Anna Klejzerowicz – Cień gejszy

Cień gejszy. Wydanie II

Subtelna jak gejsza

Cień gejszy to moje trzecie spotkanie z pisarstwem Anny Klejzerowicz. A skoro trzecie, to już chyba śmiało mogę napisać, że proza tej gdańskiej pisarki zawsze coś we mnie pozostawia: wzbogaca moją wiedzę historyczną, uwrażliwia na pewne, wydawałoby się, zaprzeszłe wydarzenia, zasiewa w sercu jeszcze większą miłość do książek. Powieści Klejzerowicz bowiem, chociaż zdarza mi się je zawsze odrobinę skrytykować, chłonę jak gąbka, bo tak wprost i zarazem subtelnie są napisane, tak interesujące fabuły snują, tak zręcznie mieszają teraźniejszość z przeszłością i tak drobiazgowym researchem są podparte.

Mimo niewątpliwych zalet wcześniejszych książek autorki, które miałam przyjemność przeczytać, czyli Sądu Ostatecznego i Listu z Powstania, Cień gejszy uważam za książkę jak dotąd najlepszą, dlatego nie ukrywam, że podstawowym celem tej recenzji będzie bezpardonowe namówienie Was do sięgnięcia po nią. Pierwszą rekomendacją niech będzie fakt, że niniejszy tom to drugie wydanie tego tytułu, a pierwsze jest już właściwie nie do zdobycia. Drugą zachętą niech będzie to, że Cień gejszy mieści się w tym chyba najlepszym, bo najbardziej uniwersalnym przedziale literatury, którą nazwałabym w połowie mainstreamową, a w połowie publicystyczno-naukową, bowiem cenną wiedzę przemyca w interesującej fabule w na tyle przystępny sposób, że przy uważnym czytaniu dotrze ona do wszystkich i wzbogaci każdy, czy to prosty czy bardziej wymagający umysł. Po trzecie, zaszczepione czytelnikowi przez Klejzerowicz mądrości, namawiają do sięgnięcia po inne, bardziej szczegółowe opracowania. dotyczące wiodących tematów w powieści zawartych. W przypadku Cienia gejszy są nimi przemiany polityczno-gospodarcze w Japonii na przełomie XIX i XX wieku, funkcjonowanie kobiet w tamtejszym społeczeństwie, a przede wszystkim japońskie drzeworyty, na świecie coraz bardziej doceniane, a w swojej ojczyźnie traktowane nie lepiej od (sic) plakatu z czasopisma.

Jeden z drzeworytów autorstwa Baisona i zarazem główny

Jeden z drzeworytów autorstwa Baisona i zarazem niemy „bohater” powieści

Cień gejszy to druga część kryminalno-historyczno-obyczajowego cyklu z charyzmatycznym dziennikarzem Emilem Żądło, kontynuacja Sądu Ostatecznego, a zarazem zupełnie autonomiczna powieść. Od starszego brata różni się tym, że mimo zdecydowanie bardziej subtelnie zarysowanej „morderczej” intrygi (trup ściele się gęsto, ale niejako obok głównych wydarzeń, informacje o ofiarach są przekazywane ustnie, bez kreślenia momentu ich znajdowania czy stopnia rozkładu ciał), przynajmniej w moim mniemaniu, ma w sobie więcej kryminału niż część pierwsza. Wynika to z tego prostego faktu, że z powodu doprowadzenia w Sądzie Ostatecznym wątków pobocznych (losy zawodowe Emila, wątki uczuciowe) do finałów, które w domyśle determinują w miarę przewidywany ciąg dalszy, autorka w pełni mogła rozwinąć temat śledztwa, co zarazem sprawiło, że całkowicie rozpostarła skrzydła. I nieważne, że Żądło wraz z ukochaną Martą, muzealniczką z zawodu, i zaprzyjaźnionym policjantem Zebrą, na więcej pomysłów wpadają podczas prywatnych spotkań towarzyskich i rozmów o sprawie niejako „przy okazji”, a nie podczas biegania od jednego miejsca zdarzenia do drugiego, dochodzenie bowiem toczy się pełną parą w głowach bohaterów, a pomocne w tym okażą się wiedza naukowa Marty, zaglądanie do starych ksiąg, a przede wszystkim – spoglądanie na oryginalne, zakupione zupełnie przypadkiem, drzeworyty, i analizowanie szczegółów na nich zawartych. Ponadto chociaż w Cieniu obecne będą charakterystyczne dla tej autorki, tajemnicze i klimatyczne miejsca akcji, vide zakurzony, staroświecki antykwariat (uwielbiam książki Klejzerowicz także za tego typu miejsca!), typowo „detektywnej” bieganiny będzie w powieści niewiele. I mimo że jestem wielbicielką śledztw „w ruchu” oraz zaglądania bohaterów w mroczne zakamarki i zbierania przez nich dowodów rzeczowych, tak Klejzerowicz w tym wydaniu niezwykle mi się spodobała, ponieważ ów narracyjny spokój aż prosi czytelnika o to, by zakopał się pod kocem z kubkiem kakao, z drugiej strony natomiast – gdańska pisarka emocje w Cieniu gejszy przemyca niejako podskórnie, co wynika z fabuły zanurzonej w głębokiej przeszłości, którą poznajemy za sprawą tej powieści, a także z autentycznego historycznego dochodzenia samej autorki, którego ukoronowaniem jest ta książka.

Jak wyjawiła mi pani Anna, dziesięć lat zajęło jej dojście do sedna pochodzenia i powodu powstania serii drzeworytów, które są „bohaterami” Cienia. Czy wyobrażacie sobie dokładniejszy research jako podwalinę dla powstania kryminału? A raczej nie tyle kryminału, ile przyjemnej gatunkowej formy jaką jest kryminał, która w wydaniu gdańszczanki oferuje czytelnikowi znacznie więcej niźli same poszukiwania złoczyńcy i wyjawienie powodów determinujących jego postępki. Klejzerowicz bowiem niczym zręczna i mądra czarownica miesza w swoim kotle składniki autentycznej, wspartej licznymi źródłami historii z dodatkiem fantazji na temat, co się mogło stać z głównymi aktorami dramatu, o których prawdy już nie odkryjemy, ponieważ nie byli oni władcami, dostojnikami czy duchowymi przywódcami, tylko zwykłymi ludźmi, i pochłonęły ich mroki historii. Dzieląc akcję powieści na dwa poziomy czasowo-geograficzne – współczesną Polskę, a ściślej Gdańsk, i Japonię sprzed około stu dziesięciu lat – ukazuje teraźniejszość nowoczesnego śledztwa – wspólnej pracy trzech odmiennie wykształconych osób, z których każda odkrywa w nim niebagatelną rolę, i tego, co możliwe, że miało miejsce przed laty, ale na co autorka nie daje gwarancji, bo to już jej prywatne domysły. Co ważne, ów poziom „japoński” zjawiskowo udziela się już w prologu, finezyjnie i wręcz filmowo ukazując Tokio przełomu wieków, jego wąskie, ciemne uliczki, tradycyjne budownictwo i etniczną mieszaninę obywateli, spowodowaną historycznymi zawirowaniami wojny rosyjsko-japońskiej.

Na koniec wspomnę jeszcze o tym, o czym pisałam już przy okazji recenzowania Listu z Powstania. Mianowicie pani Anna posiada  ogromną świadomość stopniowana napięcia, której jak na razie zauważyłam dwa rodzaje. W Liście było to zmuszające do przewrócenia kolejnej strony operujące sensacją zakańczanie rozdziałów, natomiast Cień stosuje formę nieco subtelniejszą, co nie znaczy że mniej przemawiającą do wyobraźni, którą nazwałabym łagodniejszym rodzajem tak zwanej strzelby Czechowa. Przejawia się ona różnie, a to wspomnieniem o oknie, które bohaterowie zostawiają otwarte na noc, a to ostentacyjnie tandetną oprawą wspomnianych drzeworytów… A za kilka lub kilkadziesiąt stron okazuje się, że ów niby niewinny wtręt miał niebagatelne znaczenie. Wielbiciele talentu pani Anny, pewnie większość z tych „strzelb” wychwycą, co częściowo będzie im spoilerować fabułę, jednak bynajmniej nie należy postrzegać tego jako wady. Powiedziałabym raczej, że na tym polega swoista rozmowa Klejzerowicz z czytelnikiem… Rozmowa w której autorka mówi A, a odbiorca, o ile jest odpowiednio czujny, ma szansę dopowiedzieć B i cieszyć się własną znajomością konwencji.

Cień gejszy to w moim mniemaniu książka wyjątkowa. Piekielnie inteligentna, mimo, że niewątpliwie należy ona do grupy prozy rozrywkowej; która jest świetną lekcją historii i ćwiczeniem dla umysłu, a nie przemądrzałym wykładem. Autorka z zacięciem humanisty-szperacza przekazuje czytelnikowi interesujące fakty i z subtelnością oraz pokorą dopowiada to, o czym źródła już nie informują. Co prawda, typ zagadki kryminalnej w niej opisany nie stawia włosów na głowie i nie powoduje dreszczu przerażenia, a wielbiciele naturalistycznych opisów i narracyjnych straszności mogą się zawieść, jednak mam nieodparte wrażenie, że autorka właśnie taką powieść chciała popełnić: w której szept jest głośniejszy od krzyku, a subtelność dorównuje tej jaką mogły szczycić się opisywane przez nią gejsze. Pani Anno, dziękuję za piękną przygodę, a także za to, że mimo, iż czas płynie dalej, a ja czytam już coś innego, nadal o Cieniu gejszy myślę, bo najprościej mówiąc, powieść ta coś we mnie zasiała. Coś dobrego, mądrego i szlachetnego.

8/10

Paulina Stoparek


Anna Klejzerowicz, Cień gejszy, Replika, Zakrzewo 2014.

Za książkę dziękuję Autorce i Wydawnictwu

Zainteresowanych tematyką japońskich drzeworytów, a także historią osobistych poszukiwań autorki dotyczących zbioru opisywanego w powieści, odsyłam do tekstów publicystycznych pani Anny, które można znaleźć pod adresem: http://www.annaklejzerowicz.pl/publicystyka.html.

Źródło reprodukcji drzeworytu Baisona: http://www.annaklejzerowicz.pl/publicystyka_baison.html.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s