Sophie Hannah – Inicjały zbrodni

Powrót małego wielkiego detektywa

Herkules Poirot. To imię i nazwisko zna każdy, nawet jeśli nie gustuje w prozie kryminalnej. Niewysoki Belg o sumiastych wąsach, zawsze nienagannie ubrany stary kawaler i dziwak, odznaczający się niebywałą inteligencją, pozwalającą na rozwiązanie każdej zagadki, jest sztandarową postacią z powieści Agathy Christie i jednym z najbardziej znanych na świecie literackich bohaterów. Czytelnicy pożegnali go ostatecznie w 1975 roku, kiedy to w powieści Kurtyna autorka postanowiła go uśmiercić… Moment, pożegnali ostatecznie? Oh, pardon! Przecież 11 września b.r. słynny detektyw ponownie zawitał na półki księgarskie, i to bynajmniej nie za sprawą kolejnych wznowień starych książek Christie.

Sophie Hannah. To imię i nazwisko może nie jest wszystkim znane, ale z pewnością teraz zyska na popularności. Ta angielska pisarka i poetka została bowiem oficjalnie zaaprobowana przez spadkobierców Christie i poproszona o reaktywację postaci Poirota. Wybór ten nie był przypadkowy, ponieważ Hannah dosłownie uzależniła się od twórczości lady Agathy w wieku trzynastu lat. Jak zapewnia sama zainteresowana: „To dzięki Poirotowi postanowiłam poświecić swoje życie zawodowe pisaniu kryminałów. Sposób, w jaki Christie opowiada, oraz jej głębokie rozumienie ludzkiej psychiki ukształtowały mnie jako pisarkę”[1]. Mimo tych zapewnień zrozumiałe jest, że część wielbicieli lady Agathy podeszła do faktu reaktywacji przygód małego Belga z dużym dystansem, a nawet obawą. Bo czy można się równać z królową nie tyle anglosaskiego, ile światowego kryminału? No właśnie, nie da się. Mimo że dzisiaj powieści Christie już nieco trącą myszką, mimo że świat w nich przedstawiony jest mocno nieaktualny, mimo że pisarka nierzadko korzystała z karykaturalnych tudzież szablonowych bohaterów. Nie da się, ponieważ hasło „Agatha Christie” to marka, która sprzedaje się sama, oznaczająca umysł, w którym powstały dziesiątki niebanalnych pomysłów i niezwykłych intryg, których podrobienie graniczy z niemożliwością. Tylko zrozumienie i uszanowanie tego faktu może zaowocować sukcesem. A dużo wskazuje na to, że Hannah to zrozumiała, co z kolei pozwoliło jej Inicjałom zbrodni godnie przywrócić do życia zarówno Poirota, jak i ducha słynnej Angielki, z jednoczesnym zachowaniem indywidualności.

Akcja powieści rozgrywa się w lutym 1929 roku w Londynie. Wieczorową porą Poirot pije kawę w zaprzyjaźnionej kafeterii. W pewnej chwili do lokalu wbiega kobieta, która zdradza oznaki skrajnego zdenerwowania. Zaintrygowany mały Belg nawiązuje rozmowę z nieznajomą, która stwierdza, że wkrótce zostanie zamordowana, na co w swoim mniemaniu zasłużyła. Poirot niewiele więcej jest w stanie się dowiedzieć, ponieważ tajemnicza Jessie po chwili wybiega w mrok nocy. Tymczasem tego samego wieczoru w luksusowym hotelu dochodzi do trzech morderstw, a w ustach każdej z ofiar umieszczono spinkę do mankietu z identycznymi inicjałami. Detektyw nabiera przekonania, że w razie opieszałości policji szybko pojawi się kolejna ofiara z czwartą tego typu „ozdobą”, w której obawia się ujrzeć kobietę poznaną w kafeterii… Szybko decyduje się zbadać tę sprawę.

Czytając książkę pisarki, która pragnie wskrzesić ducha Christie, oczywistym wydaje się, że będziemy ją porównywać do oryginału. Zresztą trudno, aby było inaczej, skoro już z okładki krzyczy do czytelnika nazwisko słynnej autorki kryminałów, czyniąc niemal niewidoczną obecną na dole wizytówkę Hannah. Zatem również nie będę uciekać od porównań, wręcz przeciwnie – na tym w znacznej mierze oprę ten tekst. Tym bardziej, że już kartkując egzemplarz Inicjałów zbrodni moją uwagę zwróciły tytuły rozdziałów, tajemnicze, nieco staroświeckie i w oczywisty sposób pełniące zadanie swoistego hołdu złożonego u stóp królowej kryminału. Wielbiciele prozy Christie z pewnością się ze mną zgodzą, że rasowo i bardzo „agathowo” brzmią takie zestawy słów jak Zagadka kieliszka sherry, Z wizytą w Great Holling czy Niebieski dzban i misa. Aż ślinka mi pociekła na myśl o lekturze. A gdy wgryzłam się w tekst, było równie dobrze, a nawet lepiej. Hannah okazała się bowiem mistrzynią w kreowaniu tajemniczych i klimatycznych miejsc akcji, które Christie z pewnością przypadłyby do gustu. Jest zatem wiekowy hotel z tradycjami, nastrojowa kafeteria z plotkującymi kelnerkami (które oczywiście będą bardzo pomocne w dochodzeniu), a nawet klimatyczny domek umiejscowiony na (!) starym cmentarzu. Równie mocno do powieści zmarłej pisarki, która niejednokrotnie czyniła narratorem swoich książek przyjaciela Poirota, Artura Hastingsa, nawiązuje sposób snucia opowieści. Co prawda w Inicjałach Artur fizycznie się nie pojawia (chociaż wspomnienie o nim – owszem), jednak bardzo przypomina go młody inspektor Scotland Yardu, Edward Catchpool, który ma potrzebę spisać całe dochodzenie, poznajemy je zatem w znacznej mierze właśnie z jego perspektywy. Podobnie jak Hastings jest on gapowaty, ostrożny w osądach i doborze słów, a od analitycznego myślenia Poirota odległy o mile. Tak jak Arturowi trzeba mu często podawać fakty na talerzu, aby próbował scalić z nich historię, dość zresztą nieudolnie. Przywarą Catchpoola jest bowiem tradycyjny (czytaj: policyjny) sposób prowadzenia śledztwa i dość krótka jeszcze zawodowa kariera, nie wspominając o nieprzywiązywaniu wagi do drobnostek, które, jak łatwo się domyślić, okażą się kluczowe dla sprawy.

David Suchet - serialowe wcielenie Herkulesa Poirota

David Suchet – serialowe wcielenie Herkulesa Poirota

Porzućmy jednak kwestię podobieństw i przejdźmy do najważniejszego bohatera powieści, którym nie wątpię, że jesteście żywo zainteresowani. Otóż, Poirot w Inicjałach bez wątpienia ma w sobie ducha Christie, chociaż jednocześnie nie jest już tą samą postacią. Oczywiście wygląda identycznie, jest mowa zarówno o pięknych wąsach, jak i o niewysokiej, „kulistej” sylwetce, jednak odniosłam wrażenie, że jest od pierwowzoru znacznie mniej zdziwaczały. W powieści Hannah nie pija nieznośnie słodkich czekolad i likierów ani nie człapie w zimnie w przyciasnych lakierkach. Mimo usytuowania akcji pod koniec lat 20. XX wieku sprawia też wrażenie nowocześniejszego niż pierwowzór, który – jak zostało powiedziane – rozwiązywał zagadki do roku 1975. I, mimo że po tych słowach zapewne narażę się niejednemu wielbicielowi małego detektywa, z całą odpowiedzialnością napiszę, że tak jest lepiej. Mimo paru grubymi nićmi szytych drugo- i trzecioplanowych postaci, sam Poirot w znacznej mierze nie jest już karykaturą samego siebie. Owszem, nadal ma manię prostopadłych linii i pozostał nienośnie zarozumiały, na siłę tajemniczy, a przez to bardzo irytujący, ale przepadły gdzieś jego przesadnie dobre maniery, które u Christie zabraniałyby mu traktować winnych równie ostro jak ukazuje to Hannah. Jest zatem mały Belg bardziej ludzki (czytaj: mniej pozytywny), co zbliża powieść kontynuatorki jego przygód w stronę współczesnego kryminału.

Nowocześniejsze niż u Christie jest także poprowadzenie warstwy psychologicznej. Przede wszystkim jest ona dokładniejsza w zarysie, a przez to bardziej rozwinięta i przekonująca. Mam tu na myśli zarówno samą zagadkę kryminalną, jak i postaci. Niektóre dialogi wprawiły mnie w niemały podziw dla autorki, gdy w paru zdaniach, a nawet słowach, udało się jej skreślić cechy charakteru. W pamięć zapada zwłaszcza dyskusja Catchpoola z Margaret, mieszkanką domku na cmentarzu, która w błyskotliwy sposób zauważa w nim typ przesadnie ostrożny, nierzadko mówiący to, co chcą usłyszeć inni, by cieszyć się ich akceptacją. Ponadto, co również kojarzy mi się z nowoczesną literaturą, w Inicjałach autorka rozkłada na części problem zła ludzkiej duszy i jego źródeł, którymi często okazują się zgorzknienie, miłosny zawód czy niemal inkwizytorska dewocja. I ten fałsz i zatrute jadem nienawiści serca Hannah w absorbujący sposób potrafi ukazać.

Wspomniałam, że psychologia w Inicjałach zbrodni jest bardziej rozwinięta niż u Christie. Nie inaczej jest z samą zagadką. Autorka niemal wychodzi z siebie, by sprawę możliwie najbardziej zapętlić, a skoro bardziej ją komplikuje, łatwo się domyślić, że i końcowa przemowa Poirota, tłumacząca wszystkie zajścia w charakterystyczny dla niego, naciągający cierpliwość słuchaczy do granic sposób, będzie bardziej obszerna. A z tego z kolei wypływają dwa fakty. Z jednej strony poczujemy mimowolny podziw dla pomysłowości i odwagi autorki, zarówno w kreowaniu intrygi, jak i irytującej strony charakteru głównego bohatera, z drugiej natomiast w pewnym momencie może ogarnąć nas znużenie. Nie na długo wprawdzie, bo zagadka w Inicjałach co rusz wzmaga czujność, ale od pewnego momentu trudno będzie oprzeć się wrażeniu, że wszystkiego w nowym śledztwie Poirota jest za dużo. I to właśnie, obok niezbyt udanego odmalowania późnych lat 20. ubiegłego wieku, jest główną wadą powieści. Przy czym nie mam na myśli tajemniczej atmosfery miejsc, bo – jak wspomniałam – to Hannah wyszło rewelacyjnie, ale bardziej klimat tamtych czasów, ówczesne nastroje, wyrażanie się i może nieco pretensjonalną dziś nadmierną galanterię. Wielka szkoda, że autorka nie zdecydowała się umieścić akcji, powiedzmy, w drugiej połowie lat 60., kiedy rodził się ruch hipisowski. W tego typu klimatach nowoczesność aury i dialogów zawartych w jej powieści wypadłaby znacznie lepiej.

Mimo tych minusów uważam, że Sophie Hannah należy się ogromny szacunek za odwagę w zmierzeniu się z literaturą niemal dziś historyczną. Wyszło interesująco, klimatycznie (oprócz londyńskich miejsc akcji mam też na myśli miasteczko Great Holling), całkiem szlachetnie i mimo oczywistych prób naśladowania nie odebrałam Inicjałów zbrodni jako powieści małpującej dorobek Christie. Nie należy zapominać, że Hannah to samodzielna pisarka o uznanej renomie, która w tym konkretnym przypadku napisała powieść podobną do książek lady Agathy, ale jednak inną; z chmurką staroświeckości Christie, lecz dość nowoczesną; z tym samym „szarokomórkowym”, pociesznym Poirotem, ale jednocześnie mniej karykaturalnym niż pamiętamy. Podsumowując: skroiła bardzo gustowną rozrywkę. A oczywiste pytanie, jakie się teraz nasuwa, to czy zapadnie decyzja o kontynuacji. Jeśli tak – z pewnością zadbam o to, aby te książki wpadły w moje ręce.

7/10

 Paulina Stoparek


[1] Cytat pochodzi z wewnętrznej strony okładki recenzenckiego wydania Inicjałów zbrodni Sophie Hannah.


Sophie Hannah, Inicjały zbrodni, przeł. Łukasz Małecki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.

Za książkę dziękuję 

Tekst ukazał się na portalu kulturalny Noir Café pod adresem:

Zdjęcie Davida Sucheta pochodzi z materiałow prasowych serialu Poirot (Agatha Christie: Poirot, różni reżyserzy, lata emisji 1989-2013).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s