobrą sprawę na cokolwiek śledczy się natkną, będzie to przesiąknięte złem lub chore, nawet dodatkowa sprawa zniknięcia z wesela panny młodej, badana niejako przy okazji. Smród, brud i ohyda w różnych postaciach – oto, co jest wiodącym tematem powieści.

Tytułowe bagno można rozumieć także dosłownie, fabule towarzyszy bowiem bardzo nieprzyjazna, deszczowa i wietrzna pogoda, w wyniku której w koleinach i rowach powstają bajora, a ich chlupotanie niemal słychać pod butami bohaterów. Ci z kolei, przemierzywszy błotniste ulice i podwórka, „zwiedzą” cmentarz pełen zmurszałych nagrobków, laboratorium lekarza niepokojąco przypominającego postać szalonego naukowca ze starych horrorów, szereg nieprzyjaznych im domostw, a zeszedłszy pod podłogę jednego z nich – nota bene wybudowanego na bagnie – na powitanie wybiegną im szczury i robactwo.

Jak wiadomo, nordyccy twórcy kryminałów słyną z mrocznego klimatu swoich opowieści i nasycania ich depresyjną, względnie rozedrganą psychicznie, atmosferą. Jednak Arnaldur sięga pod tym względem zenitu, tak ciemny i nieprzyjazny jest stworzony przez niego świat. Przy czym warto zaznaczyć, że ani przez chwilę nie bywa w tym namnożeniu rozmaitych rodzajów mroku groteskowy czy irytujący. Nie. On po prostu ma niebywały talent do ich opisywania. Ze świecą szukać fabuły dla dorosłych z taką ilością tajemniczych miejsc i z tak nabrzmiałym duszną ciemnością, niemal wampirycznym klimatem, rozgrywającej się zarazem w realnym świecie. Już początek pierwszego rozdziału, w którym pisarz krok po kroku opisuje miejsce zbrodni, pachnie niewyartykułowanym niepokojem, który będzie narastał aż do dramatycznego i przesiąkniętego symboliką finału.

 Ingvar Eggert Sigurðsson, czyli filmowe wyobrażenie Erlendura Sveinssona

Filmowe wcielenie Erlendura Sveinssona / Fot. materiały prasowe

Jednak mimo wspomnianej namacalnej grozy, W bagnie ani przez chwilę nie przestaje być klasycznym kryminałem z zacięciem społecznym, ze żmudnym śledztwem i chodzeniem od Annasza do Kajfasza w celu zdobycia informacji, które pomogą odkryć prawdę o poszczególnych jednostkach, ale zarazem wżartą w problemy dotyczące całego społeczeństwa. Autor nie wprowadza do powieści elementów sensacyjnych, jak pościgi czy strzelaniny, przedstawiając pracę śledczych głównie w formie pukania do drzwi, rozmów ze świadkami, myszkowania w archiwach czy konsultacji ze specjalistami. Przy czym warto dodać, że zadanie, z którym przyjdzie się zmierzyć Erlendurowi i reszcie, nie będzie przedstawione za pomocą reguły „połkniętego kija”, bowiem pozostając w konwencji realistycznej i w klimacie, „że nic, tylko ciąć nożem”, autor uczynił niektóre dialogi zaskakująco zabawnymi. Na szczęście nie trącą one komediodramatem, ale komizmem sytuacyjnym wynikającym ze słownego starcia osób z różnych pokoleń (stateczny ojciec i jego zbuntowana córka) i bardzo pasującym do całości czarnym humorem (rozmowa Erlendura z patologiem, w której panowie wyrażają nadzieję, że przynajmniej po śmierci ofiara do czegoś się przyda). Dodam, że w tych momentach nadzwyczajnie sprawdza się lektor jakim jest Ferenc, który skutecznie przyczynia się do zrywania boków ze śmiechu.

Jednak, żeby oddać sprawiedliwość, momentami dialogi trącą też brakiem wyobraźni, zwłaszcza gdy autor stosuje chwyt powtarzania przez Erlendura usłyszanych odpowiedzi, co spowodowane jest jego niedowierzaniem. Lepiej byłoby zaskoczenie to przedstawić niejako od środka, poprzez wewnętrzne odczucia bohatera, którego przy okazji odbiorca mógłby lepiej poznać. Co piszę z dużym naciskiem, ponieważ W bagnie to pierwsza książka Islandczyka przetłumaczona na język polski i zarazem trzecia z cyklu w ogóle, dlatego odbiorca może poczuć się zagubiony, gdy bez pardonu zostanie wrzucony w rozbite życie głównego bohatera, do którego żona nie odzywa się od dwudziestu lat (nie wiadomo dlaczego) i który nie radzi sobie z dorosłymi dziećmi staczającymi się na dno (nie wiadomo, co to spowodowało), przy czym syna w ogóle nie widuje, a z córką ma kontakt od kieszonkowego do kieszonkowego. Rozumiem, że W bagnie to kolejna odsłona serii, jednak mimo to mam do Arnaldura żal, że nie stworzył powieści bardziej samodzielnej i przewidującej zawirowania zagranicznego rynku księgarskiego, co mógłby z łatwością osiągnąć dwoma, góra trzema akapitami, wetkniętymi w fabułę i opisującymi zaprzeszłe wydarzenia z życia bohatera.

Gdyby nie powyższe potknięcia, uznałabym W bagnie za gatunkową doskonałość. W tej powieści jest wszystko, czego wielbiciele mrocznych kryminałów splecionych z tematyką społeczną poszukują. Pozostając w sferze prozy rozrywkowej Arnaldur Indriðason uczy zaciekawiając jednocześnie. Po lekturze jego książki ręka sama chwyta za myszkę, aby sprawdzić w Sieci, czy Islandia rzeczywiście ma tak niewielką liczbę mieszkańców, a gęstość spowinowacenia zbyt wysoką na to, aby odważyć się spłodzić dziecko…

Treść: 8/10

Interpretacja: 8/10

Paulina Stoparek


[1] Więcej na temat islandzkich nazwisk i zwrotów imiennych powszechnych wśród Islandczyków pisałam przy okazji recenzowania powieści Yrsy Sigurðardóttir Niechciani.


Arnaldur Indriðason, W bagnie, przeł. Jacek Godek, czyta Andrzej Ferenc, Biblioteka Akustyczna (na licencji Grupy Wydawniczej Foksal), Warszawa 2014.

Za audiobooka dziękuję 

W 2006 roku Baltasar Kormákur nakręcił film na podstawie książki Arnaldura Indriðasona znany w Polsce pod tytułem Bagno. W postać Erlendura wcielił się Ingvar Eggert Sigurðsson.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s