Bernhard Jaumann – Kamienista ziemia

Ani żadnej ziemi, która jego jest

Dla tak zwanego człowieka z Zachodu, nawet mieszkającego w tej mniej postępowej części Europy, lektura Kamienistej ziemi Bernharda Jaumanna może okazać się szokiem. Ogrom problemów społeczno-politycznych usytuowanej w południowo-zachodniej Afryce Namibii opisanych na kartach jego powieści przytłoczy niejednego czytelnika, który od kryminału oczekuje głównie rozrywki i przyjemności wypływających z rozwiązywania zagadki. Kamienista ziemia zalicza się bowiem do tej nowoczesnej, cały czas ewoluującej kategorii gatunku kryminalnego, w którym sprawą ważniejszą od ścigania mordercy jest ukazanie od podszewki bolączek kraju, w którym ów przestępca grasuje. Bolączek, których przeciętny zjadacz chleba być może wolałby nie być świadomym…

Gdy byłam dzieckiem i zdarzało mi się grymasić przy jedzeniu, babcia opowiadała mi o dzieciach w Afryce, które z głodu mają chorobliwie wydęte brzuchy, chcąc tym samym ukazać kontrast i uświadomić mi, jakie mam szczęście, że urodziłam się w Polsce, w domu, w którym jest co do garnka włożyć, pal sześć, że był to późny, ale jednak nadal „kartkowy” PRL. Przytaczam tę anegdotę z dwóch powodów. Po pierwsze, ostatnimi czasy nic tak dotkliwie jak lektura Kamienistej ziemi nie uświadomiło mi, że mimo upływu lat problemy głodu i nędzy w Afryce nadal są obecne i to w stopniu drastycznym. Po drugie, kraj na którym skupia się Jaumann, to jakby afrykański odpowiednik zagubionego politycznie i tożsamościowo europejskiego byłego socjalistycznego państwa. Od czasu odzyskania przez Namibię niepodległości minęło prawie 25 lat. Z punktu widzenia pojedynczego człowieka to długi okres, lecz w odniesieniu do historii namibijskiego narodu, który z dziada pradziada był pod czyjąś „opieką”, na dodatek dotkliwie podzielonego przez wielopokoleniowe konflikty rasowe i agrarne, to zbyt krótki okres, aby rozwiązać trawiące go bolączki.

Jak wspomniałam, w znacznej mierze to właśnie na tych bolączkach skupia się Jaumann w swojej książce, a dramat, który ma miejsce na farmie Steinland – która to nazwa w przełożeniu na język polski oznacza właśnie kamienistą ziemię – jest pretekstem do ich odmalowania. Nie znaczy to jednak, że wątek kryminalny w powieści potraktowany został po macoszemu. W Kamienistej ziemi odnajdziemy zarówno tajemniczy zgon, porwanie, anonimowy telefon z ostrzeżeniem, jak i energiczną policjantkę z wydziału kryminalnego, która w pewnym momencie zacznie nabierać podejrzenia, że rękę do śmierci właściciela farmy przyłożył jej młodszy brat. Jakby tego było mało, wspomniana detektyw, czyli Clemencia Garises, zwęszy spisek we własnych szeregach, co stanie się przyczyną jej momentami pozornie absurdalnego działania. Obecne też będą strzelaniny, chowanie się za obiektami krajobrazu w celu uchronienia się przed postrzałem i próby podejścia przeciwnika od strony, w którą akurat nie spogląda. Można więc powiedzieć, że Kamienista ziemia to policyjny kryminał pełną gębą. Jednak ta, nazwijmy ją, rozrywkowa część, to tylko czubek góry lodowej, jaką postawił Jaumann przed udającym się w książkowy rejs czytelnikiem. Pod powierzchnią bowiem, już od pierwszych stron, czają się dramaty. Pierwszym sygnałem, który uprzedza o tym, że powieść wykracza poza gatunkowe ramy kryminału, jest opisanie pracy namibijskiej policji, która z powodu obecnej w kraju biedy i wypływających z niej braku odpowiednich udogodnień technicznych oraz korupcji trawiącej jej przedstawicieli, niejako z automatu ma utrudnione zadanie. Zadanie, które nawet jeśli zostanie doprowadzone do końca, to kosztem kilkukrotnie większego wysiłku niż tego obecnego w pracy policjantów na kontynentach amerykańskim czy europejskim. Clemencia – jak na razie bohaterka trzech książek cyklu Jaumanna poświęconego Namibii – świetnie zdaje sobie z tego sprawę, więc nawet nie domaga się od przełożonych choćby sekcji zwłok ofiary, z góry wiedząc, że usłyszy, iż to za drogi interes, za dużo zachodu, że pewnie ostatecznie i tak okaże się, iż sprawa jest rozwiązywalna bez protokołu patologa. Generalnie rzecz biorąc, zagłębiając się w lekturęKamienistej ziemi dojdziemy do wniosku, że trzeba mieć niebywałe powołanie i jeszcze większe przysłowiowe jaja, aby być policjantem w tym kraju. Na dodatek policjantem płci żeńskiej i rasy czarnej. Bo brak udogodnień natury techniczno-finansowej w pracy Clemencii to zaledwie ułamek problemów. Dochodzą do nich bowiem naleciałości po apartheidzie, od których pozostaje już tylko krok do rasizmu, a także fakt, że Garises jest jedyną kobietą na komisariacie, czego skutkiem ubocznym znacznie częściej od dżentelmeńskiej adoracji jest samcza niechęć.

Utrudnienia związane z pracą policji w oczywisty sposób sprzyjają rozpowszechnianiu się łobuzerki i coraz bardziej bezczelnych tsotsi. Miejscowi przestępcy z kolei też nie wzięli się znikąd… I tak od słowa do słowa, od rozdziału do rozdziału, Jaumann ukazuje gordyjski węzeł namibijskich problemów, który z powodu skrajnej biedy, ogromnego bezrobocia (około 51%!), konfliktów rasowych, najwyższego na świecie współczynnika nierówności społecznej czy politycznej niezaradności związanej z jarzmem obecnym na tych terenach od zarania dziejów, stawia Namibię w sytuacji beznadziejnej. Oczywiście, jak wszędzie, zawsze znajdzie się paru ambitnych skurczybyków czy naiwnych marzycieli, pragnących poskładać ten bałagan do kupy, jednak niemiecki pisarz nie pozostawia czytelnikowi większych złudzeń. I fakt, że uczynił bohaterkę kobietą silną, żądną sprawiedliwości, kierującą się głębokimi zasadami moralnymi i dumną ze swych korzeni, ani trochę tego przesłania naznaczonego fatum nie osłabia.

Kamienista ziemia nacechowana jest tragizmem, zatem nie należy do najłatwiejszych lektur. Kto sięgnie po nią wyłącznie w celu weekendowego rozluźnienia, może się sparzyć. Natomiast nie lada gratką będzie ona dla tych, którym niestraszne jest poznawanie tych mniej sympatycznych zakątków świata, których nie uświadczymy na plakatach biur podróży. Ci, których cięższy kaliber nie nastraszy, zostaną nagrodzeni mięsistym, często bardzo naturalistycznym opisem życia Namibijczyków, a także Afrykanerów, czyli ludzi rasy białej, których przodkowie byli osadnikami, owymi złymi, którzy siłą wywłaszczyli rdzennych mieszkańców. Niemal na własnej skórze poczują też upiorny klimat południa pustynnej Afryki, czyli nieznośnie upalne dni oraz noce, podczas których bez odpowiedniego odzienia można zamarznąć. Dostrzegą sedno tamtejszego konfliktu agrarnego, naiwne próby jego rozwiązania i towarzyszące im protesty, którym nieobca jest przemoc… Krótko mówiąc: poznają fakty na temat nieznanego im zakątka ziemi, o których ani przez moment nie pomyślą, że są zafałszowane – z takim zapałem, a zarazem zmęczeniem człowieka uświadomionego, opisywać je będzie Jaumann: z pochodzenia Niemiec, a z zamieszkania i zaangażowania Namibijczyk.

Od strony formalno-technicznej Kamienista ziemia również przedstawia się nadzwyczaj atrakcyjnie. Ceniący kunsztowne pióro czytelnicy nie będą zawiedzieni. Z pewnością urzeknie ich początkowa i końcowa metafora kamieni, a przystępny styl, któremu jednocześnie nieobce są stylistyczne udziwnienia – zachwyci. Szczególną uwagę warto zwrócić na umiejętność Jaumanna, polegającą na kreowaniu fabularnych scen, które dopiero po kilku akapitach okazują się być tym, czym są istotnie. Niemiecki pisarz świetnie radzi sobie też z przedstawianiem tej bardziej sensacyjnej strony kryminału, czyli policyjnych akcji, których sposób rozpisania mógłby posłużyć do stworzenia zapierających dech w piersiach filmowych sekwencji. Co ciekawe, mimo głębokiego pochylenia się nad problemami Namibii, Jaumann potrafi też rozbawić, w dobroduszny sposób ukazując przedstawicieli starszego pokolenia, którym nieobce są dawne wierzenia i którzy mają swoje własne sposoby na rozwiązanie spraw zagrażających ich bliskim.

Jednak gdybym – obok walorów poznawczych – miała wymienić największy skarb zawarty na stronach Kamienistej ziemi, bez wątpienia byłoby nim zakończenie, należące do tych najbardziej interesujących, bo moralnie dwuznacznych i bezpardonowo ukazujących ludzkie słabości, takie jak nadmierna ambicja czy bezradność wobec odwiecznych problemów. Zakończenie, dodam, podparte bardzo nietypowym, bo utrzymanym w konwencji baśniowej opowieści, wyłuszczeniem intrygi, której rozwiązanie zaskoczy nawet tych najbardziej wymagających wielbicieli kryminałów, a także zaspokoi oczekiwania tych, którzy cenią fabuły przeżarte właściwościami i filozofią miejsc, w których się toczą. Podsumowując, Kamienista ziemia to piękna, wartościowo poznawcza, zaangażowana społecznie powieść, która nie należy do łatwych i lekkich, ale z lektury której wypływa olbrzymia czytelnicza przyjemność.

8/10

Paulina Stoparek


Bernhard Jaumann, Kamienista ziemia, przeł. Alicja Rosenau, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.

Za książkę dziękuję wydawnictwu 

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym  Noir Café pod adresem: http://www.noircafe.pl/bernhard-jaumann-kamienista-ziemia/.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s