Natasza Orsa – W świecie Jonasza

fd8b0f77d767f1f6640afba6916ff67c_L

Księga imion zanurzona w zmysłach

Jonasz – imię męskie pochodzenia hebrajskiego. Wywodzi się od rdzenia ינה oznaczającego gołębia. W mowie potocznej oznacza człowieka, który przynosi kłopoty innym, sam wychodząc z nich bez szwanku.

(Wikipedia)

Nie wiem, kim jest Natasza Orsa. Media milczą na jej temat, a w Sieci znalazłam tylko jej profil fejsbukowy, który mówi tyle, co nic. Jednak na okładce jej książki W świecie Jonasza można przeczytać, że za tym oryginalnym imieniem i nazwiskiem kryje się polska pisarka, dotąd znana czytelnikom za sprawą zupełnie innego rodzaju literatury, co w przypadku omawianej teraz powieści oznacza książki inne niż erotyczne. Autorka jest więc równie tajemnicza, co Goddard, główny bohater Gry Jerzego Kosińskiego. I chociaż nie rozpaliła moich zmysłów do tego stopnia, do jakiego kiedyś udało się to temu polskiemu pisarzowi żydowskiego pochodzenia, tak z pewnością nie ma się czego wstydzić.

Początek powieści Orsy jest dość banalny. Ona nieufna i niewinna, on tajemniczy i zmysłowy. Spotykają się na imprezie, na którą bohaterkę siłą wyciąga jej przyjaciółka. Monika broni się rękami i nogami przed tym, aby nie pozwolić się uwieść Jonaszowi, co, jak łatwo się domyślić, jej się nie uda. Dość szybko para bohaterów nawiązuje znajomość natury erotycznej, co dla niej, rozwódki, która do tej pory współżyła tylko z jednym mężczyzną, byłym mężem, jest niczym wstąpienie do jednej wielkiej krainy zmysłowości. Jonasz bowiem jest doświadczonym i wytrawnym kochankiem, który otwiera przed Moniką świat seksu, o którym dotąd nie miała pojęcia… Jednak ta sielanka dość szybko zaczyna się chwiać. Jonasz okazuje się mężczyzną bardzo despotycznym, w napastliwy sposób domagającym się miłości, a na dodatek prowadzącym ciemne interesy. Monika, osoba bardzo niezależna, ostrożna i stroniąca od wizji stałego związku, zaczyna się zastanawiać, czy kontynuować tę coraz bardziej niebezpieczną znajomość…

W Sieci spotkałam się z opiniami, że W świecie Jonasza jest niczym Pięćdziesiąt twarzy Greya, tylko że umieszczone na naszym rodzimym podwórku. Nie wypowiem się na temat, na ile te dwa tytuły są do siebie podobne, ponieważ nie znam powieści E L James, natomiast o rzekomej swojskości mogę napisać tyle, że czytelnicy, którzy odbierają powieść Orsy jako „bzykanko po polsku” najwyraźniej nie do końca ją pojęli. Autorka bowiem, chociaż wspomina o Polsce, tak mam wrażenie, że wymieniając w rozmowach bohaterów chociażby Łódź, czyni to na zasadzie, aby było, docelowo i tak umieszczając akcję w miejscowości no name, z której wątłego opisu możemy się jedynie domyślić, że chodzi o duże miasto, a ta umowność z kolei jest środowiskiem jak znalazł dla symboli, o których za moment. Jedynym jak dla mnie synonimem polskości jest trzecioplanowa postać gosposi Jonasza, pani Stanisławy, której imię jest staropolskie, a jej gościnność wręcz przysłowiowa. Pozostali istotni bohaterowie mają imiona albo nietypowe albo symboliczne. I tak imię Jonasz oznacza (w potocznym języku) tego, który przynosi kłopoty innym sam wychodząc z nich bez szwanku, natomiast Monika znaczeń ma kilka, z których jednak można wyciągnąć wspólny mianownik oznaczający ni mniej ni więcej kogoś pojedynczego, samotnego, odosobnionego (do dziś we Włoszech zakonnica zwana jest monaca, a w niektórych dialektach monica). Zastanawia też imię przyjaciółki głównej bohaterki, Nadii, które wzięło się od rosyjskiej Nadieżdy, czyli w przełożeniu na polski – Nadziei. Zresztą, już słowo „Jonasz” zawarte w tytule powieści zwróciło moją uwagę, a zagłębienie się w lekturę tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z powieścią, która może i ma skusić czytelnika obietnicą seksualnych opisów, ale pod tą skorupą erotyki tak naprawdę jest tworem wysoce symbolicznym.

Symboliczna jest już sama relacja niezależnej kobiety, można powiedzieć quasi-feministki, z despotycznym mężczyzną, który pragnie w pełni kontrolować ją i jej życie, przy czym jest to ukazane w ten sposób, że momentami W świecie Jonasza zbacza z terenów przynależnym erotyce przybierając wyraźne odcienie thrillera. Nie mamy jednak do czynienia z fabułą odwróconego Fatalnego zauroczenia (Fatal Attraction, 1987, reż. Adrian Lyne), a z próbą przemycenia przez autorkę wojny płci, symbolu kobiety próbującej się wyzwolić spod patriarchatu, a także symboliki złotej klatki. Natomiast w chwilach szczególnie mocnego zaangażowania w powieść Orsy – a takich momentów, wynikających głównie z powodu, nazwijmy to, „długich rąk” Jonasza, było sporo – odniosłam wrażenie, że autorka usiłuje, w całkiem udany zresztą, bo dość przerażający sposób, nawiązać do polityki totalitaryzmu. Oczywiście dopuszczam możliwość, że nadinterpretuję pewne treści, jednak mając w głowie wspomnienie chorobliwej potrzeby kontroli głównego bohatera i jego jaskrawą wręcz nerwowość w momentach, gdy kochanka próbuje zrobić coś po swojemu – trudno mi się oprzeć podobnej interpretacji. I bynajmniej nie dałam się nabrać na częściowe usprawiedliwienie tego obsesyjnego pilnowania niebezpieczną „pracą” jaką wykonuje Jonasz. Wręcz przeciwnie, ponieważ w tym „zawodowym” wątku pojawia się postać stojąca nad głównym bohaterem – jego nietytułowany szef o rosyjskim imieniu (i wschodnim zaśpiewie), Wasil, co właściwie rzecz biorąc mówi samo za siebie. Czyli wracamy do symboliki imienia, a mój tekst niejako zatoczył koło.

Koło zatacza również powieść Orsy, z tym że jest ono nie do końca oczywiste i mniej dosłownie skonstruowane niż zazwyczaj ma to miejsce w sztuce filmowej. Pozostawia niedosyt, jak to słusznie zauważył autor recenzji cytowanej na okładce. Okładce, która z miejsca przyciąga wzrok wizerunkiem nagiej kobiety odwróconej do czytelnika plecami. To kolejny – tym razem ze strony wydawcy – świadomy lub nie, symbol, który według mnie ma za zadanie ukazać kobiecość w ogóle, tak aby poprzez brak twarzy przy jednoczesnej wyraźnej sylwetce w kształcie klepsydry żeńskim czytelniczkom łatwiej było się z treścią książki i symboliczną bohaterką utożsamić.

A co z tym seksem?, zapytają ciekawscy. Jest, w dość sporej, chociaż nieprzesadnej ilości. Obecne jest także przeklinanie podczas intymnych chwil, jednak bynajmniej nie ma ono znamion rynsztoka, ponieważ całkiem znośnie jego obecność autorka tłumaczy. A czy jest… hm… gorąco? Powiem tak: ja już jestem dużą dziewczynką, na dodatek żyjącą w szczęśliwym związku z mężczyzną, więc wypieków na policzkach i dekolcie nie dostałam, chociaż nie ukrywam, że o tak zwanych momentach czytało się przyjemnie. Nieco raziła mnie za to płycizna psychologiczna i dość częste myślowe powtórki bohaterki (książka ma narrację pierwszoosobową żeńską), która ostatecznie i tak postępowała wbrew swoim zamierzeniom. Ale, jak wspomniałam wyżej, dla mnie W świecie Jonasza to powieść symboliczna, przypowieść nieomal, a w takim przypadku psychologia bohaterów nie ma obowiązku być podparta znajomością literatury specjalistycznej. Polecam tym, którzy w literaturze erotycznej poszukują czegoś więcej.

6/10

Paulina Stoparek


Natasza Orsa, W świecie Jonasza, Sumptibus, Poznań 2014.

Za książkę dziękuję wydawnictwu 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s