Związek pornograficzy

Tylko seks?

Uwaga: tekst zawiera spojlery!

Pornografia (gr. πορνογραφια – pismo lub rysunek o nierządnicy) – przedstawienie ludzkich zachowań seksualnych i nagości w sposób rozpustny lub perwersyjny, odmienne od erotyki, którego celem jest wywołanie u odbiorcy pobudzenia seksualnego.

 (Wikipedia)

Ona (Nathalie Baye) i On (Sergi López). Oboje bezimienni. Nie wiemy, ile mają lat, czym się zajmują, gdzie mieszkają. Wiemy tylko jedno: postanowili skorzystać z możliwości poznania się przez anons w piśmie erotycznym. Ona takie ogłoszenie zamieściła. On na nie odpowiedział. Spotkali się w kawiarni, by tam uzgodnić zasady niezobowiązującego i pozornie prostego układu w wiadomym celu. To była ich fantazja i potrzeba, którą postanowili wprowadzić w życie.

W przypadku kina europejskiego tytuły filmów często bywają mylące. Zgodnie z tą niepisaną zasadą belgijsko-francusko-luksembursko-szwajcarski Związek pornograficzny (Une Liaison pornographique, 1999) w reżyserii Frédérica Fonteyne’a nie jest filmem ukazującym seks. Ba, to nawet nie jest obraz mający za zadanie podniecić. Albo inaczej: tak zwane momenty z pewnością nie podnoszą ciśnienia krwi. Co nie znaczy, że ten objaw życiowy podczas seansu będzie cały czas niezmienny. Ale po kolei.

Nie bez przyczyny na samej górze tekstu zamieściłam encyklopedyczne znaczenie słowa „pornografia”. Chciałam w ten sposób skontrastować tytuł filmu z jego treścią. I chociaż w scenariuszu bohaterowie posługują się wyrażeniem „pornograficzny”, tak nie bardzo ma to rację bytu w tym, jaką relację między nimi przedstawia film. Przykład? Oto Ona i On idą uprawiać seks w hotelowym pokoju. Żądny widoków widz czeka na nagość, na ukazanie fizjologii, na coś na miarę Intymności (Intimacy, 2001) Patrice’a Chéreau… A co otrzymuje? Skromny, kameralny film o paradokumentalnym charakterze. I widok zamkniętych drzwi, pozwalający się co najwyżej domyślać tego, co za nimi się odbywa… A wspomniana paradokumentalność dodatkowo dystansuje do całej historii, nadaje jej charakter nie tyle indywidualny, ile niejako „wyjęty z tłumu”. Czego zresztą łatwo się domyślić dzięki ukazaniu mieszkańców miasta w rozmytym kadrze na początku i na końcu filmu. W domyśle to jakby z tego tłumu wyłania się dwoje anonimowych bohaterów i w nim, pod sam koniec, się zatapia. Ot, wyjęte na chwilę ze stada dwa osobniki obu płci i ich krótka historia…

Związek pornograficzny to opowieść o tym, co już się wydarzyło. To wywiad-rzeka, dyskurs między postaciami a – znów anonimowym – dziennikarzem bez twarzy (głos Jacques’a Viala). Ona i On wypowiadają się niezależnie od siebie, czasami nawet ich relacje są sprzeczne, co nadaje historii nie tyle niepewnego, ile raczej rozmytego charakteru. Nic tu nie jest oczywiste, a każdy kolejny kadr uświadamia nam, że to, co widzimy, nie jest tym, czego się spodziewaliśmy. Bo scen intymnych jest na lekarstwo, bo ciśnienie krwi podnoszą nie one, ale rozmowy w kawiarence, i wreszcie – bo bohaterowie, początkowo tak zdecydowani i zdystansowani, nagle okazują się niczym dzieci we mgle. I wystarczy jedno, dosłownie jedno mylne odczytanie spojrzenia rozmówcy, aby to zaważyło na decyzji i na dalszym ich życiu. Bardzo to smutne, zaskakujące i – co przyznaję nie bez oporu – piękne. Bo na ten moment dystans między widzem a paradokumentalnym charakterem opowieści zostaje unicestwiony, a zaczynamy odbiorca zaczyna bohaterom po prostu dopingować…

A kim są Ona i On? Albo raczej: jak możemy odbierać te dwie anonimowe postaci? Oboje są w podobnym wieku, mają około czterdziestu lat, kobieta jest może nieco starsza niż mężczyzna. Z wyglądu są całkiem zwyczajni, nie piękni, ale też z pewnością nie odpychający. Bohaterka jest bardzo otwarta w temacie wiadomych spraw, to ona jest twórcą przedstawionego w filmie układu. Postać kreowana przez Nathalie Baye jest świadomą swojego ciała kobietą, która bardzo dobrze wie, czego chce. A chce wyłącznie erotycznego związku z mężczyzną, który siada obok niej przy kawiarnianym stoliku. To ona go popędza, żeby już szli do hotelu, w którym wcześniej zarezerwowała pokój. To ona ustala zasady: żadnych imion, podawania wieku, adresu, informacji na temat życia osobistego czy zawodowego. W pierwszej części filmu to bohater idzie za bohaterką, słucha jej i przystaje na jej propozycje. Jednak w trakcie seansu następuje zamiana ról. To Ona zaczyna go pytać o to, co myśli, a On przejmuje inicjatywę, kilkakrotnie proponuje jej podwiezienie do domu (tym samym więc próbuje złamać zasady, na które może zbyt pochopnie się zgodził), a nawet usiłuje ją śledzić… Staje się to, czego można się było spodziewać, mianowicie sam seks przestaje bohaterom wystarczać, a oni sami okazują się czymś więcej niż zachłannymi na zaspokajanie swoich potrzeb fizjologicznych osobnikami…

I taki też wydaje się morał tego filmu, tak łagodzący jego początkowy anonsowo-cielesny wydźwięk. Że każdy, nawet ten najbardziej zaprzeczający temu faktowi, potrzebuje uczucia. Można wręcz przypuszczać, że cała ta historia ma pokazać drogę nie tyle „pornograficznego związku”, ile historię pewnej znajomości, która, chcąc nie chcąc, zakończy się obopólnym uczuciem. Bohaterowie będą z rozrzewnieniem wspominać o tym, co się wydarzyło. On nawet zachowa – zafoliowane, aby się nie poniszczyło – czasopismo, w którym Ona umieściła anons. Kobieta będzie mówiła o jego ślicznym uśmiechu, a mężczyzna o jej ciągle pięknym ciele, które urodziło jedno, a może nawet dwoje dzieci… On nie będzie chciał mówić dziennikarzowi o tym, co robili za drzwiami hotelowego pokoju. Ona, początkowo tak przebojowa i wygadana, także zacznie być oszczędna w relacjach. Oboje będą chcieli zatrzymać swoją intymność dla siebie. Dzięki temu zabiegowi widz ma nieodparte wrażenie, że to, co między nimi się wydarzyło, jest swojego rodzaju świętością. I tak też zostanie to pokazane. Bez genitaliów, penetracji, ostentacyjnego epatowania biustem czy otwartych w orgazmicznym uniesieniu ust. Reżyser droczy się z widzem widokiem ciał wstydliwie owiniętych w prześcieradła, które pozostają ze sobą w coraz cieplejszej i już nie tylko erotycznej relacji. Zabiera bohaterów na dłuższe posiedzenie do kawiarni, a nawet do szpitala, gdzie pomogą pewnemu starszemu mężczyźnie (Paul Pavel). Pojawi się też kolejna drugoplanowa postać, żona chorego (Sylvie Van den Elsen), a jej wątek dodatkowo wytrąci widza z nastawienia na „związek pornograficzny”, które to wyrażenie w kontekście filmu Fonteyne’a w tym momencie wyda się już kokieterią do szóstej potęgi. Zresztą to, że reżyser kokietuje, można stwierdzić już w pierwszej części filmu, kiedy bardziej podniecająca wydaje się rozmowa bohaterów w kawiarni niż tak niecierpliwie wyczekiwana scena łóżkowa.

Po początkowym zaskoczeniu, zaakceptowawszy fakt, że twórca Związku pornograficznego po prostu nabrał nas nabrał, dajemy się przekonać do oglądania czegoś zgoła innego, niż się spodziewaliśmy. Obraz reklamowany jako erotyczny okazuje się filmem o miłości, z pogonią w metrze za wybranką i z piękną, wzruszająca muzyką André Dziezuka, Marca Mergena i Jeannota Sanavia. Jednak w pewnym momencie reżyser ponownie się wymknie konwencjom i nie pozwoli przyszyć Związkowi pornograficznemu łatki typowego romansu. Wszak w gatunku romansowym zazwyczaj wszystko zostaje wyjaśnione, tymczasem bohaterowie filmu Fonteyne’a dramatycznie i niezrozumiale się co do swoich uczuć pomylą. Jednak w jaki dokładnie sposób tego już nie zdradzę. Przyjemność zobaczenia tego na własne oczy pozostawiam tym, którzy uprzedzeni moim tekstem, nie nastawią się na film erotyczny, ale na kino obyczajowe w dokumentalnej oprawie.

 6/10

Paulina Stoparek


Związek pornograficzny, 1999, prod.: Brelgia, Francja, Luksemburg, Szwajcaria, reż. Frédéric Fonteyne, scen. Philippe Blasband, wyst.: Nathalie Baye, Sergi López i in.

Tekst ukazał się na portalu Noir Café w maju 2013 roku.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s