Grzegorz Turnau – 7 widoków w drodze do Krakowa

Żyj chwilą i nie bój się duchów

Ruiny zamku w Tenczynie, Ojcowski Park Narodowy, senny cmentarz w prowincjonalnej Korzkwi… To tylko niektóre z miejsc, w które przenosi nas Grzegorz Turnau za sprawą swojej najnowszej płyty 7 widoków w drodze do Krakowa. I chociaż fizyczne przemieszczenie się za pomocą muzyki nie jest możliwe, to były artysta Piwnicy pod Baranami jest twórcą na tyle świadomym i pomysłowym, że jego aranżacje orkiestrowe duchowo przenoszą słuchacza w określone miejsca, a modulacje głosowe artysty, któremu nie straszna zabawa z rozmaitymi konwencjami piosenek – wprowadzają w różnorakie nastroje i frapujące opowieści z życia, legend czy snów wzięte.

Geneza powstania 7 widoków jest niebanalna. W jednej z krakowskich kamienic, grupa remontowa Luli i Mariusza Pędziałków, prywatnie przyjaciół Turnaua, odkryła XIX-wieczne freski tworzące serię siedmiu idyllicznych pejzaży z najpiękniejszymi miejscowościami z okolic Miasta Królów Polski. Według historyków prawdopodobnym autorem malowideł jest ówczesny malarz Józef Peszka, jednak stuprocentowej pewności brak. I na tym braku pewności, co do nieomylności stwierdzeń, na idylli jaką zapewnia proste życie oraz na niezastanawianiu się nad śmiertelną materią rzeczy, schwytawszy słowa Horacego „carpe diem” we włosy, zbudowana jest filozoficzna podbudowa całej płyty, której ukoronowaniem jest kończący ją utwór Do Leukonoe ze słowami tego starożytnego poety:

Krótką miarą powściągnij nadzieję,
Sącz wino w puchary
I pomyśl, gdy tak mówimy

Ucieka zazdrosny czas!
Dzień każdy zrywaj jak owoc,
Nie czekaj, nie czekaj jutra!

Zatem – chociaż w kontekście artysty jakim jest Turnau zapewne zabrzmi to zabawnie – pan Grzegorz się uspokoił. Będąc na dorobku, na etapie pamiętnej „Muzycznej Jedynki” szukał swojej drogi, zaryzykowawszy w ostatecznym rozrachunku bardzo udany mariaż z muzyką popularną, potem nieco eksperymentował z bardziej unikatowymi gatunkami, nie szczędził także swoich sił śpiewając z wykonawcami popowymi oraz niszowymi artystami rodem spod Baranów. Zawsze jednak jego pochylona nad fortepianem głowa z pokorą zwracała się w stronę muzycznej liryki, cytowania wieszczy i kontemplacji otoczenia, a także rozmaitych przemyśleń na temat życia. I teraz, na etapie 7 widoków, ta głowa znów zwróciła się w tym kierunku, zarazem – co zabrzmi paradoksalnie – uważnie przyglądając się zebranym wokół Krakowa miejscowościom i radując się z ich wyjątkowości. Bez głębokich poszukiwań, bez nowoczesnych udziwnień, za to z kurzem unoszącym się przy kroczeniu pośród zamkowych ruin i z nutą staroświeckości nietypową, bo stworzoną z pełną świadomością w XXI wieku.

Napisać, że staroświeckość ta wynika z odkrycia XIX-wiecznych malunków w wiekowej kamienicy byłoby jednak zbytnim uproszczeniem. Nie legendarny wręcz entourage jest bowiem jej bezpośrednim twórcą, ale ludzie z krwi i kości: poeta Bronisław Maj, którego proste na pozór wiersze posłużyły za treść większości utworów na płycie; wokalistka jazzowa Dorota Miśkiewicz, której eteryczny głos idealnie dopełnia duchowo-zamkowe pejzaże; i wreszcie wspomniany właściciel fresków z przypadku, oboista Mariusz Pędziałek, któremu podczas nagrania niejednokrotnie została przekazana pałeczka pierwszeństwa, dzięki czemu cechą charakterystyczną 7 widoków jest wyrazisty obój, nierzadko wybiegający przed resztę instrumentów i dostarczający całości iście barokowego klimatu. A wszystkich tych artystów, włącznie z instrumentalistami ze studia oraz Michałem Nesterowiczem, dyrygującym Śląską Orkiestrą Kameralną, otoczył swoimi skrzydłami Turnau, pisząc muzykę, aranżując i oczywiście śpiewając. Śpiewając na pozór od niechcenia i bez nadmiernego frazowania, zupełnie jakby cały czas miał z tyłu głowy myśl, że zbytnio udziwnione wokalizowanie nigdy nie będzie sztuką godną szacunku. Z każdym kolejnym utworem mocny głos Turnaua, nierzadko śpiewający na tzw. otwartym gardle, udowadnia, że,  tak jak dobremu aktorowi nie jest potrzebna nadmierna gestykulacja, tak uzdolnionemu wokaliście nie potrzeba krzyku ani pisku, by oddać różnorodny charakter piosenek. Chcecie stąpać na granicy jawy i snu? Potańczyć na wiejskim weselu? Usłyszeć anegdotę o prowincjonalnym zboczeńcu? Poharcować z duchami i myszami wśród zamkowych ruin? A może pożartować na temat Maczugi Herkulesa? Turnau nabiera powietrza do przepony, otwiera usta i czegokolwiek zapragniecie – oferuje to, nadając na pozór nieskomplikowanym wersom Maja (a także tym autorstwa własnego, Macieja Sarbiewskiego oraz wspomnianego już Horacego) takiego charakteru, zacięcia i malunku, że nie sposób wyobrazić sobie, by ktokolwiek inny mógł te słowa lepiej zinterpretować.

Warto zaznaczyć, ze 7 widoków „opowiada” nie tylko o podkrakowskich miejscowościach. Tych, którzy mają obawy, że Turnau się rozleniwił i poprzestał na mini albumie z siedmioma utworami, pragnę uspokoić, że pomiędzy tytułowe widoki wpleciono klasycznie brzmiące dla tego artysty piosenki, których tematem wiodącym jest wspomniane na początku tekstu chwytanie chwili i kontemplowanie jej bez nadmiernego analizowania. Ich łagodne brzmienie i opowieść o przyjemnych oraz prostych przejawach życia, z pewnością umocni pozycję pana Grzegorza wśród czołowych pieśniarzy, których twórczość jest balsamem dla duszy i wytchnieniem od pędzącego na łeb na szyję nowoczesnego świata.

Przy wszystkich niewątpliwych zaletach, 7 widoków nie jest płytą łatwą w odbiorze. Możliwe, że nawet do tych, którzy obcują z muzyką Turnaua od początków jego kariery, jej pełnia, dojrzałość i piękno dotrą dopiero po kilkukrotnym przesłuchaniu. Jednak przyczyny tego nie dopatrywałabym się w muzycznej niszy piosenki poetyckiej, w której schował się coraz spokojniejszy, coraz bardziej ufający dobremu smakowi swoich stałych słuchaczy uzdolniony krakus. Powodów szukałabym raczej w ostentacyjnym niemal braku przebojowości albumu. Cytowane wyżej Do Leukonoe, od tygodni nadal grzeje miejsce w Poczekalni Listy Przebojów „Trójki”, audycji, jak powszechnie wiadomo, twórczości pana Grzegorza bardzo przychylnej. I mimo że rasowości i turnauowskiego sznytu piosence nie brak, tak z pewnością nie jest przebojem na miarę Naprawdę nie dzieje się nic czy Cichoszy, które to utwory nadają się zarówno na atrakcję festiwalów poetyckich, jak również do śpiewania pod prysznicem. A szczerze powiedziawszy, mimo niewątpliwych kunsztu i szlachetności 7 widoków w drodze do Krakowa, trochę mi tego „prysznicowania” z Turnauem brakuje.

8/10

Paulina Stoparek


Grzegorz Turnau, 7 widoków w drodze do Krakowa, Mystic Production, Warszawa 2014.

Za płytę dziękuję wytwórni 

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym Noir Café.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s