Droga do zapomnienia

Przystanek: Trauma

Polskie „tłumaczenie” tytułu najnowszego filmu Jonathana Teplitzky’ego The Railway Man, czyli Droga do zapomnienia, wprowadza w błąd, bowiem historia w nim zawarta nie zmierza do wyparcia jej przez bohaterów z pamięci. To bardziej, nawiązujące do dosłownego przekładu, podążanie ku kolejnym stacjom na trasie, będących symbolami poszczególnych węzłowych punktów na mapie życia Erica Lomaxa, głównej postaci tej opowieści i poniekąd jej autora.

Pisząc o filmie Droga do zapomnienia należy nadmienić, że obraz ten powstał na podstawie autobiograficznej książki. Jej autor podczas II wojny światowej był oficerem łączności, który został wysłany na najdalsze rubieże Imperium Brytyjskiego. W 1942 roku był świadkiem kapitulacji wojsk brytyjskich w Singapurze. Krótko po tym trafił do japońskiego obozu jenieckiego i w nieludzkich warunkach został przetransportowany do Tajlandii, gdzie przydzielono go do budowy Kolei Birmańskiej, zwanej też Koleją Śmierci. Ta linia ciągnąca się od Bangkoku do Ranguru, ze względu na nieludzkie warunki pracy przy jej powstawaniu, a także kary stosowane przez japońskich oprawców, pochłonęła około dziewięćdziesięciu tysięcy ofiar. Co prawda Lomax ze względu swoje inżynierskie wykształcenie nie zostaje ukazany w filmie jako robotnik, którego najbliższym towarzyszem jest kilof czy łopata, lecz, jak pokaże dalsza historia, życie zgotuje mu o wiele gorszy los.

Jednak nie od tej strony zaczyna się film Teplitzky’ego. W ekranowej Drodze bowiem poznajemy Lomaxa (Colin Firth) jako kawalera po pięćdziesiątce o wypracowanych nawykach i zasklepionych dziwactwach, którego – jak się z początku wydaje – jedynym łącznikiem z wojenną przeszłością jest całkiem przyjemny klub weteranów, w którym zwykł pić piwo i przeglądać rozkłady kolejowe, będące jego konikiem. Nie jest człowiekiem radosnym, ale też nie sprawia wrażenia naznaczonego jawnym dramatem. Ot, powszechnie lubiany zeń, nieco zaniedbany introwertyk-dziwak. Wszystko się zmienia, gdy poznaje Patti (Nicole Kidman), „pannę z odzysku”, w której z miejsca się zakochuje i która jego uczucia odwzajemni. Z niewyjaśnionych przez scenariusz przyczyn to właśnie wówczas, kiedy Lomaxowi będzie najlepiej, zacznie się ujawniać jego powojenna depresja, która, początkowo objawiająca się napadami lęku – szybko doprowadzi do wycofania się w siebie i wrogości Erica, zmieniając szczęśliwy dotąd małżeński tandem w parę obcych sobie ludzi. To w tym momencie, za pomocą dwóch czy trzech pomysłowych fabularnych przejść, reżyser skieruje uwagę widza na przeszłość głównego bohatera i skrupulatnie zacznie budować otoczkę wokół skrywanego przez niego powodu traumy. A w momencie kiedy Patti, pragnąc ocalić męża, namówi do opowieści o japońskiej niewoli jego przyjaciela Finlaya (Stellan Skarsgård), akcja filmu zostanie rozdzielona na dwie części, gdyż do teraźniejszości, rozgrywającej się w latach 80., dołączą czasy wojenne. Co ciekawe, obecność obu składowych zostanie przemieszana dość swobodnie i nie będą one sprawiały wrażenia jakiejś ogólnie narzuconej prawidłowości. Jednak, mimo początkowego wrażenia bałaganu, widz szybko się w narracji odnajdzie, a w momentach ukazywania wojenno-jenieckich przeżyć Lomaxa wręcz zapomni o tym, że to wszystko jest opowieścią, której słucha Patti.

Bohaterka kreowana przez Kidman jest uważna, bardzo zależy jej na tym, żeby zrozumieć i uratować ukochanego mężczyznę od zamieszkałych w jego umyśle demonów. Jest zdeterminowana w nieprzerysowany, tchnący delikatną kobiecością sposób. Jej niebieskie oczy wpatrują się w Finlaya, prosząc go o opowieść, ale jednocześnie nie są wcale uległe. Jej miłość natomiast jest uczuciem mogącym przenieść morza i góry. Patti to klisza kochającej kobiety, czekającej na powrót swojego mężczyzny z wojny, tylko że nie tej, w której przyjdzie zbrojnie rozwiązywać polityczne konflikty, ale tej zaistniałej poprzez spotkanie po latach z oprawcą, które ma za zadanie rozsupłać węzeł gordyjski jenieckiej traumy. Jednak mimo pewnego schematu (czytaj: słodyczy) bohaterka nie nuży, nie wywołuje kpiącego uśmiechu. Kidman ukazuje w postaci Patti to, czego nie widziałam w kinie od bardzo dawna, mianowicie postać pięknej i silnej kobiety kochającej dojrzałym, pełnym uczuciem. To nie tylko westalka domowego ogniska, lecz także siła sprawcza i powód zmian w życiu Erica, której dane jest wejść do tylko mężczyznom przynależnego świata. W połączeniu z eterycznością australijskiej aktorki i ubraniem jej w zwiewne kwiaciaste sukienki robi to piorunujące wrażenie. Co ciekawe, mimo tak wyrazistej kobiecej kreacji, pozostali aktorzy – może poza Tanrohem Inshidą, wcielającym się w postać młodego oprawcy Erica – wcale nie ustępują jej miejsca. Colin Firth konsekwentnie gra kolejną rolę introwertycznego, pełnego wewnętrznych niepokoi mężczyznę niepozbawionego staroświeckiego uroku, który bardzo korzystnie prezentuje się w swoim starokawalerskim gabinecie pośród papierzysk, książek i przytłumionych świateł. Jeremy Irvine jako młody Lomax porywa kadry oryginalną urodą i niewinną twarzą, niezwykle trudną do odegrania rolą człowieka, który patrzy w oczy niewyobrażalnemu złu, a także (sic) mimiką naśladującą tę należącą do Firtha. Grający oprawcę Erica Hiroyuki Sanada swoją niewielką postacią potrafił wyrazić to, o czym nawet nie śni się nam w pierwszej połowie seansu, mianowicie ogromny smutek i samopotępienie człowieka, który kiedyś był wcieleniem diabła. Trochę tylko zabrakło chemii pomiędzy nim a Firthem w kluczowej dla filmu scenie spotkania po latach. Gdy bohaterowie stają w końcu oko w oko, emocje gdzieś się ulatniają, nie czujemy ani rozpaczliwego zdeterminowania Lomaxa, ani strachu – poza sceną z ręką – Nagase. Według mnie to główna wada tego filmu, której nawet świetna współgra duetu Kidman – Firth nie jest w stanie przyćmić.

Poza aktorstwem rzeczą wartą odnotowania wydaje mi się scenografia Stevena Jonesa-Evansa, nadająca poszczególnym sekwencjom Drogi wyraziste klimaty. Nieważne, którą scenę będziemy oglądać – tło będzie w niej pełniło bardzo ważną rolę. Wspomniany gabinet Erica, ponownie – wbrew porządkom Patti – przetransformowany na gniazdo starego kawalera, będzie jego ostoją pozornego bezpieczeństwa, przytulny przedział pociągu okaże się przychylny narodzinom miłości, a klub kombatantów, mimo że złożony tylko ze skórzanych siedzisk i pękatych kufli z piwem, będzie wyglądał niczym nobliwy pub dla starszych panów. Jednak najbardziej uwagę przykuwaprowizoryczna wioska dla jeńców i kolejowy trakt w trakcie budowy. Te miejsca to żywe obrazy, które autentycznie przejmują i tworzą przekonujące tło dla swojego rodzaju freskowej historyczności, którą film Teplitzky’ego się charakteryzuje.

Ów freskowość zazębia się z tym, co złośliwi nazwą wytartym szablonem, a ja – godną pochwały reżyserską robotą, stylistycznie spójną, ale też taką, której nieobce są wyraziste akcenty. Ukazanie „powodu do podjęcia decyzji” w wykonaniu Finlaya niejednego widza zaskoczy, a moment, kiedy Eric stoi z gotowym do uderzenia łomem w rękach sprawi, że na chwilę czas zatrzyma się w miejscu. Obok wychodzącego z większości kadrów solidnego rzemieślnictwa natkniemy się także na artystyczne zapędy, ujawniające się chociażby w takich ujęciach jak umowne uwiecznienie młodego Nagase w wysokiej trawie nieprzynależnych mu, bo współczesnych i brytyjskich, czasów i krajobrazów, czy w maksymalnym symbolicznym wyeksponowaniu pewnych bardzo szczególnych drzwi. Dla mnie ten mariaż mainstreamowych rozwiązań – uproszczenie i wybielenie biografii prawdziwego Lomaxa, cukierkowość, uładnienie (gładkie ogolenie) więźniów, poruszająca muzyka tła, brytyjskie bohaterstwo kontra tchórzliwość i brak honoru wroga – i delikatnych zapędów do bycia twórcą czegoś bardziej indywidualnego, jest całkiem zjadliwy.

Podsumowując, Droga do zapomnienia, a właściwie Kolejowy człowiek czy też Człowiek kolei (ale na pewno nie Kolejarz) – bo życiowe przystanki, bo koleje losu – nie będzie wspominany jako arcydzieło czy wynoszony pod niebiosa szablon, według którego należy robić filmy o powojennych traumach. Jednak z pewnością jest to obraz wartościowo poznawczy, wizualnie piękny i świetnie zagrany, którego fabuła szczerze wzrusza i wywołuje katharsis. Tak, najnowsze dzieło Teplitzky’ego to dobra, mądra i solidna rzecz. Myślę, że warto śledzić dalszą karierę tego reżysera.

7/10

Paulina Stoparek


Droga do zapomnienia, 2013, prod. Australia, Wielka Brytania, reż. Jonathan Teplitzky, scen. Frank Cottrell Boyce, Andy Paterson na podstawie książki Erica Lomaxa o tym samym tytule, wyst.: Colin Firth, Nicole Kidman, Stellan Skarsgård.

Za seans dziękuję images

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym Noir Café pod adresem: http://www.noircafe.pl/droga-do-zapomnienia/.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s