Marcin Wroński – Kwestja krwi

Wroński? Mmm… pycha!

Siódma część cyklu o komisarzu Maciejeweskim, Kwestja krwi, to dowód na to, że Marcina Wrońskiego nie warto szufladkować. Lubelski pisarz, przy całej swojej pokorze względem historii i staranności językowej, to samodoskonalący się rzemieślnik i świadomy artysta zarazem. Cykl zaczął się niespodziewanie rozrastać? To zrobimy prequel! Spacer po Lublinie odbyty w te i we w te? To wyjedziemy z Lublina! Zyga Maciejewski stał się przewidywalnie wręcz sprytny? To uczynimy go niedoświadczonym gliną pełnym wątpliwości! Gatunek kryminalny zaczął nieco uwierać? To dodamy mu rumieńców zestawiając z czymś nieprzyzwoicie wręcz kontrastowym! Przy czym nie należy się obawiać, że Wroński rozmieni się na drobne rozpulchniając stworzoną przez siebie serię i uczyni ją wydmuszką. Nic z tych rzeczy. Autor bowiem, mimo deszczu nagród i ugruntowanej pozycji na rynku księgarskim, wychodzi poza przyswojone sobie tereny literatury i eksperymentuje na nowych ziemiach. Nie odcina kuponów, ale kombinuje, jakby tu jeszcze czytelników uszczęśliwić. Ot, takiego kreatywnego syna Lubelszczyzna powiła!

Jako się rzekło, Kwestja to siódma część cyklu. Jednak chronologicznie pierwsza, z osią głównej akcji umieszczoną w 1926 roku. Zyga zdobywa szlify w zamojskiej policji, którą bardzo chciałby porzucić dla swojskiego dlań Lublina. Ma nadzieję osiągnąć ten cel godziwym wypełnianiem policyjnych obowiązków i awansem. Jednak zadanie ma utrudnione, ponieważ, nie dość, że doświadczenie ma niewielkie, to na dodatek szef i koledzy za nim nie przepadają. Jakby tego było mało, pierwsza samodzielna sprawa, która zostaje mu przydzielona, przez nikogo nie jest traktowana poważnie, a surowy zwierzchnik liczy na to, że aspirant zamknie ją w ciągu doby. Zaginiona Anna Wołkońska, uczennica miejscowego gimnazjum wywodząca się z rodziny ziemiańskiej, wydaje się zastanawiająco niewiele wszystkich obchodzić. Wszystkich – poza Zygą.

W miarę trwania dochodzenia porzucona w zoo zakrwawiona rękawiczka gimnazjalistki zyskuje znamiona czubka góry lodowej, a to co jeszcze nieodkryte prowokuje aspiranta do działania, a czytelnika do niecierpliwego przewracania kolejnych stron. Zadziwiające jest to, jak bohaterka, która de facto fizycznie się nie pojawia, ożywa na kartach Kwestji dzięki zeznaniom rodziny, nauczycieli i znajomych oraz interpretacji samego Zygi. Zaginiona stopniowo nabiera bardzo intensywnych barw, okazuje się postacią bardziej skomplikowaną niźli nieświadomym niczego podlotkiem. Oczywiście grzechem byłoby pisać tutaj, jak postać dziewczyny się rozwinie i pozbawiać przyszłych czytelników fabularnych niespodzianek, bez wątpienia jednak warto – ba, należy! – wspomnieć o tym, jak Wroński wdzięcznie podporządkowuje pannicy swą powieść, nie tylko w sensie treści, lecz także formy. Intensywna obecność na kartach Kwestji młodej kobiety daje autorowi pretekst do przyjrzenia się naturze płci pięknej i jej oddziaływaniu na mężczyzn. Intryga kryminalna przeplata się zatem z rozważaniami natury erotycznej i zaczyna flirtować z gatunkiem romansowym, a ściślej: z pastiszem romansu, wariacją na temat klasycznych jego przykładów.

Już na długo przed premierą Kwestji krwi było wiadomo, że tym razem autor skręci w nietypowym dlań kierunku. Niejeden wierny czytelnik zadrżał z trwogi. Tymczasem okazało się, że „siódemka” to pisarski rozwój Wrońskiego i intertekstualne bogactwo odważniej niż dotąd w jego prozie ukazane[1]. Fabuła jedną nogą tkwi w miejskim retrokryminale ze wszystkim jego „wrońskimi” konsekwencjami (o których za chwilę), a drugą w świecie staropolskich dworków, gnuśnych wielmożów, buntowniczych latorośli tychże, pomiatanych chłopskich synów, romantycznych spacerów po włościach i klimatycznych wiejskich cmentarzy. W dzień Zyga, niczym bohater klasycznej literatury, chadza z córą ziemianina pod rękę, a w nocy zasypia w skrzypiącej starością posiadłości. Wroński świadomie bawi się nawiązaniami do prozy Żeromskiego i Dostojewskiego[2], czyniąc Zygę i swoje pióro łagodniejszymi, miększymi, melancholijnymi, a momentami niemal zawieszonymi w czasie. Mało tego, pan Marcin na użytek nowej powieści spróbował swych sił jako twórca poezji erotycznej oraz „prozy poetyckiej lewitującej ku pornografii”[3]!

Wydawać by się mogło, że powyżej opisana, bardzo sensualna stylizacja, sprawi, że hardy i ironiczny, typowo „wroński” miejski retrokryminał, usiadłszy na różowym obłoku romansu, rozleniwi się. Jednak autor wcale się odeń nie odżegnuje, mało tego, przeciąga intrygę do roku 1952, dzięki czemu zyskuje ona znamiona tym żywszej, bo w dalszym ciągu pamiętliwej i oddziałującej na ludzkie losy. Nie jest może zbytnio złożona, ale jej nieprzekombinowanie i bardzo emocjonalne uwarunkowanie pasuje do zmysłowej całości. Wroński uniknął zatem niepotrzebnej jaskrawości, która mogłaby zaistnieć w sąsiedztwie intertekstualnych romansowych smaczków. Nie zrezygnował jednak, za co mu chwała, z gruntownych opisów miejskich, historycznych (mam na myśli także fantastycznie i dowcipnie napisane posłowie), ze społecznych i politycznych smaczków oraz wszędobylskiej ironii i wredności. Przechadzający się po dawnym Zamościu razem z Zygą narrator nie oszczędza nikogo i niczego: malarycznego charakteru ówczesnego komisariatu, autentycznych osobistości (Piłsudski, Młodożeniec, Leśmian, Hejwowski), męskich chuci (zwłaszcza tych „wieku średniego”), kobiecej rozpusty, żydowskich tradycji, polskiej „szabelkowej” martyrologii, braku lojalności, niewierności, sprzedajności, a nawet młodzieńczego romantyzmu. Z kolei okresowo przenosząc akcję do roku 1952 daje upust kpinie z ówczesnego systemu, zalążków „smutnych facetów w jednakowych płaszczach” czy „pałowania” sportowych imprez. Tradycyjnie też oferuje Wroński namacalną niemal fizyczność opisywanego świata, nie tylko tego wycyzelowanego na rzecz romansowych odniesień, lecz także brudnego, śmierdzącego i ociekającego zatęchłą wilgocią. A młody (26 lat), a więc też bardziej podatny na wpływy Zygmuś, patrzy na to wszystko, uczy się, chamieje i nabiera niekoniecznie przyjemnych gliniarskich nawyków, nieuchronnie zmierzając w stronę pokąsanego przez życie Zygmunta, którego znamy z wcześniejszych, a chronologicznie późniejszych, tomów.

Jeżeli czytelnik dostrzeże w Kwestji krwi jakieś „ale”, będzie ono bardziej subiektywnym odczuciem niż wadą w pojęciu obiektywnym, tak bardzo smaczna, kunsztowna, a zarazem przystępna jest to proza. W moim mniemaniu pewien niedosyt pozostawiają po sobie dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest urwany wątek znajomości Maciejewskiego z pewną damą, drugą – zbyt słabo zarysowane napięcie w bardzo istotnym momencie fabuły, która to niedostateczność niejako zwiastuje, że nie tak wygląda ostateczna ostateczność.

Więcej rys nie dostrzegam. Wszystko, począwszy od wprowadzenia czytelnika w artykuły dotyczące pracy w ówczesnej policji i spisy zawartości rozdziałów (czyżby kolejne nawiązanie do klasycznej prozy i naśladowanie dawnych wydań?), poprzez dowcipny hołd oddany twórcy powieści neomilicyjnej, Ryszardowi Ćwirlejowi, po obezwładniającą puentę i deszyfrację tytułu, dopięte jest na ostatni guzik. Wroński jest bezspornym mistrzem wycyzelowanych zdań, które niemal kląskają o język, a w jego umyśle siedzi psotny diablik, podjudzający go, jakby tu jeszcze zakpić, co by poddać w wątpliwość i gdzie upchnąć złośliwość. Przy czym, mimo specyficznej wredności, całość wypada lekko i smacznie. Tak smacznie, że chcę jeść Wrońskiego zdecydowanie częściej.

8/10

Paulina Stoparek


[1] Wyjątek stanowi powieść Kino Venus (2011), w której Wroński czyni odniesienia filmowe.

[2] Wcześniej nie miałam pewności, na czym Autor bazował konstruując romansowy pastisz, jednak jego wyjaśnienia na fejsbukowym fanpejdżu pomogły mi zauważyć więcej kontekstów. Przy czym Autor wspominając o Żeromskim, wymienił tylko Przedwiośnie (1924), tymczasem wg mnie Kwestja krwi intertekstualnie zahacza też o nieco wcześniej napisane Dzieje grzechu (1908).

[3] Cytat z recenzowanej powieści.


Marcin Wroński, Kwestja krwi, W.A.B., Warszawa 2014.

Za książkę dziękuję 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s