Gra tajemnic

gra

Grzecznie o geniuszu

Początek Gry tajemnic (The Imitation Game, 2014) Mortena Tylduma przykuwa uwagę. Narrator z offu i zarazem główny bohater opowieści, geniusz matematyczny Alan Turing (Benedict Cumberbatch) zwraca odbiorcy uwagę, aby to, co zostanie mu ukazane, oglądał uważnie. I niezależnie od jego narcystycznej natury, kreowanej na taką od pierwszych sekund filmu, jego rada jest słuszna, ponieważ wydarzenia, o których za chwilę opowie, okażą się kamieniami milowymi w skali światowej, zarówno pod względem historycznym, naukowym, jak i obyczajowym.

Dzieło „porwanego” przez zachodnich producentów norweskiego reżysera, pęcznieje od kadrów tyczących się losów II wojny światowej, rozwoju nauki i postrzegania mniejszości seksualnych. Pęcznieje na tyle mocno, że Gra tajemnic winna być filmem dłuższym. Tyldum wyraźnie miota się pomiędzy trzema poziomami czasowymi: dzieciństwem bohatera, latami jego pracy dla rządu i rokiem 1952, kiedy policja dowiaduje się o jego skłonnościach homoseksualnych, wówczas surowo w Wielkiej Brytanii karanych – chcąc ukazać zarówno geniusz Turinga, jego dziecięce wyalienowanie, pierwszą miłość, trudny charakter, pracę nad prototypem komputera, zatargi z pracodawcami, problemy osobiste, moralne rozterki po wynalezieniu słynnej maszyny, śledztwo w sprawie jego homoseksualizmu, jak i dramat psychiczno-zdrowotny, który miał miejsce pod koniec jego przedwcześnie zakończonego życia. W ciągu niecałych dwóch godzin niemożliwym jest, aby ukazać to wszystko w sposób wyczerpujący. Tyldum traktuje zatem poszczególne składniki fabuły mniej lub bardziej skrótowo, oferując odbiorcy historię „po łebkach” i przystępną, ale jednocześnie niegłupią i poprawnie zrealizowaną.

Gra tajemnic ma solidną podstawę, ponieważ opiera się na biograficznej książce  Jednak scenarzysta Graham Moore nie trzyma się jej sztywno, dając upust wyobraźni i stosując uproszczenia. W odmętach filmowej opowieści giną gdzieś opisy naukowych osiągnięć Brytyjczyka, parę atrakcyjnych dla fabuły postaci zostaje dodanych, a trudny charakter bohatera sprawnie podkolorowany błyskotliwym humorem. Gra tajemnic pozbawiona jest też szczegółowych dywagacji na temat jej głównego – jak mogłoby się wydawać – wątku, czyli budowy prototypu komputera, którego zadaniem miało być deszyfrowanie Enigmy, niemieckiej maszyny przesyłającej informacje dotyczące ruchów wojennych wroga. I to faktograficzne ubóstwo, a także pewne zafałszowanie szczegółów (w rzeczywistości Turing nie budował maszyny od podstaw) jest jednym z grzechów filmu Tylduma. Nie na tyle jednak dużym, aby odnieść wrażenie miałkości przedstawianych wydarzeń, które bronią się z powodu samej ich historycznej istoty.

Znacznie gorzej, bo wręcz nieprzyzwoicie płytko, przedstawia się wątek homoseksualizmu Turinga i jego tragedia, gdy skłonności naukowca zostają upublicznione, sądownie uznane za „czyny nieobyczajne” i w nieludzki sposób ukarane. Pomijam już fakt, że dorosłe życie seksualne bohatera zostaje sprowadzone do samego stwierdzenia, że ma ono miejsce. Sęk w tym, że Turing pośmiertnie ułaskawiony przez Elżbietę II w 2013 roku, ani przez moment nie urasta do miana ofiary twardogłowego systemu, którą bezsprzecznie był. Nie dostrzeżemy żadnego dramatu, poza uwypukleniem trudnego charakteru naukowca, który w domyśle wynika z jego samotności i musu ukrywania swoich prawdziwych uczuć. Film nie opowiada też o skutkach chemicznej kastracji, na którą zdecydował się Turing, aby nie iść do więzienia. Owszem, w ostatnich ujęciach bohater budzi współczucie rozedrganiem emocjonalnym i osłabieniem, ale osiągnięte to zostało bardziej dzięki przekonującej mimice Cumberbatcha, niż uświadomieniem widzowi na jaki dramat właśnie spogląda. Filmowy Turing nie leży na kozetce u psychiatry, który wmawia mu, że bycie gejem jest chorobą, nie ma też mowy o ginekomastii, na którą matematyk cierpiał, gdy rozpoczął przymusowa kurację hormonalną. Gra tajemnic nie jest zatem, jak twierdzą niektórzy, a przeciwnicy środowisk LGBT zwłaszcza, filmową homopropagandą. Wręcz przeciwnie: to obraz tak bezpieczny, jak to tylko możliwe. Zupełnie jakby twórcy bali się kogokolwiek urazić, zaszokować czy zniesmaczyć.

Poprawność ta z jednej strony jest przekleństwem dzieła Tylduma, ponieważ pozbawia Grę tajemnic dozy szaleństwa i odwagi w wyrażaniu zdecydowanych poglądów, które w filmowej opowieści o nieprzeciętnej i odstającej od społeczeństwa jednostce byłyby bardzo pożądane. Z drugiej jednak strony, norweski reżyser stworzył przyjemną dla oka i lekkostrawną biografię w hollywoodzkim stylu, niepozbawionej jednak charakterystycznej brytyjskiej flegmy. Tyldum w przyswajalny sposób ukazuje wyalienowanie wybitnej jednostki, dodając do tego lekki i cięty dowcip wypowiadany dostojną angielszczyzną, a przeplatając ze sobą trzy poziomy czasowe zapobiega znużeniu, jakie mogłoby dopaść widza, gdyby film skupiał się wyłącznie na pracy naukowej Turinga. Nie skąpi też urokliwych brytyjskich zakątków, na czele z tajną siedzibą pracowników rządowych udającą fabrykę radioodbiorników i klimatycznym pubem, w których bohaterowie relaksują się po pracy, a także przemyca motyw radzieckiego szpiega, zyskującego w pewnym momencie znamiona psychologicznej gry. Nade wszystko jednak, czyni z Turinga i jego współpracowników bohaterów przystępnych w odbiorze, popowych niemalże.

Benedict Cumberbatch bryluje, po raz kolejny udowadniając, że role dziwaków o nieprzeciętnych talentach ma zapisane w genach. Turing w jego interpretacji to postać zwielokrotniona. W jednej chwili jest kostyczny i brytyjski do szóstej potęgi, by w następnej kipieć emocjami, krzyczeć i trząść się. Irytuje narcyzmem, a jednocześnie wzbudza mimowolną sympatię. Bywa nieprzejednany i bezlitosny wobec ludzi, ale dostrzegłszy bratnią duszę rozświetla się wewnętrznie. Bywa też komiczny w niezwykle charakterystyczny sposób, która to cecha zaistniała poprzez skontrowanie wizjonera będącego w danym momencie zupełnie serio z ludźmi, którym wydaje się, że oszalał. Natomiast postać kontrastową względem Turinga, wyważoną, spokojną i bardzo elegancką, a zarazem jako jedyną w pełni go rozumiejącą, tworzy na ekranie Keira Knightley, która z filmu na film coraz bardziej przypomina czarującą angielską damę wziętą niczym ze stron powieści (sic) Jane Austen. Przy czym jej rola stanowi też kontrast sam w sobie, zestawiając dystyngowaną fizyczność aktorki z buntowniczą jak na tamte czasy naturą jej postaci, niewidzącej się w roli tradycyjnej pani domu i pragnącej poprawić losy świata, skoro wrodzone zdolności dały jej taką możliwość.

Obserwując aktorów pracujących przy Grze tajemnic, również i tych drugoplanowych: Marka Stronga wcielającego się w enigmatycznego szefa MI6, oraz Charlesa Dance’a kreującego postać surowego generała i zarazem szefa Turinga, która to postać wydaje się kokieteryjnym mrugnięciem oka w kierunku lorda Tywina z serialu Gra o tron (Game of Thrones, 2011-) – nie sposób oprzeć się wrażeniu, że role im przydzielone są niczym szyte na miarę. Podobnie jak cała produkcja, która sprawia wrażenie odgórnie zamówionej, zrodzonej z twardej logiki i konformizmu, a nie z namiętności i buntu. Złośliwi twierdzą, że brak jej blasku. Ale niech spróbują szczerze zaprzeczyć, że poznawanie dzięki Grze tajemnic historii ludzi, którym udało się skrócić II wojnę światową o dwa i pół roku jest nieprzyjemne. Założę się, że będzie im trudno.

6/10

Paulina Stoparek


Gra tajemnic, 2014, prod.: USA, Wielka Brytania, reż. Morten Tyldum, scen. Graham Moore na podst. książki Andrew Hodgesa Enigma. Życie i śmierć Alana Turinga, wyst.: Benedict Cumberbatch, Keira Knightley, Charles Dance i in.

Za seans dziękuję images

Tekst ukazał się na portalu Noir Café pod adresem: http://www.noircafe.pl/gra-tajemnic-2/.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s