Dzika droga

wild

Odnaleźć siebie

Je­an-Mar­c Vallée najwyraźniej wziął sobie do serca dekonstruowanie amerykańskich mitów i po rozpracowaniu tematu „sam przeciw wszystkim” w udanym Witaj w klubie (Dallas Buyers Club, 2013), zabrał się za opowieść o jednostce skłóconej z życiem i próbującej uporać się z własnymi demonami. Podobnie jak w przypadku zeszłorocznego filmu jego autorstwa, Dzika droga (Wild, 2014) również jest opowieścią z życia wziętą, a Reese Witherspoon wciela się w niej w Cheryl Strayed, pisarkę i eseistkę, która na szlaku Pacific Crest Trail postanowiła odszukać samą siebie i przywrócić swojemu życiu cel. Ogromny wysiłek fizyczny, mało zróżnicowana dieta, skutkująca utratą wagi, krwawe otarcia, pęcherze na stopach i odpadające w wyniku przebycia tysięcy kilometrów paznokcie – to cena jaką zapłaciła. Nagrodą okazał się spokój wewnętrzny i uporanie się z traumą po śmierci matki, z rozpadem małżeństwa oraz depresją, z którą nieudolnie próbowała sobie poradzić narkotyzując się i uciekając w seksoholizm.

Filmową Strayed – której nazwisko w języku angielskim, nadane sobie zresztą przez nią samą, oznacza „bezpańską”, „zabłąkaną” – zastajemy w momencie przygotowywania się do podróży. Widz, który nie zna biografii Cheryl, nie od razu jest świadom duchowych przyczyn planowanego przez nią przedsięwzięcia, jednak filmowi od początku będzie towarzyszyło wrażenie – być może za sprawą udręczonego i jednocześnie zdeterminowanego wyrazu twarzy bohaterki – że protagonistka nie odbywa jej w celu stricte turystycznym. Psychologiczny aspekt podróży będzie odkrywany stopniowo, a jego poszczególne elementy, nierzadko ukazywane na podobieństwo błysków wspomnień, widz będzie musiał samodzielnie złożyć w całość. Dzika droga nie jest filmem podającym wszystko na tacy, a wspomnienia protagonistki nie są ani linearne, ani chronologicznie ułożone. Zatem, mimo swojej prostoty i snucia opowieści jakie przecież kinu nie są obce – że wspomnę Wszystko za życie (Into the Wild, 2007) Seana Penna czy Prostą historię (The Straight Story, 1999) Davida Lyncha – film Kanadyjczyka urzeka tym, czego nurtowi filmu drogi, z którym jego dzieło niewątpliwie flirtuje, zwykle brak – mianowicie przybliżeniem zjawiska, jakim jest strumień świadomości.

Estetyka, którą na użytek tego tekstu pozwolę sobie nazwać strumieniową, została osiągnięta w pozornie prosty sposób: za pomocą nakładania się na siebie wypowiadanych przez bohaterkę urywków zdań, snucia nieuczesanych myśli, nucenia współgrających z jej aktualnymi emocjami szlagierów (Cohena, Springsteena, The Clash, z muzycznym lejtmotywem El Condor Pasa śpiewanym przez duet Simon & Garfunkel na czele), zwracania się w głowie do ich wykonawców, z którymi w danym momencie Cheryl odczuwa duchowe zespolenie, a także poprzez ukazanie retrospekcji, dzięki którym poznajemy przyczyny jej aktualnego samopoczucia. Nie bez przyczyny napisałam, że zestawienie tego wszystkiego jest tylko pozornie proste, ponieważ taki zabieg wymaga nie lada wyczucia, zarówno w kwestii montażu obrazu jak i dźwięku. Melodie, nucenia, myśli bohaterki, a nawet czytane przez nią wiersze, w zaskakujący, a jednocześnie jakże naturalny dla emocjonalnego rozedrgania sposób nachodzą na siebie, a obrazy z przeszłości płynnie uzupełniają się z zamyślonym, teraźniejszym dla fabuły wyobrażeniem Strayed, ułatwiając widzowi utożsamianie się z bohaterką, które im dalej w las, tym mocniej zapuszcza korzenie w jego duszy. W wyniku tego zabiegu finał Dzikiej drogi, mimo że pozbawiony wyrazistej puenty, satysfakcjonuje. Przy czym satysfakcja ta nie wypływa z pełnego zrozumienia duchowej metamorfozy bohaterki, ale z odczucia przelewających się przez nią emocji, które odbiorca współodczuwa w trakcie seansu.

Obok ścieżki dźwiękowej i estetyki strumieniowej, w filmie Valléego urzeka też komizm, subtelnie nakreślony na co najmniej kilku umownie zarysowanych poziomach, takich jak: drobna, delikatna kobieta i jej ogromny plecak, jednostajna owsiankowa dieta i jej skutki, dama w trasie i czyhające na nią niebezpieczeństwa czy mówienie do samej siebie odbierane jako objaw zdziwaczenia. Przy czym humorystyczny efekt nie byłby tak wysmakowany i eteryczny, a mimo to całkowicie wystarczający, by prychnąć śmiechem, gdyby nie Witherspoon, która świetnie odnajduje się przed kamerą w pojedynkę, sprawiając, że ogląda się ją z największą przyjemnością. Nie z powodu jej walorów fizycznych jednak, które – jak przystało na film kontemplacyjny z uciążliwą podróżą na pierwszym planie – poprzez odpowiednią charakteryzację i zgrzebny strój, zostały utemperowane. Świadomość aktorska tej dziewczyny z Luizjany to zdecydowanie coś więcej niż błękit oczu i zgrabne nogi. Patrząc na Witherspoon mamy nieodparte wrażenie zespolenia się w niej dystansu do siebie jako konkretnej osoby ze ścisłym dopasowaniem się do granej postaci. Zupełnie jakby jej filmowe bohaterki były ważniejsze od niej samej, jakby jej fizyczność nie tyle naginała się na potrzeby danego filmu, co była taką w danym momencie jej życia. Trudno określić z czego to wszystko wypływa, więc nawet nie będę się starała tego fenomenu analizować. W każdym razie, po seansie Dzikiej drogi nie ma wątpliwości, że jej decyzja wykupienia praw do ekranizacji książki Strayed była jak najbardziej słuszna, a zobaczenie siebie samej w skórze autorki okazało się nie być złudzeniem.

Dzika droga na pierwszy rzut oka nie jest filmem tak atrakcyjnym jak Witaj w klubie. Brak w niej siarczystych dialogów, sympatycznego kombinatora w postaci głównego bohatera i licznych zwrotów akcji. Jednak w moim mniemaniu jest obrazem lepszym niż zeszłoroczny zgarniacz nagród za role męskie, który – jakby nie było – wzniosły temat przemycił za pomocą typowo hollywoodzkiego, mainstreamowego skryptu. W porównaniu z poprzednim filmem Kanadyjczyka, Dzika droga jest o wiele bardziej wyciszona i mimo że jest to opowieść o kobiecie, sprawia wrażenie mocno osobistej i autorskiej. Zupełnie jakby Vallée poczuł się na tyle pewnie jako artysta, aby nie musieć robić wygibasów pod komercyjnego widza. I jeśli istotnie tego rodzaju śmiałość nim kierowała, to udowodnił, że faktycznie nie musi.

8/10

Paulina Stoparek


Dzika droga, 2014, prod. USA, reż. Jean-Marc Vallée, scen. Nick Hornby na podstawie autobiograficznej książki Cheryl Strayed Dzika droga. Jak odnalazłam siebie, wyst.: Reese Witherspoon, Laura Dern i in.

Za seas dziekuję images

Tekst ukazał się na portalu Noir Café pod adresem: http://www.noircafe.pl/dzika-droga/.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s