Tove Alsterdal – Grobowiec z ciszy

GROBOWIEC_Z_CISZY

Naturalnie piękna

Moda na nordycki kryminał trwa. A ma się tak dobrze, że powieści z zaledwie delikatnymi kryminalnymi naleciałościami, wydawcy i patroni medialni często oficjalnie zaliczają do tegoż nurtu, kusząc czytelnika taką, a nie inną fabularną wizją. Tymczasem w przypadku Tove Alsterdal i jej drugiej powieści, Grobowiec z ciszy, mija się to z celem, ponieważ autorka stara się zawrzeć w niej wszystkiego po trochu, począwszy od powieści społeczno-obyczajowej, poprzez historyczną, a na sadze rodzinnej skończywszy. Kryminał też w niej znajdziemy, z tym że zdecydowanie nie przewodzi on reszcie. Powiem nawet więcej – jest zbędny. Zbędny, bo Alsterdal wyraźnie pewniej czuje się w obserwacjach konkretnych środowisk i analizowaniu umysłowości swoich bohaterów, niż w tworzeniu opowieści „z dreszczykiem”.

Szwedzka pisarka jest nie lada opowiadaczem, zaangażowanym, pełnym serca dla tego, co postawiła sobie za cel przybliżyć czytelnikowi. Główną oś fabularną umieściła w małej wiosce na północy, hen za kołem podbiegunowym, i od pierwszych akapitów można poznać, że wie, o jakim miejscu pisze, o jakiej społeczności i prawach nią rządzących. Śnieg aż skrzypi pod nogami, warunki pogodowe opisane są co do stopnia Celsjusza, a dobroduszność mieszkańców osady Kivikangas wymieszana z nieufnością do miastowych jest tyleż zabawna, co zrozumiała. To właśnie tu, goniona wątpliwościami i ciekawością jednocześnie, zawita Katrine, szwedzka dziennikarka mieszkająca w Londynie. Okaże się, że jej poważnie chora matka ma tutaj dom, na którego temat nigdy wcześniej nie pisnęła ani słowem. Anonimowy kupiec jest gotów nabyć go za ogromna sumę, którą sukcesywnie kusząco podwyższa. Przy czym pólnocnoszwedzka „posesja” zdecydowanie nie jest warta tych pieniędzy. Gdzie zatem tkwi haczyk?

Strzałem w dziesiątkę okazało się uczynienie głównej bohaterki dziennikarką z nosem wyczulonym na niuanse z pozoru banalnych spraw, na dodatek bezrobotną (więc taką, która ma czas), żyjącą z godnej londyńskiej odprawy (więc jeszcze mającą pieniądze na dalekie podróże), a na dodatek związaną osobiście z miejscem, do którego się wybiera (zatem jej ciekawość wypada bardziej naturalnie); wątpiącą w sens swojego obecnego stylu życia i związku z mężczyzną (a więc traktującą wyjazd w nieznane również jako swojego rodzaju poszukiwanie siebie), ale wrażliwą i pełną duchowego rozedrgania. Krótko mówiąc, na potrzeby Grobowca z ciszy Alsterdal stworzyła bardzo przemyślaną postać współczesnego poszukiwacza rozmaitych prawd. Poszukiwacza, który na ślad zbrodni natrafi przypadkiem, a jej tajemnicę odkryje niejako przy okazji.

A wydawać by się mogło, że kryminał będzie przewodził poszukiwaniom Katrine i pozostałym wątkom powieści. Prolog zapewnia to, co wielbiciele nordyckiej prozy kryminalnej lubią najbardziej: opis nadwerężonej skrajnymi emocjami psychiki przyszłej ofiary, kroki zabójcy rozlegające w nocy na ośnieżonym podwórzu, drobiazgowy opis surowych warunków przyrodniczo-pogodowych, które potęgują niepokój czytelnika… Aż włoski stają na karku! Alsterdal wybornie bawi się konwencją, jednak w trakcie przewracania kolejnych stron… stopniowo, lecz nieubłaganie odbiera odbiorcy nadzieje na lekturę kryminału „pełną gębą”. Trudno sprecyzować, w którym momencie zaczyna odsłaniać swoje karty. Dla jednych będzie to chwytający za gardło moment, w którym Katrine odwiedza chorą matkę na oddziale geriatrycznym, co daje początek jej wewnętrznemu przewartościowaniu; dla innych – nieodzowne w opowieściach z poszukującym bohaterem w roli głównej „po nitce do kłębka”, w przypadku Grobowca objawiające się niekończącymi się rozmowami z prostodusznymi mieszkańcami Kivikangas, a także z nieufnymi, napęczniałymi od posowieckich kompleksów Rosjanami (bo za wschodnią granicę też przyjdzie dziennikarce pojechać, co z kolei zaowocuje mariażem z powieścią o rasowym zacięciu historycznym).

W chwili wjechania na obyczajowo-historyczne tory, Alsterdal nabiera swobody, zupełnie jakby porzucając modny gorset kryminału nareszcie zaczerpnęła głębokiego oddechu. Co prawda powieść staje się wówczas trudniejsza w lekturze – zapewne przez pełniejszą jej odautorskość i swoisty strumień świadomości przepływający przez umysł coraz bardziej rozemocjonowanej i zaskoczonej efektami swych poszukiwań Katrine, który odbija się na składności narracji – jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie po to autorka zaczęła ją pisać, aby się tymi zszarganymi nerwami bohaterki i poruszającymi faktami z życia jej rodziny z odbiorcą podzielić. Tak, to o to od początku chodzi, a nie o zagadkową śmierć słynnego ex-narciarza, który zakończył żywot jakby na silę widowiskowo, z rozłupaną przez siekierę czaszką.

Niestety, zapewne w celu przypodobania się czytelnikowi łaknącemu mainstreamu, Alsterdal zaoferuje jeszcze kilka trupów, a strzelbie Czechowa, i tej dosłownej zresztą też, pozwoli wypalić. Piszę „niestety” nie dlatego jednak, że gardzę literaturą kryminalną – o czym osób czytających regularnie moje teksty z pewnością nie muszę przekonywać – ale z powodu zaobserwowania faktu, że właśnie w tych przejściach miedzy kryminałem a powieścią obyczajową, historyczną czy społeczną Grobowiec staje się niespójny. Co prawda Szwedka świetnie tuszuje niedoskonałości własnych pomysłów esencjonalnymi opisami klimatycznych podbiegunowych terenów i niemal namacalną charakterystyką emocjonalnych wibracji bohaterki, ale mimo niewątpliwych umiejętności nie ustrzega się kilku akapitów, które w swym skręceniu na powrót ku kryminałowi wydają się niezgrabne i natarczywe.

Grobowiec z ciszy to literatura, której bliżej do rzeki buzującej pod skorupą lodu, o której Alsterdal tak pięknie pisze, niż do tłumnie odwiedzanego basenu z sympatycznie ciepłą wodą, za który momentami pragnie uchodzić. Nie ma się co nadymać i małpować „kryminalnych” kolegów po piórze, pani Tove. Jest pani piękniejsza, gdy nikogo i niczego nie udaje.

7/10

Paulina Stoparek


Tove Alsterdal, Grobowiec z ciszy, przeł. Mariusz Kalinowski, Akurat, Warszawa 2014.

Za książkę dziekuję Wydawnictwu 

Advertisements

3 thoughts on “Tove Alsterdal – Grobowiec z ciszy

  1. Dopisuję zatem ją do listy. A przy okazji Alsterdal była redaktorką kryminałów Lizy Marklund, począwszy od pierwszego tomu z Anniką 🙂 Co do wątków kryminalnych, przypomina mi się „Mama odeszła” Oates. Czasem niepotrzebnie robi się taki kryminalny ukłon w stronę czytelnika komercyjnego…

    Lubię to

  2. To miłe, teraz lubię ją jeszcze bardziej 🙂 To bardzo zresztą szwedzkie: wdzięczność, podziękowanie za coś dobrego, pamiętanie o drugim człowieku. Chociaż oczywiście wciąż pamiętam: potop, grabieże, zrujnowanie Polski 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s