W ukryciu

Miłość (szalonej) kobiety

Och, jakże mam dość nagonki na najnowszy film Jana Kidawy-Błońskiego! Media warczą, że niby jak nie ma się pomysłu, to się wywraca na entą stronę problematykę holokaustu, a żeby dodać wyświechtanemu tematowi rumieńców, to dodaje się do niego seks, najlepiej między przedstawicielami tej samej płci, bo to teraz nośne, bo równość, bo trzeba Polaczków uświadamiać i uczyć tolerancji. Z kolei ci mniej tolerancyjni oburzają się, że oto rok 2013 obfituje w polskim kinie w homopropagandę, która już bokiem wychodzi, która wypacza myślenie i chrześcijańskie spojrzenie na miłość. Tymczasem prawda jest taka, że nie tak należy do W ukryciu podchodzić, że to ani nie jest ani film o miłości lesbijskiej, ani o kwestii żydowskiej, nie o wojnie nawet, ale o poczuciu bezpieczeństwa i jego braku, o strachu przed samotnością i o szaleństwie, jakie może się obudzić pod wpływem uczucia.

Rzecz się dzieje w 1944 roku w Radomiu. Janina (Magdalena Boczarska), młoda kobieta, z zamiłowania wiolonczelistka, wraca do rodzinnego miasta, do ojca (Krzysztof Stroiński) prowadzącego własny zakład fotograficzny. Zaskoczona dowiaduje się, że w mieszkaniu, pod podłogą, jej rodziciel ukrywa przed Niemcami Żydówkę Ester (Julia Pogrebińska), córkę swojego przyjaciela. Z początku przeciwna obecności niespodziewanego gościa, wraz z upływem czasu zaczyna się przekonywać do lokatorki, co jak wiemy z trailerów przeradza się w przyjaźń, a ostatecznie – w miłość. I tutaj wypada się zatrzymać, nie zdradzać więcej, pozwolić widzowi dać się filmem zaskoczyć. Bo trzeba przyznać, że Kidawa-Błoński zaskakuje, i to bardzo.

Z początku mamy wrażenie, że to wszystko już było, chociażby w świetniej Joannie (2010) Feliksa Falka, w której poświęcenie bohaterki dla małej Żydówki przekroczyło jej poczucie godności. Zresztą tamta historia to całkiem dobry trop do rozpoczęcia analizy, która jednakowoż musiałaby w pewnym momencie ostro skręcić, ponieważ W Ukryciu mówi o zupełnie innym rodzaju poświęcenia niż zaprzedanie swojego ciała okupantowi. Nie zmienia to jednak faktu, że ofiara ta również wywoła ogromne cierpienie. Cierpienie bardzo szczególne, niebanalne, podyktowane szaleństwem, takie, które w polskim kinie zdarza się rzadko, a które Magdalena Boczarska tak pięknie ukazała.

Pisząc o głównej aktorce W ukryciu czuję się w obowiązku wspomnieć, że od czasu Różyczki (2010) darzę Boczarską niemal bałwochwalczą miłością. Piękna, zgrabna, z mimiką drżącą emocjami, o magnetycznym spojrzeniu i dziewczęcym głosie we wszystkich produkcjach w których się pojawia kradnie każdy kadr. Tym większym zaskoczeniem było dla mnie to, że w filmie W ukryciu jej seksowny wizerunek został obrócony o sto osiemdziesiąt stopni. Wprawdzie Janina w wykonaniu Boczarskiej nadal ma czarowny głos, ale jej uroda zanika pod ziemistego koloru pudrem, a żywa mimika ujawnia się tylko czasami, przez większą część filmu ustępując miejsca zastygłej masce. Z początku mamy wrażenie charakteryzacyjnej pomyłki, a bohaterkę uważamy za chwilowo zamkniętą w sobie, jednak nawet gdy w intymnych chwilach zauważamy jej martwe spojrzenie, a na twarzy nie widzimy nawet bladego rumieńca zaczynamy rozumieć, że zabieg ten jest celowy. Podobnie jak celowa jest przeciwstawiona nijakości Janiny fizyczna atrakcyjność Ester, której skóra jest opalona i połyskliwa, loki lśniące, a oczy błyszczące głodem życia. Zastanawiające, zważywszy na fakt, że to bohaterka Boczarskiej żyje normalnie, wychodzi z domu, pracuje, jeździ na rowerze, uprawia seks ze swoim wielbicielem, a postać, w którą wciela się Pogrebińska całymi dniami przesiaduje pod podłogą lub w mieszkaniu za szczelnie zamkniętymi okiennicami. Tym kontrastowym symbolicznym duetem reżyser wręcz uderza w widza odkrywając przed nim siłę oddziaływania poczucia bezpieczeństwa i jego braku. Bo to młoda Żydówka, mimo obawy przed pogromem, czuje się pewniej niż Polka, która coraz dziwniej zaczyna się zachowywać jednocześnie nie zmieniając wyrazu martwej za życia twarzy, która mogłaby być piękna a nie jest. Znajdująca się pod kuratela Janki Ester zaczyna coraz śmielej się zachowywać, śmieje się nawet i tańczy, czemu jej przyjaciółka stara się nieudolnie dorównać. Idąc dalej tym kontrastowym tropem w pewnym momencie pojawi się w kadrze strój księżniczki naprzeciw kostiumu pazia, zwiewna koszulka i ciasny gorset, puszyste czarne loki i ciasno splecione mysie włosy… Kidawa-Błoński udowadnia, ze uwielbia się bawić symboliką na ekranie, podobnie jak kocha zbliżenia na detale. Operator Łukasz Gutt obserwuje trącane struny wiolonczeli, odpływ w wannie, szwy na pończochach, fiszbiny gorsetu… Bliskie kadry istotnych dla fabuły przedmiotów i kobiecych części garderoby pięknie łączą się na ekranie, tworząc wysmakowane zespolenie symboliki i zachwytu kobiecością.

Symboli – z pełniącym funkcję klamry pędzącym pociągiem na czele – jest zresztą więcej, na co hejterzy pieją, że są natrętne, że umieszczone w ilości przesadnej, że łopatologiczne… A niechże narzekają, skoro taka ich wola. Ja jednak nigdy nie zapominam, że film ma swój własny język, którym przede wszystkim jest obraz i wszelką ikonografię, oryginalność ujęć, czy redefiniowanie tego, co znamy dotąd pod inną, nie wyrażającą tak konkretnego sensu postacią witam z radością. I tak jak palenie papierosów przez parę głównych postaci w filmie noir oznacza, że bohaterowie pójdą ze sobą do łóżka, tak natrętnie powtarzające się ubrania Janiny będą nam dobitnie przypominać o zmianie pór roku, a one z kolei o upływającym czasie. Czasie, który główna bohaterka zapragnęła uwięzić na zawsze…

Zastanawiające jest, że w najnowszym filmie Kidawy-Błońskiego II wojna światowa, kwestia żydowska i polityczne zmiany, na których tle rozwija się znajomość i zmieniają względem siebie uczucia obu bohaterek wydają się mniej ważne od owych pór roku. Potwierdza to tylko moje słowa z początku, że W ukryciu podejmuje się opowieści o koszmarze oblężonego miasta czy holokauście. Nie jest także filmem o uczuciach lesbijek, chociaż jedna mocna scena erotyczna i kilka delikatnych mają w nim miejsce. Jak dla mnie stanowią one zaledwie dodatek do tego, co wydaje się drugim – po poczuciu bezpieczeństwa i jego braku – najważniejszym tematem W ukryciu, jakim jest ucieczka przed samotnością. Ester bowiem postanawia zaufać Janinie, ponieważ została sama – bez rodziny, i decyduje się na znajomość erotyczna z nią, ponieważ, ponownie, została sama – straciła kontakt z ukochanym Dawidem (Tomasz Kot). Z czasem Żydówce towarzystwo Polki przestaje wystarczać, co objawia się nie inaczej jak pragnieniem postępowania przynależnego według niej osobom wolnym, czyli śmiechem, tańcem, czy też działającymi na zmysły masturbacją albo łapczywym jedzeniem słodkiego, które to zachowania są dla niej niszą przynależności do normalności, która neguje wykluczenie, czyli przeczy samotności. Zresztą walka z samotnością to nie tylko problem Ester, ponieważ z jej powodu cierpią także inni bohaterowie, jak Dawid łaknący czułości, ojciec Janiny, który wraca do Radomia po to, żeby umrzeć przy boku córki, czy wreszcie sama Janina, kryjąca w sobie doprawdy niezwykłą burzę uczuć, która przeznaczona jest nielicznym, co w sposób oczywisty wiąże się z wyalienowaniem.

W ten sposób w nieunikniony sposób zmierzam ku trzeciemu tematowi W ukryciu, którym jest szaleństwo uczuć, o czym jednak nie napiszę nic bardziej konkretnego, aby tym którzy filmu nie widzieli nie psuć niespodzianki. Nadmienię tylko, że plakat nie bez kozery informuje widza, że będzie miał do czynienia z thrillerem, w który to gatunek obraz Kidawy-Błońskiego się dość kanciasto wpasowuje. Kanciasto, ponieważ tło historyczne II wojny światowej i rodzącego się socjalizmu w ogólnie przyjęty sposób nie pasuje do gatunku jakim jest dreszczowiec, co tym bardziej czyni W ukryciu filmem wysoce oryginalnym, stojącym w opozycji do konwencji. Nie obce są mu również kadry rodem z horrorów, co w połączeniu z resztą recenzent portalu Interia.pl nieopatrznie nazwał pastiszem, najwyraźniej zapominając, ze pastisz jest zarówno czymś pozytywnym, jak i zamierzonym[1]. I tak jak ten sam krytyk pisze, że wspomniane pomieszanie tworzy sztuczny świat, przez co nie możemy się skupić na jego pięknie wizualnym, tak ja stanę w zdecydowanej opozycji do tego stwierdzenia, ponieważ dopieszczenie wizualne było jedną z pierwszych rzeczy, którą w filmie dostrzegłam i którym w miarę trwania seansu zachwycałam się coraz bardziej. Przygaszone, czasem wręcz sepiowe kadry nadają W ukryciu charakter starodawnych pocztówek, dodając mu dystynkcji i elegancji, których nie zmniejsza ani widok nagiego ciała, ani szwów na pończochach. Tym bardziej, że te detale w brązowawym świetle również budzą się do życia w sposób zjawiskowy i bardzo szlachetny.

Gdybym miała szukać wad w najnowszym filmie Kidawy-Błońskiego zaliczyłabym do nich zbyt pospieszną przemianę relacji obu bohaterek, której brakuje odcieni szarości. Szkoda, że reżyser bardziej nie rozciągnął momentów przekonywania się Janiny do Ester, czy oddalenia kobiet od siebie, gdy postępowanie tej pierwszej ulega stopniowej przemianie. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby film był z tego powodu dłuższy. Jednak w ramach pochwały muszę dodać, że narastanie miłości i pożądania w Janinie zostało oddane rewelacyjnie, co przy zastygłej masce twarzy Boczarskiej wydaje się graniczyć z cudem. I jakkolwiek wiem, że są widzowie, którzy złośliwie twierdzą, że talent pani Magdy w filmie W ukryciu się schował, tak w moim własnym mniemaniu nie pozostaje mi zrobić nic innego jak pokazać im ten tekst, zawołać: „czort z wami!” i czekać na kolejny film Kidawy-Błońskiego z właśnie tą, a nie inną aktorką w roli głównej.

8/10

Paulina Stoparek


[1] Tomasz Bielenia, „W ukryciu”: Horror namiętności, http://film.interia.pl/recenzje/news/w-ukryciu-horror-namietnosci-recenzja,1974393,6290#commentReplyForm-main (10.01.2014).


W ukryciu, 2013, prod. Polska, reż. Jan Kidawa-Błoński, scen. Maciej Karpiński, wyst.: Magdalena Boczarska, Julia Pogrebińska, Krzysztof Striński.

Za seans dziękuję images

Tekst ukazał sięna portalu kulturalnym Noir Café pod adresem: http://www.noircafe.pl/w-ukryciu/.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s