Zaginiona dziewczyna

Zagrajmy!

Ciężko jest pisać o najnowszym filmie Davida Finchera, Zaginiona dziewczyna (Gone Girl, 2014), bez choćby częściowego zdradzania fabuły. Przy czym nie mam na myśli krótkiego wprowadzenia w treść, lecz wszelkie przebłyski fabularne, jakie można odsłonić poprzez opisywanie zabiegów narracyjnych, gry aktorskiej czy symboliki. Zatem pierwsze, co należy napisać o tym obrazie, to fakt, że równie trudno zaszufladkować go gatunkowo, jak i w miarę rzetelnie opisać. Fincher, jeden z najoryginalniejszych i najsprawniejszych rzemieślniczo współczesnych reżyserów po raz kolejny bowiem zrobił film bardzo dobry, a nawet wybitny, lecz po raz pierwszy tak skutecznie wymykający się ogólnie przyjętym ramom, stając się tym samym nie tylko twardym orzechem do zgryzienia dla widzów, lecz także dla krytyków.

Zaginiona dziewczyna miała to niewątpliwe szczęście, że autorka jej literackiego pierwowzoru o tym samym tytule, Gillian Flynn, wzięła na swoje barki pracę nad scenariuszem. Charakterystyczne dla Finchera wyczucie filmowego obrazu i umiejętność wywoływania wzrostu adrenaliny u widza oraz przynależne Flynn odautorskie sedno uchwycenia historii są bez wątpienia przyczynami wysokiej jakości i sukcesu filmu. Pazury dwojga indywidualistów zaryły się w produkcji głęboko, co jest o tyle znamienne, że w porównaniu z dotychczasowym dorobkiem reżysera, Dziewczyna jest formalnie stosunkowo spokojna. Brak artystycznej tudzież wideoklipowej czołówki, szaro-niebieskie, lekko depresyjne kadry, męski protagonista na pierwszy rzut oka niewyróżniający się niczym specjalnym… Na dodatek, dzięki klimatycznej, nieco psychodelicznej i chłodnej (momentami mamy wrażenie stąpania po lodowej grocie) muzyce Trenta Reznora i Atticusa Rossa, wchodzimy w fabułę jak w masło, z nastawieniem na mainstream z tajemnicą w roli głównej i z wyraźnymi znamionami kryminału, ewentualnie thrillera. I rzeczywiście, przez pierwsze pół godziny, może trochę dłużej, Dziewczyna właśnie tym jest, albo raczej udaje, że właśnie tym chce być. Tytułowa bohaterka, czyli Amy Dunne (Rosamund Pike), znika w tajemniczych okolicznościach. Po powrocie z rutynowego porannego obchodu lokalu gastronomicznego, którego jest właścicielem, jej mąż Nick (Ben Affleck) nie zastawszy jej w mieszkaniu, a w zamian „zyskawszy” rozbity szklany stolik, nie zastanawiając się za wiele zgłasza sprawę policji. Zaginięciu pani Dunne błyskawicznie zostaje przydzielona para śledczych, a następnego dnia zwołana konferencja prasowa. Minuty filmu mijają, ilość dni od zaginięcia jest na ekranie skrupulatnie odliczana, a im dalej w las, tym więcej poszlak wskazuje na to, że winny zaginięciu kobiety jest nie kto inny jak mąż. Policja węszy morderstwo, media zaczynają dręczyć Nicka, rozpoczyna się nagonka…

Pierwsza część Dziewczyny mija, łudząc odbiorcę, że oto ma do czynienia z kryminałem, w którym para gliniarzy – obowiązkowo obu płci, z solidną i podejrzliwą policjantką i mniej solidnym, ale negatywnie nastawionym do podejrzanego jej podwładnym – szuka przyczyn zniknięcia kobiety, która prawdopodobnie i tak leży już sześć metrów pod ziemią albo obciążona kamieniami na dnie rzeki. Jednak gdy widz już na dobre przyzwyczaja się do konwencji, następuje pierwszy z kilku zaskakujących zwrotów akcji, po którym uświadamia sobie, że został włączony do filmowej gry, która okaże się daleko bardziej szokująca niż przypuszczał i korzystająca z wielu innych, poza kryminalnymi, gatunkowych konwencji. Zresztą te twisty i melanż gatunków to podstawowe zalety produkcji i zarazem potencjalne wpasowanie się w gusta rozmaitych widzów. Bo czegóż my tu nie mamy! Kryminał zostanie wyparty przez melodramat, ten z kolei przez dramat psychologiczny, pojawi się też groteska, idąca ramię w ramię z kąśliwą satyrą, w międzyczasie zaistnieje tak zwane kino zemsty z elementami thrillera, a nawet horroru, by ostatecznie eksplodować obyczajem napiętnowanym cechami reality show przemieszanego z telenowelą dokumentalną!

Jazda bez trzymanki przyprawiająca o zawroty głowy nie jest obca wielbicielom talentu Finchera. Z tym że Dziewczyna powoduje je, nie używając wymyślnych środków filmowych ani wizualności. Będą retrospekcje, dwutorowa narracja, rozbuchana rola mediów, która w oczywisty sposób sprawi, że pewną część fabuły będziemy poznawać za sprawą widocznych w kadrze odbiorników telewizyjnych. Wszystko w normie, że tak powiem, bez żadnych formalnych udziwnień. Nietypowość w fabule duetu Fincher – Flynn polega bowiem na czymś innym, mianowicie na nieustannym podważaniu dopiero co przedstawionych odbiorcy prawd, które odbywa się a to za sprawą różnych punktów widzenia, a to poprzez demonizowanie przekazu medialnego, a to dzięki odkrywaniu grzeszków protagonisty… Twórcy osiągają efekt, zarówno fabularny jak i odbiorczy, który niejako stoi w sprzeczności z samym sobą. Tego pierwszego oczywiście nie opiszę, aby nie zepsuć niespodzianki, natomiast w przypadku odbioru sprawa wygląda tak, że w pewnym momencie ogłupiały od nadmiaru sprzecznych informacji widz zaczyna mieć dość, a mimo to nie może się oprzeć, by nadal grać w tę grę.

Warto zaznaczyć, że ów nadmiar informacji nie wypływa wyłącznie z konwencji kryminału ze śledztwem w tle i wykorzystania w filmie roli natręctwa mediów, lecz także z wnikliwej analizy związku protagonistów. Flynn i Fincher do nieprzyzwoitości rozgrzebują intymność dwojga ludzi, wyciągają na wierzch bebechy siedmioletniego związku, przekrawają je i sprawdzają, ile w nich jest trucizny. A jest jej sporo… Na tyle dużo by… zabić…

Zabić kogoś? A może coś? A może jedno i drugie? Pytania będą się mnożyć. Na wszystkie otrzymamy odpowiedzi, chociaż niektóre będą miały tyle warstw, że nawet najbardziej uważny widz całości nie pojmie. Pozostaną cienie, pozostanie zwielokrotniona możliwość interpretacji. Pozostanie też niestety wrażenie uproszczenia niektórych przekazów, co przy tak długim filmie (niemal dwie i pół godziny) uznaję za wadę. Nie do końca podoba mi się  również przedstawiona w nim gorzka satyra na media, ich wizerunek tyleż przerażający, co – z powodu prostackich cech uosobionych chociażby w szukających taniej sensacji gospodyniach talk shows – komiczny. Chwała twórcom za to, że są bystrymi obserwatorami z sardonicznym poczuciem humoru, jednak przy poważnym wydźwięku filmu wątek ów osłabia siłę jego przesłania. Jednak najbardziej jaskrawą wadą Dziewczyny są dla mnie ostatnie sceny, które obok podkreślania zasadności wcześniejszej fabuły, przez parokrotne maglowanie już stwierdzanych faktów i nieumiejętność utrzymania napięcia do końca, zaczynają nużyć.

Jednakowoż, mimo że Dziewczyna ma kilka wad, historia, jaką przekazuje, jest tak niezwykła, że należy się głęboko pokłonić przed wyobraźnią Flynn i umiejętnością przetransponowania jej na język filmu, którą wykazał się Fincher. Na uznanie zasługuje także duet aktorski Pike – Affleck, przy czym piszę to bez jakiegokolwiek przekąsu pod adresem odtwórcy roli Nicka. Nie każdy aktor musi się z filmu na film zmieniać tak diametralnie jak Robert de Niro, wszak statyczność i oszczędność też bywają cenne, co w przypadku tej konkretnej kreacji sprawdziło się wybornie, pozwalając wysunąć się na pierwszy plan postaci kobiecej, która zapewne okaże się punktem zwrotnym w karierze Pike. Jej Amy jest bowiem sercem najnowszego filmu Finchera i zarazem jego największą zagadką. Królową Śniegu i buzującym kłębkiem namiętności w jednym. Aniołem i diabłem. A także odzwierciedleniem pewnego cytatu z twórczości angielskiego dramaturga, Williama Congreve’a, którego nie zamieszczę, aby nie spoilerować, a który wielu zapewne przyjdzie na myśl po seansie Zaginionej dziewczyny, filmu po trochu czerpiącego z całego dotychczasowego dorobku Finchera i zarazem potwierdzającego jego geniusz.

8/10

Paulina Stoparek


Zaginiona dziewczyna, 2014, prod. USA, reż. David Fincher, scen. Gillian Flynn na podstawie swojej powieści o tym samym tytule, wyst.: Ben Affleck, Rosamund Pike, Neil Patrick Harris i in.

Za seans dziękuję images

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym Noir Café pod adresem: http://www.noircafe.pl/zaginiona-dziewczyna-4/.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s