Ziarno prawdy

ziarno

Szacki dla niewtajemniczonych

Stało się to, czego się obawiałam, ale nie mogłam się oprzeć, aby nie sprawdzić na własnej skórze, czy rzeczywiście jest tak, jak było do przewidzenia. O co chodzi? O ekranizację Ziarna prawdy (2015) w reżyserii Borysa Lankosza, o to, że okazała się gorsza od literackiego pierwowzoru. Nie tyle kiepska jako film, ale nie tak wybitna jak książka. Wniosek z tego wypływa dość oczywisty: Ziarno w formie filmowej zapewne przypadnie do gustu tym, którzy nie znają geniuszu pióra Zygmunta Miłoszewskiego, natomiast u tych bardziej świadomych pozostawi niedosyt.

Ziarno prawdy to powieść dzięki której jej autor ugruntował swój status cudownego dziecka polskiego kryminału. Nie licząc momentami bezwstydnego wręcz bazowania na schematach gatunku – co jednak trudno potępiać, skoro taką literaturę uprawia – drugim tomem trylogii o prokuratorze Szackim pan Zygmunt nie tylko otarł się o geniusz, lecz także idealnie wpasował się w potrzeby współczesnego czytelnika. Czerpiąc pełnymi garściami z popkultury, poruszył gros narodowych bolączek. Przystępność przekazu połączył z istotnym, nierzadko krytycznym głosem w sprawie Polski i polskiego społeczeństwa. W konsekwencji posypał się nań grad twardogłowej krytyki zarzucający mu antypolskość, co zawczasu zgrabnie odparował, zamieszczając w powieści „wykład” na temat słowa „żółć”, tak często mającego zastosowanie charakterologiczne wśród krajan. Przy czym czytelnicy o chłonnych umysłach i świadomi narodowych przywar  z Ziarnem prawdy pozarywali noce i przepadli całkowicie. Wiem, o czym piszę. Sama do tych czytelników należę.

Barbara Sobieraj (Magdalena Walach) i Teodor Szacki (Robert Więckiewicz), czyli emocje kontra analityczny chłód.

Uczyniłam powyższy wstęp po to, aby uzmysłowić niezaznajomionym z literaturą Miłoszewskiego odbiorcom jej istotę i fenomen, ów mainstream czystej wody połączony z żywą agitacją, zgrabne pióro zespolone z momentami piekielnie siarczystą kpiną. Chciałam uczulić, dlaczego oczekiwania wielbicieli prozy pana Zygmunta, w tym i moje, były tak ogromne, i dlaczego na datę premiery filmu Lankosza czekaliśmy tyleż z niecierpliwością, co lękiem. I nie, wcale nie chcę dawać do zrozumienia, że pewnych dzieł nie powinno się tykać. Jestem świadoma praw, jakimi rządzą się bestsellery i nie zamierzam z nimi walczyć.

Poza tym, co już zostało powiedziane, ekranizacja Ziarna nie jest filmem złym. Wręcz przeciwnie, że pozwolę sobie zacytować redakcyjnego kolegę, Jacka Naporę, „taki kryminał w Polsce to jak łosoś w barze mlecznym”. W czym więc tkwi problem? Na pewno nie w oprawie muzycznej autorstwa Abla Korzeniowskiego – nęcącej i zarazem męczącej, łączącej w sobie elektronikę i twardą klasykę, nowoczesność i staroświeckość, tak świetnie współgrające z fabułą – i nie w pomysłowej, zręcznie zrealizowanej, chociaż niekoniecznie smacznej animowanej czołówce z wynaturzonymi Żydami i mordem rytualnym w rolach głównych. Największe błędy ekranizacji Ziarna tkwią bowiem w scenariuszu i doborze aktorów.

Niemal na starcie rzuca się w oczy natrętne odosabnianie poszczególnych scen produkcji, czyniące fabułę niekoniecznie zrozumiałą dla tych, którzy książki nie znają. Na papierze Miłoszewski, obok snucia nietuzinkowej intrygi, potrafił wejść w głowę poszukującego prawdy Szackiego, w jego traumy i natręctwa. W filmie tego nie ma, w konsekwencji czego postępowanie bohatera jest niejasne. Za pomocą choćby nachodzących na siebie obrazów, następujących po zaciśnięciu przez bohatera oczu, można by z grubsza jego sposób myślenia przedstawić. Niestety, scenarzyści, czyli Lankosz i – tak! – sam Miłoszewski, postanowili zrównoważyć je ujęciami prokuratora (Robert Więckiewicz) udającego zamyślenie. A to za mało, to nie oddaje owych „klików” następujących po sobie w umyśle Szackiego. To jest, mówiąc dosadniej, pójście na łatwiznę.

Wielka szkoda, że scena z szefową Misią (Iwona Bielska) była tylko jedna. Potencjał komiczny tej postaci jest ogromny.

Wielka szkoda, że scena z szefową Misią (Iwona Bielska) była tylko jedna. Potencjał komiczny tej postaci jest ogromny.

W ramach krytyki scenariusza Ziarna należy także wspomnieć o dialogach, tych słynnych już „wystrzałach z pistoletu”, z których zasłynął pan Zygmunt. Skrypt w znacznej mierze skopiował je z powieści, co popsulo nieco odbiór całości, która sprawia wrażenie papierowej właśnie, a nie ekranowej. Scenariusz w duchu Miłoszewskiego napisany wespół z Miłoszewskim – tak miało być. Scenariusz na podstawie książki bez elastyczności robiącej ukłon w stronę medium filmowego – tak wyszło. Szermiercze potyczki na słowa, to co było symbolem napiętych stosunków na linii chłodny skurczybyk Teodor Szacki vs emocjonalnie związana z osobą zamordowanej Barbara Sobieraj, w filmie wypadły jak uderzenia ostrzem na oślep i nienaturalnie. Nic dziwnego zresztą, skoro dialogi skreślone piórem Miłoszewskiego ze swoją ciętością bardziej nadają się do radiowego słuchowiska lub na deski teatralne i poważnie mogą być odebrane głównie wtedy, gdy widz musi się mocno zaangażować, aby dopowiedzieć sobie resztę, a nie wówczas, gdy oprócz słów bombardują go odgłosy tła, oprawa muzyczna, a nawet tłumy przekrzykujących się dziennikarzy siedzących Szackiemu na ogonie.

Dariusz Jakubowski, czyli Szacki jak malowany.

Dariusz Jakubowski, czyli Szacki jak malowany.

Szackiemu, czyli Więckiewiczowi. Jednemu z najlepszych aktorów, jacy stąpali po polskiej ziemi, ale do roli wychudzonego, siwowłosego, coraz bardziej zmęczonego życiem prokuratora o szlachetnej twarzy nijak niepasującego. Ktoś może zarzucić mi w tej chwili czepianie się na siłę, no bo jakże to tak, krytykować pana Roberta, który potrafi zagrać wszystko. To prawda, potrafi, i w roli superinteligentnego stróża prawa się sprawdza. Jednak, powiedzmy sobie szczerze, który z widzów odebrał go jako zabiedzonego i nerwowego urzędniczynę z problemami osobistymi przyprawiającymi go niemal o depresję?  No właśnie, cała fizyczność Więckiewicza temu przeczy. Było zatrudnić Dariusza Jakubowskiego panowie twórcy – efekt byłby zapewne lepszy. Zdaniem fanów książki oczywiście, bo ci jej nieznający z przyklaskiem udali się do kin, by zobaczyć pana Roberta na dużym ekranie.

Niestety, scenariusz zaingerował także w powieściowe bohaterki, w sensie nakazał im wymienić się pałeczką pierwszeństwa. Błąd! Nie skryptowy co prawda, bo zamiana ta okazała się niegłupia – mniej siły sprawczej Barbary, więcej działania Klary – lecz tyczący się obsadzenia ról. Przy czym nie mam zastrzeżeń do Magdaleny Walach (Barbara) jako aktorki, mogę jej jedynie współczuć, że scenariusz ograniczył jej rolę na rzecz nieprzekonującej Aleksandry Hamkało (Klara). Natrętne cedzenie poszczególnych kwestii przez młodą kochankę Szackiego wypadło dziwacznie. Rozumiem, że miało to naświetlić ją jako kobietę wrażliwą, która w wyniku odtrącenia przez ukochanego przybiera pozę tak zwanej suczy, ale niestety wypadło to karykaturalnie. Filmowa Klara jest okropna, do wycięcia, do całkowitego przetransformowania.

Krytykuję i pluję się niemal, a przecież Ziarno widzom się podoba. I wydaje mi się, że rozumiem dlaczego. Film Lankosza ma sugestywne tło i ciężki klimat bazujący na poetyce noir , którego doprawdy nie można by w bardziej „miłoszewski” sposób oddać. W scenach w zamknięciu przeważają ciemne kadry, w których nierzadko pojawiają się szczątkowe oświetlenie dyskretnej lampy, bibeloty i stare księgi. W ujęciach plenerowych widzimy mroczny, bardzo passé Sandomierz niemal w twarz śmiejący się tym, którzy wierzą w jego dobroduszny urok rodem z Ojca Mateusza. Depresyjnie i złowieszczo brzmią miniwykłady rozmaitych postaci dotyczących rodzimego – a sandomierskiego zwłaszcza – antysemityzmu. To wszystko, razem ze wspomnianą muzyką, tworzy kapitalny anturaż, bardzo tajemniczy i zwiastujący tragedię, idealny dla kryminału, w którym współczesność chwiejnie piętrzy się na podgniłej przeszłości. Śmiałym pomysłem, który w pełni się obronił, było wykorzystanie w punkcie kulminacyjnym fabuły narracji pierwszoosobowej, symulującej ogląd wydarzeń oczami Szackiego, natomiast w jej [fabuły] całościowym odbiorze i zrozumieniu rozwiązania zagadki świetnie wypadają niby od niechcenia rzucane tropy, z marionetką Żyda na czele. No i nie można nie pochwalić rewelacyjnej gry aktora wcielającego się w rolę mordercy, którego nazwiska celowo nie podaję, aby nieświadomym prawdy nie psuć niespodzianki.

Trela perfekcyjny, Walach poprawna, Hamkało (pośrodku) do wymiany.

Na koniec wspomnę jeszcze o figlarnym mrugnięciu okiem w kierunku ekranizacji pierwszego tomu o Szackim, czyli Uwikłania (2011) Jacka Bromskiego. Produkcja ta, szeroko krytykowana z powodu zmiany prokuratora na panią prokurator, zostaje w Ziarnie prawdy przywołana za sprawą głosu byłej żony głównego bohatera. Nadstawcie uszu, gdy w kawalerce Szackiego rozdzwoni się telefon i bez skrępowania pozwólcie sobie na uśmiech. A mnie nie bierzcie za złe tej nieco rozdymanej, pełnej nawiązań do literackiego oryginału, recenzji. Ja serio czczę Miłoszewskiego jako pisarza, a ta konkretna jego powieść jest moją ulubioną. Ergo: nie wiem, czy z jakiegokolwiek jej przeniesienia na ekran byłabym zadowolona. Zazdroszczę tym, którzy zachwycili się filmem, a teraz przeczytają książkę. W tej kolejności poznawania zapewne odebrałabym go przychylniej i swoją oceną widoczną poniżej po części daję temu przypuszczeniu wyraz.

6/10

Paulina Stoparek


Ziarno prawdy, 2015, prod. Polska, reż. Borys Lankosz, scen. Borys Lankosz i Zygmunt Miłoszewski na podstawie powieści Miłoszewskiego o tym samym tytule, wyst.: Robert Więckiewicz, Magdalena Walach, Jerzy Trela i in.

Za seans dziękuję images

Zdjęcia pochodzą z materiałów prasowych.

Tekst ukazał się na portalu Noir Cafe pod adresem: http://www.noircafe.pl/ziarno-prawdy-2/.

Advertisements

One thought on “Ziarno prawdy

  1. Pingback: Zygmunt Miłoszewski – Gniew | MOONBLOGER

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s