O fenomenie białowłosego szeryfa, czyli dlaczego Zygmunt Miłoszewski nie pozwala mi spać

DSC_32801

Fakt, że zaledwie miesiąc temu poznałam prozę Zygmunta Miłoszewskiego, wydaje mi się w tej chwili absurdem. Ja, od lat ceniąca, zarówno w literaturze, jak i filmie, gatunek kryminalny, i odkrywająca w nim z tytułu na tytuł coraz więcej odniesień, poznająca dzięki niemu nieznane dotąd fakty historyczne, doszukująca się w jego konwencji rozmaitych interpretacji i z rozkoszą naciągająca jego symbolikę do granic, do niedawna kojarzyłam pana Zygmunta wyłącznie z wyrywkowej znajomości tytułów jego książek i oczywiście z ekranizacji Uwikłania, na którą wielu narzeka ze względu na zmianę płci głównej postaci. Wychowana na intrygach fabularnych Agathy Christie, ze wszczepionym na studiach uwielbieniem do kina noir, a w prezencie świątecznym oczekująca regału, na którym będę mogła ustawiać kolejne książkowe zdobycze, myślałam, że z grubsza wiem, co w kryminalnej trawie piszczy. Myliłam się, i to bardzo.

Za mną dwa pierwsze tomy powieści o prokuratorze Teodorze Szackim, Uwikłanie i Ziarno prawdy, których lektura została okupiona mocno okrojonym snem, nie tylko z powodu czytania do późna, lecz także nocnych rozmyślań nią spowodowanych. Przede mną Gniew, który już pyszni się na półce, a przed którym celowo postanowiłam złapać chwilę oddechu, jako że na tym skończy się moja przygoda z białowłosym szeryfem, jak sam siebie lubi wyobrażać sobie bohater Miłoszewskiego. Nie z tego względu oczywiście, że jej nie chcę kontynuować, ale z powodu wyznania samego autora, które zaskoczyło zarówno jego czytelników, jak i media. Mianowicie pan Zygmunt postanowił, że Gniew będzie ostatnią odsłoną przygód Szackiego. Rzucił również w eter wieść, że zamierza skończyć z pisaniem kryminałów, ponieważ ma dość konkursu na stworzenie jak najbardziej szokującej i krwawej zbrodni. Jak twierdzi, rażą go gwałty na dzieciach umieszczone w co drugiej powieści tego gatunku, i swoista zwłokowa pornografizacja tegoż. Krótko mówiąc – mierzi go kryminalny wyścig szczurów.

Z jednej strony trudno Miłoszewskiemu odmówić racji, wszak kryminały, to obecnie główne obciążenie księgarskich półek, z drugiej natomiast – czuję całym swoim umysłem, literackim gustem, nosem, który zwęszył niepodważalny talent czy jak tam zwał, że autor swoją decyzją pozbawia mnie czegoś, czego smak dopiero co poznałam. A co takiego w „Szackich” tytułach mnie urzekło, a co mam nadzieję mimo, że zostało mi zabrane, tak jednak zostanie godnie zrekompensowane, bo – jak prosi czytelników rozdrażniony pan Zygmunt – miejcie trochę zaufania, że jak udało mi się z jednym [bohaterem], to może uda się też z kolejnymi”[1]? Ano, przede wszystkim zarówno sama postać prokuratora, jak i cały cykl są bardzo polskie i bardzo współczesne. Tego ostatniego nie zaznaczam bynajmniej z tego względu, że mam negatywny stosunek do powieści retro, nierzadko mających fabułę umiejscowioną w czasach okupacji. Przeciwnie. Bardzo cenię powieści Marka Krajewskiego i Marcina Wrońskiego. Jednak, podczas gdy wymienione tuzy polskiego retrokryminału tworzą swojego rodzaju powieści historyczno-kostiumowe, tak Miłoszewski bez pardonu ukazuje dzisiejszą Polskę taką jaka jest, z paskudną i chaotyczną Warszawą (przepraszam mieszkańców stolicy za te słowa, ale taką wiedzę zyskałam od pisarza) i klimatycznym, lecz ostentacyjnie katolickim Sandomierzem na czele, a wstępy do poszczególnych rozdziałów, będące czymś na modłę skrótu wiadomości, mają dodatkowo w tę swojską współczesność – lub jak kto woli niezbyt odległą ówczesność – wprowadzać i umiejscowić ją na tle międzynarodowych wydarzeń. Że PiS mówi „nie” marszom równości (Uwikłanie, 2005 rok), że fiskus sprzeciwia się, aby rodzicie żyjący w konkubinacie rozliczali się wspólnie z dzieckiem (Ziarno prawdy, 2009 rok), że neofaszyści z Europy świętują urodziny Hitlera, że prezydent Stanów Zjednoczonych postanowił coś tam, że ktoś tam ma któreś tam urodziny… Owe teleexpressowe zapiski – z zamierzenie, jak mniemam, bogatszym tłem krajowym, a mikroskopijnie zarysowanym międzynarodowym, wszak Polskę trawi tyle absurdów, że co tam Stany, Izrael czy Azerbejdżan – stara się mniej lub bardziej delikatnie podprowadzać pod fabularne wątki lub odzywki bohaterów. Będą zatem teczkowe i esbeckie posądzenia, będzie rozróżnienie na Wielkanoc katolicką i żydowską… Czyli ponownie wracamy do polskości, a ściślej do polskich bolączek, zatargów, rodzimych zawstydzeń i ojczystej niechlubnej historii. Miłoszewski umiejętnie lawiruje po ścieżkach przeszłości, cały czas pozostając bezlitośnie współczesnym, mieszając owe zaprzeszłe, wydawałoby się, zjawiska, z XXI-wiecznymi porachunkami, bezwstydnie ukazując polską żółć, którą pewien krakowski profiler uzna za bardzo częstą przyczynę polskich morderstw… Stop.

Stop, ponieważ, aby nie nadwerężać felietonowej objętości, trzeba i o bohaterach wspomnieć, tych drugoplanowych na razie, tak aby białowłosego zostawić sobie na koniec niczym smakowity deser. Wspomniany profiler, albo żona Teodora, albo stary policyjny wyga Wilczur… Wymieniać wszystkich postaci nie ma sensu, jednak wszystkie z nich mają wspólny mianownik – czytelnik zapamięta je na długo z powodu ostro, nierzadko złośliwie zarysowanej charakterystyki. Zresztą Miłoszewski bynajmniej nie ukrywa, że uważa, iż postać główna winna być w miarę „normalna” charakterologicznie i fizycznie, podczas gdy z drugim planem zdecydowanie można zaszaleć, aby poprzez tę swoistą zabawę wdrożyć się w pamięć czytelnika. Istotnie, sprawdza się to wybornie, przy czym warto zaznaczyć, że postaciowe tło Szackiego bynajmniej nie sprawia wrażenia krasnoludków stojących za plecami Królewny Śnieżki. Wszyscy pozostają jak najbardziej realni, kierują nimi przekonujące emocje, jeśli nie racjonalne, to na pewno psychologicznie wytłumaczalne. Zresztą, co by można Miłoszewskiemu zarzucić, to na pewno nie to, że wyciąga z rękawa umysłowość bohaterów czy wydarzenia, które mogą na nią wpływać. Z początku miałam takie wrażenie, nie chciało mi się bowiem wierzyć, że istnieje typ leczenia, na dodatek dość radykalnie zmieniający samopoczucie pacjentów, zwany terapią ustawień (Uwikłanie), jednak ciocia Wiki unaoczniła mi, że pan Zygmunt jest jak najbardziej wiarygodny. Niby nic specjalnego, powie ktoś, każdy dobry pisarz winien zrobić research… I oczywiście będzie miał rację. Jednak odnoszę wrażenie, że w przypadku Miłoszewskiego rzecz posuwa się o krok dalej, mianowicie, że szuka on pretekstu, by – zupełnie jak Krajewski podpierający się wyższą wiedzą matematyczną w swoich ostatnich powieściach – jak najwnikliwiej, z każdej możliwej strony, swoją erudycję ukazać, nierzadko nawet komplikując sobie zadanie, czego jeszcze lepszym przykładem od Uwikłania wydaje mi się Ziarno Prawdy z jego opisami żydowskich tradycji, opowieści i – znów ta wstrętna, lecz prawdziwa Polska! – pogromów. Przy czym, nie jest, jak wspomniany wrocławski pisarz, akademicki w swoim prozatorskim wykładzie, lecz przystępny, ludzki, nagi nieomal, kostium zostawiwszy wyłącznie wykreowanej przezeń pierwszoplanowej postaci, czyli prokuratorowi Szackiemu, komuś, kto pragnie widzieć w sobie filmowych bohaterów kreowanych niegdyś przez Clinta Eastwooda, a o kim sam autor mówi, ze jest typem superbohatera, który nosi skrojone na miarę garnitury niejako symbolicznie, tak jak Superman nosi pelerynę i trykoty.

Kościół Matki Bożej Jerozolimskiej, czyli architektoniczny koszmarek na ul. Łazienkowskiej 14, o którym Miłoszewski pisze, że jest symbolem warszawskiego chaosu - miejsce popełnienia zbrodni w

Kościół Matki Bożej Jerozolimskiej, czyli architektoniczny koszmarek umiejscowiony przy ul. Łazienkowskiej 14, o którym Miłoszewski pisze, że jest symbolem warszawskiego chaosu – miejsce popełnienia zbrodni w „Uwikłaniu”

Doszedłszy nareszcie w swoich wywodach do Szackiego napiszę, że już po przeczytaniu pierwszych stron Uwikłania z niemałym zaskoczeniem stwierdziłam, jak małe pojęcie miałam o pracy prokuratora siedzącego na państwowym stołku. Po pierwsze: przeciętna polska (czytaj: marna) pensja; po drugie: udział w prowadzeniu dochodzenia nie mniejszy niż w przypadku policyjnych detektywów; po trzecie: niezliczone raporty, papiery, którymi nie zajmie się sekretarka, bo jej nie ma; po czwarte: uważanie, aby komuś czasem nie nadepnąć na odcisk… Ponadto w wydaniu Miłoszewskiego zawód prokuratora, w popkulturze przedstawianego najczęściej jako tego złego, który czepia się niewygodnych szczegółów i który ma za zadanie usadzić delikwenta w więzieniu, względnie „obdarować” tak zwanymi zawiasami, nabiera szlachetnej funkcji strażnika sprawiedliwości Rzeczpospolitej, co jest swoistym ewenementem. Zatem, przy jednoczesnym wymiarze szarego urzędnika, któremu szkoda na kawę w knajpie, bo mógłby za te kilka złotych coś dziecku do jedzenia kupić, jest Szacki polskim Batmanem, który co prawda nie strzela w powietrze szponem z linką, pozwalającym mu wspiąć się na najwyższy budynek, ale któremu w umyśle co rusz klikają skojarzenia pozwalające w fenomenalny sposób powiązać fakty, dojść do prawdy i ukarać złoczyńcę. Czym się jednak bystry prokurator różni od Człowieka Nietoperza czy Supermana, to fakt, że jest mimo skromniejszych gabarytów facetem z krwi i kości, złośnikiem, cynikiem i momentami wręcz absurdalnie żałosnym kobieciarzem nawiązującym erotyczne znajomości z braku laku. Żadna rozsądna samica, czytająca o jego poczynaniach, Szackiego nie polubi, jednak nie odmówi mu swoistego zadziornego uroku i charakterologicznego pazura, a także, o czym się rychło przekona – jako, że wydarzenia fabularne są w większości filtrowane przez jego wrażliwość – duchowej głębi, którą Miłoszewski zjawiskowo odsłania w rodzajowych scenkach z życia zgorzkniałego faceta, pisząc chociażby o tym, jak bohater pluje sobie w twarz wyrzucając z lodówki zepsute produkty spożywcze, z przyzwyczajenia kupione w większej (czytaj: rodzinnej) ilości.

Kontrowersyjny obraz autorstwa Karola de Prevot (XVIII w.) z katedry w Sanomierzu przedstawiający rzekomy mord rytualny - niemy bohater

Kontrowersyjny obraz autorstwa Karola de Prevota (XVIII w.) z katedry w Sanomierzu przedstawiający rzekomy mord rytualny na dzieciach – niemy bohater „Ziarna prawdy”

Kończąc ten tekst, pragnę podkreślić, że jego laurkowość jest jak najbardziej zamierzona. Do niedawna myślałam, że żaden polski pisarz nie doścignie mojego ukochanego Krajewskiego i stworzonego przezeń Edwarda Popielskiego. Jednak po lekturach dwóch „Szackich”, dochodzę do wniosku, że oto nadeszła pora, aby zmienić zdanie, co bowiem uderzyło mnie w prozie Miłoszewskiego, to fakt, że próżno w niej szukać choćby jednego zbędnego akapitu, przy jednoczesnym zaznaczeniu, że obficie zostały w niej opisane zarówno niezwykle wymyślne zagadki, potyczki Szackiego ze swoim własnym umysłem, szereg sylwetek drugoplanowych umieszczonych na wnikliwie opisanym tle, jak i wspomniana już polskość, by nie rzec dosadniej: polaczkowość. Tak, pan Zygmunt bywa złośliwy patrząc na świat oczami Szackiego. Czuć też, że ma dystans do fenomenu jaki stworzył, przemycając delikatną kpinę pod swoim adresem i pozując z lekka na polskiego Dana Browna. Z pokorą mówi też o sobie jako o rzemieślniku, nie artyście. Z jednoczesnym zaznaczeniem, że tylko zdolny rzemieślnik może pełnić rolę posłannika.

Paulina Stoparek


[1] Zygmunt Miłoszewski w rozmowie z Katarzyną Nowakowską, http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138589,16810220,Zygmunt_Miloszewski_nie_chce_juz_pisac_kryminalow_.html. Wszystkie niezacytowane dosłownie wypowiedzi pana Zygmunta również mają źródło w tym wywiadzie (23.10.2014).


Za książki dziękuję 

Źródło zdjęcia Zygmunta Miłoszewskiego: http://empikgroup.com/portfolio-item/zygmunt-miloszewski-w-empiku/.

Źródło zdjęcia kościoła na Łazienkowskiej: http://www.filosss.fotolog.pl/2265278,komentarze.html.

Źródło obrazu de Prevota: http://pl.wikipedia.org/wiki/Mord_rytualny.

Tekst dostępny jest również na stronie portalu kulturalnego Noir Café pod adresem: http://www.noircafe.pl/o-fenomenie-bialowlosego-szeryfa-czyli-dlaczego-zygmunt-miloszewski-nie-pozwala-mi-spac/.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s