Joanna Łukowska – Nieznajomi z parku

Nie dla kucharek

Do Nieznajomych w parku Joanny Łukowskiej trzeba nie lada empatii i to bynajmniej nie dlatego, że należy z wyrozumiałością pochylić się nad umiejętnościami pisarskimi autorki. Nie, tego jej nie potrzeba, gdyż pióro ma niebanalne w pozytywnym  tego słowa znaczeniu. Natomiast zdecydowanie trudniej pojąć duchowość jej bohaterów, zamkniętych w sobie, zdziwaczałych, myślących w sposób, który dla niejednego psychologa byłby twardym orzechem do zgryzienia, a jeszcze dziwniej postępujących. Pierwsze zatem, o czym należy powiedzieć o jej debiutanckiej powieści, która dzisiaj liczy już sobie dwadzieścia jeden lat[1], zabrzmi na pozór banalnie – że nie jest to książka dla każdego. A ściślej: nie dla każdego czytelnika prozy psychologicznej, nie dla każdej pożeraczki romansów, a nawet nie dla każdej romantycznej duszy.

Nieznajomi w parku to książka niełatwa co najmniej z dwóch względów – treściowego i językowego. Opowiadająca o dorosłych ludziach, których psychikę okaleczyło nieciekawe dzieciństwo, powieść Łukowskiej napisana jest może i przystępnym językiem, ale jej malarskość i przywiązanie do szczegółu wymaga nie tylko skupienia, lecz także chęci rozsmakowania się w słowach. Dlatego zdecydowanie krzywdzące będzie klasyfikowanie jej jako niewymagającej „babskiej” literatury czy porównywanie do harlequinów. Ponadto, mimo że powieść pani Joanny w oficjalnej terminowości zalicza się do pojemnego gatunku jakim jest romans, Nieznajomi mają pełne prawo mienić się również powieścią psychologiczną zanurzoną w tradycjach brytyjskiego dreszczowca, a nawet literatury gotyckiej. „To nie jest po prostu romans…”, czytamy na okładce. Istotnie, nie jest.

To, co zaczyna się znajomo (ona i on, oboje z traumami, iskra przy pierwszym spotkaniu, fascynacja i nieufność idące w parze) wraz z kolejnymi przewracanymi stronami zaczyna obrastać w studium dwóch przypadków, z których co najmniej jeden nadaje się do leczenia psychiatrycznego. I, proszę mnie dobrze zrozumieć,  moje słowa nie mają na celu wyśmiania  przedstawionych w fabule problemów czy ich szufladkowania. Ja stwierdzam fakt. W głowie głównego bohatera, Kennetha Praytona, mieszkają tak potężne demony wywołane porzuceniem przez matkę i zapatrzeniem w nią ojca, że sprawia on wrażenie bytu nienaprawialnego. Uczucie do poznanej w parku chorobliwie nieśmiałej Julii MacAlister, filtrowane przez tę swoistą psychozę, niemal od początku idzie zatem ręka w rękę z nieufnością, niechęcią, a nawet z nienawiścią. Prayton nie ufa swoim potencjalnym partnerkom dla zasady, widząc w nich alter ego matki, a jego stany depresyjne wywołane są błędną interpretacją rozmaitych kobiecych zachowań. Ergo: żeby móc związać się z takim mężczyzną, trzeba posiadać nie lada pokłady empatii, podbudowane cierpliwością.

Obie te cechy posiada Julia, niestety wykazywać się może głównie tą drugą, jako że przyczyny swoich problemów Kenneth ukrywa głęboko… A jak pomóc człowiekowi, który nie chce sobie pomóc? Jak z nim wytrzymać? Ile razy można przyjąć na klatę jego oskarżenia o wyimaginowane winy? Jego dziwactwa, chęć dominacji i potrzebę całkowitej nadrzędności? Zwłaszcza że Prayton, niczym najprawdziwszy twardogłowy samiec, uważa, że nie ma żadnego problemu, a możliwość skorzystania z pomocy terapeuty nawet nie przejdzie mu przez myśl. Co ma zrobić zakochana w nim delikatna i wrażliwa kobieta, która również została pokiereszowana przez życie? Uciec oczywiście i liczyć na to, że uczucie umrze śmiercią naturalną. Ale Julia nie ucieka, pozwalając tym samym zawiązać się książkowemu romansowi z psychologią w roli głównej, takiemu, który weźmie pod lupę uczucia bohaterów, ich pożądanie, potrzeby, oczekiwania, dzielące ich różnice, trawiące niepokoje i wszystko to, co składa się na związek, który na pierwszy rzut oka jest koszmarną pomyłką.

To określenie zresztą, „koszmarna pomyłka”, niewątpliwie pojawi się w głowie czytelnika, o ile nie będzie miał psychiatrycznego lub psychologicznego wykształcenia. Decyzyjność protagonistów Nieznajomych z parku doprawdy niełatwo jest pojąć, chociaż Łukowska dwoi się i troi, aby je przekonująco wyłuszczyć. Raczy odbiorcę retrospekcjami z trudnego dzieciństwa bohaterów, rozmowami o przeszłości, zjawiskowymi porównaniami, a także bezwstydnym niemal wżeraniem się w ich umysłowość. Trzecioosobową narrację rozdziela na dwie osobne, filtrowane przez jej i jego wrażliwość, co oczywiście bardzo pomaga w odbiorze, ale konia z rzędem temu, kto pojmie w pełni rozumowanie Julii i Kennetha. Podobnie jak temu, kto jednoznacznie określi, czy autorka pisząc powieść głęboką niczym studnia nie do końca jej problematyce podołała, czy też było jej zamiarem stworzenie nastroju niedookreślenia i przedstawienie skomplikowanych emocji jako stanów indywidualnych dla konkretnej jednostki, której drugi człowiek nigdy w pełni nie pojmie.

W obronie autorki warto zaznaczyć, że niedookreślenie wydaje się całkiem niezłym tropem, w końcu miejsce akcji Nieznajomych też jest – jak dusze bohaterów – niezidentyfikowane. Można się domyślać, że City to centrum stolicy, może Londynu, i że rzecz dzieje się współcześnie, ale w momencie wyjazdu bohaterów do wiejskiej posiadłości Kennetha, odbiorca ma wrażenie przeniesienia się wstecz o wiek. Zresztą, fragmenty opisujące stare domiszcze ze wszystkimi jego tradycyjnymi komponentami są jednymi z najlepszych. Można się w nich dopatrzyć – a także w zalęknionej Julii zwiedzającej nocami liczne pokoje i zakamarki – cech powieści gotyckiej i klimatycznego dreszczowca spod znaku Rebeki Daphne du Maurier. Duch wyrodnej matki Kennetha jest wyczuwalny niczym wspomnienie tytułowej nikczemnej zmarłej żony z klasycznej powieści Brytyjki, przez co trudno się oprzeć wrażeniu, że jego działanie mimo upływu lat istotnie może mieć tak potężny wpływ na bohatera.

Generalnie rzecz biorąc Łukowska, gdy ukocha sobie jakiś obraz, czy to domu, czy konkretnego pomieszczenia, czy człowieka uchwyconego w ważnym momencie życia – jest zjawiskowa! Czytając Nieznajomych będziemy mieć przed oczami zarówno klimatyczną kuchnię z poczciwą korpulentną gospodynią gotującą w niej obiad, jak i pierwszy pocałunek pary bohaterów, ekscentryczną galerię, w której pracuje Julia wraz z przyjaciółką, jak i kobietę karmiącą piersią dziecko. Ten szczegół macierzyństwa zresztą, otoczony chmurą zmysłowości, jaką wydziela młoda matka, z której sutka spływa mleko, opisany jest w sposób wyjątkowo piękny i niezwykle podniecający. Łukowska umie pisać seksownie, a jednocześnie bez ordynarności, co bez wątpienia jest wyznacznikiem lepszego gatunkowo romansu.

Romansu, którego konwencjom autorka ulega także w sensie komercyjnym, tak aby czytelnik o mniej wyrafinowanych gustach mógł się w nim odnaleźć. W Nieznajomych napotkamy zatem znamienne dla romantycznych fabuł schematy postaci stojących na drugim planie (troskliwy, choć nieco rubaszny stryjek; energiczna i pyskata przyjaciółka, która jest kontrastem dla głównej bohaterki etc.), dowcipne dialogi, które są oddechem od psychologizowania, a treściowo wnoszą niewiele, czy przewidywalne zwroty akcji, jak załamanie zdrowia jednej z postaci. Ckliwość też jest obecna. Jednak te mainstreamowe komponenty z nawiązką równoważą psychologiczne utrudnienia i – co zaznaczę raz jeszcze, bo autorka na to zasługuje – piękny, świadomy styl, dlatego z czystym sumieniem polecam Nieznajomych z parku wrażliwym i wymagającym czytelnikom. Mogą być spokojni – powieść Łukowskiej to nie tak zwany romans dla kucharek.

6/10

Paulina Stoparek


[1] Recenzuję kolejne wydanie, odświeżone. Powieść po raz pierwszy trafiła do czytelników w 1994 roku nakładem wydawnictwa Almapress. Autorka posługiwała się wówczas pseudonimem Joan Bowen.


Joanna Łukowska, Nieznajomi z parku, Sumptibus, Poznań 2014.

Za książkę dziękuję wydawnictwu

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s