Uprowadzona 3

taken

Heros dla idiotów

Liam Neeson z własnej woli daje się upupić, a twórcy trzeciej odsłony Uprowadzonej (Taken 3, 2014), reżyser Olivier Megaton oraz scenarzyści Luc Besson i Robert Mark Kamen, najwyraźniej robią wszystko, aby zabić mit cyklu, który zaczął się tak obiecująco. Przy najszczerszych chęciach nawet zagorzałym wielbicielom Neesona i widzom gustującym w amerykańskim kinie akcji trudno będzie spokojnie usiedzieć podczas seansu, który epatuje niestrawnymi absurdami i razi wołającym o pomstę do nieba potraktowaniem gatunku.

A wydawać by się mogło, że zawiązanie fabuły filmu Megatona to gwarancja sukcesu. Trzecia odsłona cyklu o byłym agencie rządowym Bryanie Millsie (Liam Neeson) opiera się bowiem na sprawdzonym w kinie sensacyjnym schemacie wmanewrowania niewinnej osoby w morderstwo i jej pragnieniu udowodnienia na własną rękę, wbrew złowrogo nastawionemu światu, swojej niewinności. W Uprowadzonej 3 głównym podejrzanym o zbrodnię jest nie kto inny jak Mills, a ofiarą jego była żona (Famke Janssen), którą bohater znajduje martwą w swoim domu. Jak łatwo się domyślić, Bryan, wbrew logice przeciętnego obywatela, poturbowawszy  wezwanych przez anonimowego informatora stróżów prawa, ucieka z miejsca zdarzenia, by odszukać mordercę kobiety, której nigdy nie przestał kochać i która tuż przed śmiercią zaczęła uświadamiać sobie, że nie jest szczęśliwa z aktualnym partnerem (Dougray Scott).

Film Megatona zaczyna się jak dramat obyczajowy. Albo inaczej: mógłby zostać odebrany jako dramat, gdyby nie rażąca sztuczność przedstawionej sytuacji osobistej Millsa, jego byłej żony i ich córki (Maggie Grace). W trakcie mniej więcej kwadransa zostają nam przybliżone rodzinne scenki wypełnione szablonowymi dialogami, spojrzeniami i kłamstwami. Widz, świadomy, że od śmierci byłej pani Mills rozpoczyna się właściwa fabuła Uprowadzonej 3, z niecierpliwością czeka, aż telenowelowa miałkość ustąpi miejsca rasowej sensacji z niezmordowanym Neesonem w roli głównej. Jednak rychło przekona się, że nie będzie mu dane cieszyć się seansem, czego przyczyn można dopatrzyć się w pogwałceniu przez twórców podstawowych zasad nurtu, które decydują o jego atrakcyjności. Mowa o sprawnym montażu, umiejętności zaskakiwania fabularnymi zwrotami i potraktowaniu głównego bohatera z szacunkiem.

Montażysta Nicolas Trembasiewicz najwyraźniej w nosie ma to, że w kinie akcji czołową funkcję pełnią atrakcyjnie ukazane sceny demolek, pościgów, strzelanin czy bójek, bo wszelkie tego typu gwałtowności scenariusza Uprowadzonej 3 czyni niezrozumiałymi, ba, wręcz niewidocznymi. Stosując zbyt szybkie cięcia, łączące ujęcia rejestrujące tę samą sytuację z różnych kamer, sprawia, że widz drapie się po głowie, zastanawiając się o co chodzi, kto kogo uderzył, kto pierwszy strzelił czy w jaki sposób samochód spadł do rowu. Finał danej sceny dostaje gotowy na talerzu i jest nim w miarę statyczne ujęcie pobojowiska lub wypadku, ale jak do nich doszło – nie wiadomo. Odbiorca jest ogłupiony, od siekących po oczach cięć zaczyna boleć go głowa, a mechanizm ucieczki odzywa się w nim niezgorzej niż u głównego bohatera.

Druga zasada dobrej sensacji tudzież kina akcji, czyli umiejętność zaskoczenia widza fabularnymi zwrotami, praktycznie rzecz biorąc w filmie Megatona nie występuje. Twórcy, nie dość, że najwyraźniej poszli na łatwiznę, zszywając scenariusz z tego, co fan gatunku widział w tego typu produkcjach, to na dodatek korzystają z zapożyczeń niezbyt lotnych i łatwych do przewidzenia oraz mocno doprawionych aktorami o rasowych twarzach zakapiorów i srebrnikowych Judaszy. Odrobina pomyślunku i już wiadomo, kto zawiązał cały spisek, a przecież to dopiero początek filmu. Konsekwencje są łatwe do przewidzenia: finał Uprowadzonej 3 ani ziębi, ani grzeje.

Chociaż nie, wróć! Grzeje, a jakże! Bo w pewnym momencie widz, którego od cierpiącego na ADHD montażu bolą oczy i głowa, i który ziewa z nudów, z łatwością przewidując, co dalej się wydarzy, zaczyna się gotować z wciekłości, ponieważ dociera do niego, że twórcy mają go za głupca. Ponadto upupiając Liama Neesona, wkładając w jego usta drewniane kwestie i każąc mu robić absurdalne rzeczy (z niezarejestrowaną (!) ucieczką z płonącego auta bez szwanku jako wisienką na torcie), sprawiają, że podstarzały, ale nadal supersprawny bohater, którego kule się nie imają, tak starannie wykreowany przez irlandzkiego aktora ostatnimi laty – staje się makietą tegoż, swoistym herosem dla idiotów. Neeson częstuje widza zdaniami wypowiadanymi automatycznie, bez emocji, zupełnie jakby zdawał sobie sprawę, że przyszło mu nosić na barkach historię topornie skonstruowaną i niepotrzebną. I nie wiadomo już, czyją winą jest to, że w konsekwencji powstaje ów koszmarek: Neesona, który przez lata stracił serce do roli Millsa i poszedł po najmniejszej linii oporu; reżysera, któremu zabrakło rzemieślniczych umiejętności, by zgrabnie skoordynować pracę osób na planie; scenarzystów, którzy stworzyli karykaturalnie sztampową i przewidywalną podbudowę filmu; czy może producenta i jednego ze scenarzystów zarazem, Bessona, który, nie od dziś nazywany dużym dzieckiem kina, postanowił mit Uprowadzonej zamienić w głupią bajkę…

Czy są w tym tryskającym złym smakiem rogu obfitości jakieś składniki, które można przełknąć bez skrzywienia? Są, a jakże! Warta uwagi jest muzyka od początku związanego z cyklem Nathaniela Méchalyego, który podczas tworzenia tejże wyraźnie dobrze się bawił, czyniąc ją rozmyślnie doniosłą. Udał się też ukłon w stronę filmu GoldenEye (1995, reż. Martin Campbell), czyli scena z Famke Janssen pędzącą sportowym samochodem i delikatny flirt twórców z zagraną przez nią przed laty „złą” dziewczyną Bonda, Xenią Onatopp. Całkiem ciekawy, chociaż naciągany, jest też motyw z jogurtem i wymuszoną wizytą w toalecie oraz puszczenie oka w kierunku dobrodusznie wykpiwanej przez córkę przewidywalności Bryana. I wreszcie, zwykle spore pole do popisu w tego typu filmach daje możliwość nakreślenia emocji na linii ścigany – ścigający. Twórcom Uprowadzonej 3 do pewnego stopnia udaje się ukazać niewyartykułowany bezpośrednio szacunek, jakim darzą się przeciwnicy. Niestety, im dalej w las, tym bardziej rola Foresta Whitakera zostaje ograniczona do kompulsywnego bawienia się figurką skoczka i zajadania słodkości, w konsekwencji czego grany przez niego śledczy wypada jako dziwaczna, ale też pocieszna maskotka ze skłonnościami do nadwagi, przez co automatycznie traci szanse na dorównanie postaci Gerarda (Tommy Lee Jones) w klasycznym już Ściganym (The Fugitive, 1993, reż. Andrew Davis).

Uprowadzona 3, mimo paru jaśniejszych punktów, nie zasługuje na uznanie widzów, chociaż nie wątpię, że znajdą się ciekawscy chętni zobaczyć w jaki sposób „nadszedł koniec”. Zarówno ten fabularny (co ogłasza plakat), jak i będący przenośnią twórczej porażki. Megaton, Besson i Kamen bowiem przepisowo wręcz zaprezentowali, jak obalić mit cyklu, którego pierwsza odsłona w pewnych kręgach stała się filmem kultowym. Dotąd niezdarnie eksploatowali dojną krowę, póki nie padła. Przykre.

3/10

 Paulina Stoparek


Uprowadzona 3, 2014, prod. Francja, reż. Olivier Megaton, scen. Luc Besson i Robert Mark Kamen, wyst.: Liam Neeson, Famke Janssen, Forest Whitaker, Maggie Grace i in.

Za seans dziękuję images

Tekst ukazał się na portalu Noir Café pod adresem: http://www.noircafe.pl/uprowadzona-3/.

Reklamy

One thought on “Uprowadzona 3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s