Alice Munro – Kocha, lubi, szanuje…

Munro_Kocha_m

Zwykli piękni ludzie

„Autorka wypełnia przestrzeń między ‘kocha’ a ‘szanuje’ wielością odcieni uczuć i relacji”, czytamy na okładce wznowionego przez Wydawnictwo Literackie tomu opowiadań Alice Munro. I prawdę powiedziawszy, trudno jest przebić to jedno zdanie, ilustrujące sedno charakteru miniatur ze zbioru Kocha, lubi, szanuje…, trafniejszym podsumowaniem. W przypadku twórczości kanadyjskiej pisarki bowiem o to właśnie chodzi – o ukazanie rozmaitych emocji, jakie mogą stać się udziałem człowieka.

Człowieka zwykłego, szarego, nierzadko z prowincji i pozornie tylko spełnionego w życiu: młodej żony i matki, której tradycja podziału ról społecznych wmówiła, że osiągnęła już wszystko, o czym może marzyć kobieta; nastolatki odkrywającej własną seksualność; przykładnego na pozór męża, w rzeczywistości nader chętnie korzystającego z uroków innych pań; twardogłowego nauczyciela, którego nie stać na szczyptę dyplomacji; niezbyt urodziwej starej panny, która nieoczekiwanie dla siebie samej postanawia zmienić swoje życie o 180 stopni… Tacy są właśnie bohaterowie skreśleni piórem Munro. A jacy oni wszyscy ludzcy, mięsiści, jacy piękni! Piękni własnym człowieczeństwem. I mimo swej zwykłości jakże tajemniczy i niejednoznaczni. Autorka dobrze wie, jak stopniować napięcie i sprawić, żeby czytelnik miał ciastko i jednocześnie mógł je zajadać, ponieważ informacje na temat swoich bohaterów dozuje niczym klepsydra piasek. Opowieści o nich zaczyna bez pardonu, często wrzucając czytelnika w wir wydarzeń, a następnie cofa się do przyczyn zaistniałych faktów z życia postaci, które właśnie stanęły na życiowym rozdrożu albo wkroczyły na nieznaną sobie dotąd ścieżkę. A to z kolei wyzwala w nich cechy dotąd ukryte, podświadome, wywołuje niespodziewaną dla nich do tej pory decyzyjność. Bohaterowie zaskakują sami siebie, a w konsekwencji i czytelnika.

Wspomniałam o rozdrożach życiowych bohaterów. W przypadku wyciągnięcia swoistej średniej z tomu Kocha, lubi, szanuje… wydaje się to najlepszym tropem. W zbiorze znajdziemy bowiem opowieści o ludziach, w których życiu następuje załamanie dotychczasowych wartości albo stanu rzeczy, do którego przywykli. Niekontrolowany wybuch uczuć w statecznej dotąd mężatce, śmierć wieloletniego towarzysza życia, niespodziewane zniknięcie ukochanej siostry, nagła utrata zdrowia – to tylko kilka przykładów. Każde z wytrącających z równowagi wydarzeń autorka przybliża niespiesznie i detalicznie, stając się niejako patologiem na żywo robiącym sekcje ludzkim emocjom: wielobarwnym, migotliwym i bardzo złożonym. Przy czym dodać należy, że umysłowość jej bohaterów działa na pełnych obrotach, ponieważ w wyniku czy to zbiegu okoliczności, złośliwego żartu, uśmiechu losu, czy tragedii – stają przed możliwościami zmian dotychczasowych wariantów swoich żywotów. W konsekwencji czego gros stron Kocha, lubi, szanuje… to rozważania za i przeciw, snucie domysłów i wyobrażanie sobie tego, co możliwe, że czeka po drugiej stronie…

Munro nie wystawia recepty na jedyną słuszną drogę, jej bohaterowie okazują się niespodziewanie śmiali lub tchórzliwi, zostają przy wpojonych im wartościach lub je łamią. Ale zawsze – ZAWSZE – myślą swoje, chociaż niekoniecznie dzielą się tym z bliskimi. Czy to dzięki narracji pierwszoosobowej, czy za sprawą wszystkowiedzącego narratora, poznajemy ich dusze i nieoczywiste charaktery. Nieoczywiste, ale z obowiązkowym składnikiem charakterystycznym dla rodzaju ludzkiego – egoizmem. Kanadyjska pisarka nie stara się mamić czytelnika czy utrzymywać go w przekonaniu, że człowiek to poczciwe stworzenie. Nie. Ta mądra, doświadczona przez życie kobieta, która tom Kocha, lubi, szanuje… wydała jako siedemdziesięciolatka, najwyraźniej pozbawiona jest złudzeń co do ludzkiej dobroci, uczciwości czy bezinteresowności. Każdy z jej bohaterów czegoś chce albo na coś liczy i każdy z nich zastanawia się, czyje szczęście, naiwność czy nieświadomość należy narazić lub wykorzystać, aby osiągnąć swój cel. I nierzadko to robi.

Przy czym tych cudownie ludzkich egoistów odnajdziemy na stronach tomu w liczbie większej niż ilość opowiadań, których jest dziewięć. Niezwykłe w twórczości Munro jest to, że na przestrzeni jednej literackiej miniatury nierzadko zbiera dwie, trzy opowieści i gros postaci z różnych pokoleń, po których sylwetkach niby przemyka, a jednocześnie pozwala im namacalnie zaistnieć i zmienić tor losów bohatera, którego przywykliśmy odbierać jako pierwszoplanowego. Czy jest to zmarła matka wspominana przez córkę (stały lejtmotyw w twórczości Kanadyjki), obiekt młodzieńczej miłości sprzed lat czy złośliwa córka sąsiadów – ich oddziaływanie niekiedy okazuje się decydujące. Przy czym Munro nie zawsze ukazuje skutki tych decyzji, równie często jak puentami kończąc swoje opowieści w sposób otwarty. Jakkolwiek jednak je finalizuje – nigdy nie ocenia swoich bohaterów. Nawet gdy rzuca im kłody pod nogi albo dopingująco klepie po plecach, pozostaje neutralna, wręcz anonimowa. Rozkładając na części pierwsze ich psychikę nie wyjawia własnych przekonań – niezwykłe.

Chociaż nie, jedno za sprawą Kocha, lubi, szanuje… Munro o sobie chyba jednak mówi. Mianowicie to, że sceptycznie podchodzi do stałości wszelkich związków międzyludzkich: cielesnych, duchowych, rodzinnych, przyjacielskich, małżeńskich. Noblistka A.D. 2013 nie boi się poruszać bolesnych, nie dla każdego zrozumiałych tematów, jak zdrada partnera czy porzucenie własnych dzieci. Nigdy jednak nie podchodzi do nich w sposób płytki czy próbujący ukazać dane zdarzenie od sensacyjnej czy tabloidowej strony. Munro, wchodząc w głowy rozmaitej maści bohaterów, zastanawia się nad powodami ich decyzji, robiąc przestrzał przez wielowarstwowe pokłady wrażliwości. Precyzyjnie dobiera słowa i stara się unikać konkretyzowania konsekwencji z nich [decyzji] płynących. Lubi zostawiać swoich bohaterów zatrzymanych niczym ptaki w locie albo ukazywać ich już po odbytej podróży w nieznane, ale dla odmiany z dystansu. Rolą czytelnika jest dopowiedzieć sobie resztę, to, co w ich życiu się zmieniło, czy odmiana okazała się warta ryzyka lub czy pogodzili się z trwaniem w tym, co bezpieczne, a niekoniecznie inspirujące.

Kocha, lubi, szanuje… to nietuzinkowa i nieoczywista lektura, łącząca frapująco opisany szczegół z ulotnością chwili. To, jak czytamy w opowiadaniu Meble rodzinne, „bardziej chwytanie czegoś w powietrzu niż budowanie historii”. Przy czym warto dodać, że to chwytanie sprawia wrażenie nad wyraz świadomego, a raz złapany wątek nie dość, że już się nie wyrwie na wolność, to na dodatek zostanie rozczłonkowany i prześwietlony. Bez niezdrowej ciekawości, za to z nieskrywaną pasją. Pasją przybliżania czytelnikom rozmaitych składowych człowieczeństwa.

8/10

Paulina Stoparek


Alice Munro, Kocha, lubi, szanuje…, przeł.: Jadwiga Jędryas, Tina Oziewicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015.

Za książkę dziękuję 

Tekst ukazał się na portalu Noir Cafe pod adresem: http://www.noircafe.pl/alice-munro-kocha-lubi-szanuje/.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s