Bogowie

Mission: Possible

To pan jest tym wariatem ze skalpelem?

(Bogowie, reż. Łukasz Palkowski)

Profesora Zbigniewa Religę śmiało można nazwać ikoną człowieka. Może nie każdy kojarzy, jaką politykę preferował i co zdziałał jako minister zdrowia, ale o jego zasługach dla świata medycyny wiedzą wszyscy. Że walczył z twardogłowymi kolegami po fachu i mimo wielu przeciwności przeprowadził pierwszą w Polsce transplantację serca. Że, aby ratować konkretnego człowieka, potrafił wszyć mu serce świni, a aby ocalić rzeszę sercowców – założył Fundację Rozwoju Kardiochirurgii, która działa do dziś. Mówi się o nim, że miał wielkie serce, które traktował wyłącznie jako niezbędną do tłoczenia krwi pompę. Oczywistym się wydaje, że fabuła filmowa, która będzie opowiadać o Relidze-ikonie, będzie swojego rodzaju relikwiarzem. I tak też się stało w przypadku Bogów (2014) Łukasza Palkowskiego. Jednak poza jego swoistą świętością wynikającą z poruszającej opowieści o niezwykłym człowieku, którego podziwia cała Polska, jest jednocześnie obrazem pełnym luzu i doskonałego humoru sytuacyjnego, wybornie posługującym się stylistyką amerykańskiego mainstreamu. Czytaj dalej

Reklamy

Brud

Świnia cierpiąca

Bruce Robertson (James McAvoy) patrzy w moje oczy. Patrzy z pełną perfidii świadomością, że jego wzrok powoduje mój dyskomfort. Nie pozwala mi być bezkarnym podglądaczem, wygodnie siedzącym w kinowym fotelu. Jego wzrok sprawia, że zaczynam się niepokoić, a włoski jeżą mi się na karku. Czuję, że coś jest nie tak. Jeszcze nie wiem co, ale nie wątpię, że wkrótce się dowiem i że ta wiedza nie będzie przyjemna.

Bruce, policjant miejskiego wydziału kryminalnego w Edynburgu to główny bohater Brudu (Filth, 2013) Johna S. Bairda – nakręconego na podstawie Ohydy Irvine’a Welsha, autora m.in. kontrowersyjnej powieści Trainspotting, zekranizowanej w 1996 roku przez Danny’ego Boyle’a – a także jego narrator i przewodnik widza po szkockim mieście i brudach tego świata. Czytaj dalej

O fenomenie białowłosego szeryfa, czyli dlaczego Zygmunt Miłoszewski nie pozwala mi spać

DSC_32801

Fakt, że zaledwie miesiąc temu poznałam prozę Zygmunta Miłoszewskiego, wydaje mi się w tej chwili absurdem. Ja, od lat ceniąca, zarówno w literaturze, jak i filmie, gatunek kryminalny, i odkrywająca w nim z tytułu na tytuł coraz więcej odniesień, poznająca dzięki niemu nieznane dotąd fakty historyczne, doszukująca się w jego konwencji rozmaitych interpretacji i z rozkoszą naciągająca jego symbolikę do granic, do niedawna kojarzyłam pana Zygmunta wyłącznie z wyrywkowej znajomości tytułów jego książek i oczywiście z ekranizacji Uwikłania, na którą wielu narzeka ze względu na zmianę płci głównej postaci. Wychowana na intrygach fabularnych Agathy Christie, ze wszczepionym na studiach uwielbieniem do kina noir, a w prezencie świątecznym oczekująca regału, na którym będę mogła ustawiać kolejne książkowe zdobycze, myślałam, że z grubsza wiem, co w kryminalnej trawie piszczy. Myliłam się, i to bardzo.
Czytaj dalej

Margaret Mazzantini – Powtórnie narodzony

Powrót do przeszłości

Powieść Powtórnie narodzony autorstwa Margatet Mazzantini pozostanie ze mną na zawsze. Skąd ta pewność? Z powodu niezwykle silnych emocji, jakie ta książka budzi, z powodu jej ogromnej siły przekazu i historii, która szarpie, wręcz wywraca wnętrzności na drugą stronę; i wreszcie – z powodu łez, które pojawiły się w trakcie lektury. Bo Powtórnie narodzonego się przeżywa, a nie tylko czyta, chłonie, a nie tylko odbiera, i wreszcie: bo powieść tę wertuje się nie oczami, ale sercem.

Rok 2008. Pewnego ranka mieszkająca w Rzymie Gemma, stateczna żona wojskowego Giuliana i matka szesnastoletniego Pietra, odbiera telefon. Dzwoni do niej duch z przeszłości, poeta Gojko, którego poznała podczas olimpiady w 1984 roku w Sarajewie. Był on jej przewodnikiem po mieście, swojego rodzaju mentorem, a w końcu – stał się przyjacielem. Był również tym, który połączył losy jej i Diega – nieco ekscentrycznego fotografa z Genui, największej miłości jej życia i ojca jej syna. Czytaj dalej

Służby specjalne

Służby wrażliwe

Nie lubię się wdawać w polityczne dysputy, więc o pewnym niewątpliwym skutku ubocznym Służb specjalnych (2014) Patryka Vegi napiszę krótko: film ten podzieli zainteresowanych tematyką polityczną i wojskową Polaków, zarówno tych, których mienimy zwykłymi obywatelami, jak i tych grzejących stołki w sejmie. Natomiast dla widzów, którzy, jak ja, stronią od serwisów informacyjnych, ponieważ kolejne decyzyjne absurdy polskiego rządu niezdrowo podnoszą im ciśnienie krwi, dzieło Vegi będzie niczym wykład, którego słucha się może i z zainteresowaniem, lecz nie wszystko jest w nim zrozumiałe.

Vega jak nikt wcześniej pokazał w telewizji, a następnie w kinie, świat policjantów po polsku. Jednak, jak łatwo się domyślić, temat służb specjalnych jest o niebo trudniejszy do przekazania potencjalnemu widzowi, bez względu na realizatorskie doświadczenie. Czytaj dalej

Krocząc wśród cieni

 Spacer wśród nagrobków

Młoda blondynka z zaróżowioną, wyraźnie wrażliwą skórą na twarzy, śpi. Widzimy tylko jej zamknięte oczy, brwi i parę jasnych kosmyków. Powolnym, niemal wężowym ruchem zbliża się do niej mężczyzna. Przytula swoją twarz do twarzy dziewczyny, wdycha jej zapach. Kobieta otwiera oczy. Są bardzo jasne, jak wszystko w jej twarzy. Cięcie. Ujęcie na stopy. Widać czerwone paznokcie i brudną skórę podeszew. Cięcie. Tym razem dostrzegamy całą twarz dziewczyny. W oczach ma lęk, jej usta… są zaklejone kawałkiem grubej taśmy. A towarzyszący jej mężczyzna okazuje się nie być czułym kochankiem, lecz bezlitosnym i szalonym zabójcą. Tą sugestywną, tak bardzo mylącą w pierwszej fazie sekwencją reżyser i scenarzysta Scott Frank rozpoczyna swój nowy film, Krocząc wśród cieni (A Walk Among the Tombstones, 2014).

Nowy Jork, 1999 rok. Ktoś porwał żonę bossa narkotykowego, Kenny’ego Kristo (hipnotyzujący Dan Stevens, zaskakująco podobny do Jonathana Rhysa Meyersa) i zażądał ogromnego okupu. Mężczyzna zapłacił, a ukochana do niego wróciła. W kawałkach. Czytaj dalej

Marcin Wroński – Haiti

Złośliwy śmiech + szczere łzy = Haiti

Po lekturze Haiti zdecydowanie przestaję się dziwić temu, że Marcin Wroński cieszy się ogromnym szacunkiem zarówno czytelników jak i krytyków, a także dlaczego często jest nominowany do rozmaitych nagród i nierzadko je wygrywa. Finezja języka, żart słowny, mieszanina bogatej wiedzy historycznej z pomysłem na niebanalną intrygę, miasto i rozmaite miejsca opisane tak, że sprawiają wrażenie żywych oraz charakterystyczne sarkastyczne poczucie humoru stały się znakami firmowymi Wrońskiego, które urzekły także i mnie. Jednak to jeszcze nie wszystko, co ofiaruje czytelnikowi Haiti. Powieść ta bowiem wywraca na lewą stronę problem moralności, dotyczącej różnego rodzaju zagadnień i widzianej pod wieloma kątami.

Lublin, lato 1938 roku. Podczas II Krajowej Wystawy Koni w jednym ze stajennych boksów zostaje znalezione ciało mężczyzny ze zmasakrowaną twarzą. Czytaj dalej

Zanim zasnę

Przepraszam, czy tu biją… dzwony?

Zanim zasnę (Before I Go to Sleep, 2014), najnowszy film Rowana Joffé’a, od początku budził zarówno obawy, jak i wielkie oczekiwania. Thriller psychologiczny nie jest łatwym do zrealizowania gatunkiem, co spowodowane jest swoistym połączeniem mainstreamu, z którego wywodzi się dreszczowiec, z tak zwanym kinem z ambicjami, z którego narodził się film z psychologią i terapią w rolach głównych. Na dodatek przypadłość, jaką jest amnezja powiązana z pamięcią krótkotrwałą, może się okazać tematyką dla twórcy karkołomną, w której, po pierwsze, laik może łatwo się zagubić, a po drugie – każdy film, jaki powstanie po Memento (2000, reż. Christopher Nolan), nieuchronnie będzie się narażał na porównania z kultową produkcją reżysera trylogii o Batmanie. Jakby tego było mało, zatrudnienie w rolach pierwszoplanowych bohaterów Nicole Kidman i Colina Firtha, którzy już raz w swojej karierze zagrali małżeństwo, co wyszło im przepięknie, potęgowało ciekawość i niecierpliwość oczekiwania na premierę. Teraz, gdy pierwsze emocje już opadły, najwyższa pora zmierzyć się z pięknym mitem Zanim zasnę, który może i mógłby takim pozostać, gdyby podzielić go na pół. Czytaj dalej

Miasto 44

Apokalipsa 44

Nowy film Jana Komasy, Miasto 44, ma wady, za które odpowiada głównie scenariusz. Psychologia bohaterów nie przekonuje, ich decyzje sprawiają wrażenie niepodpartych żadnego rodzaju sposobem myślenia i nie mają wiele do czynienia z tym, jak postępowali wcześniej. Nie uświadczymy tu zatem charakterologicznych i umysłowych podróży postaci, tego stopniowego zmieniania życiowych priorytetów, wydawać by się mogło nieodzownego w kinie historycznym, a zwłaszcza wojennym. Jednak z pełną odpowiedzialnością napiszę: NIC TO! Nic to, ponieważ Komasa wprowadził do polskich kin – a zapewne nie tylko na rodzimych się skończy – filmowy twór nowej jakości, pełen wyrazistych formalnych rozwiązań, wbijających w fotel widoków, zjawiskowej inscenizacji i – co dotąd niespotykane w filmie powstańczym – zupełnie pozbawiony patosu.

O tej powszechnej prawdzie wspominałam już przy okazji recenzowania Powstania Warszawskiego (2014, na podstawie pomysłu – tak! – również Jana Komasy), pierwszego na świecie pełnometrażowego filmu, którego fabuła w całości złożona jest z autentycznych dokumentalnych zdjęć, mianowicie, że powstańczy zryw, który wybuchł w stolicy Polski 1 sierpnia 1944 i trwał 63 dni, do dzisiaj budzi kontrowersje. Czytaj dalej

Natasza Orsa – W świecie Jonasza

fd8b0f77d767f1f6640afba6916ff67c_L

Księga imion zanurzona w zmysłach

Jonasz – imię męskie pochodzenia hebrajskiego. Wywodzi się od rdzenia ינה oznaczającego gołębia. W mowie potocznej oznacza człowieka, który przynosi kłopoty innym, sam wychodząc z nich bez szwanku.

(Wikipedia)

Nie wiem, kim jest Natasza Orsa. Media milczą na jej temat, a w Sieci znalazłam tylko jej profil fejsbukowy, który mówi tyle, co nic. Jednak na okładce jej książki W świecie Jonasza można przeczytać, że za tym oryginalnym imieniem i nazwiskiem kryje się polska pisarka, dotąd znana czytelnikom za sprawą zupełnie innego rodzaju literatury, co w przypadku omawianej teraz powieści oznacza książki inne niż erotyczne. Autorka jest więc równie tajemnicza, co Goddard, główny bohater Gry Jerzego Kosińskiego. I chociaż nie rozpaliła moich zmysłów do tego stopnia, do jakiego kiedyś udało się to temu polskiemu pisarzowi żydowskiego pochodzenia, tak z pewnością nie ma się czego wstydzić. Czytaj dalej