Alice Munro – Drogie życie

Gawęda o życiu

Od zawsze wolałam grube powieści niż krótkie formy literackie. Bo bardziej angażują, wywołują długotrwałe emocje, bo ze względu na mniejszą skrótowość bardziej pobudzają wyobraźnię… Ale czasem warto od tego typu lektury odpocząć i dać się porwać, nieważne, że tylko na chwilę… Ostatnio takim odpoczynkiem stał się dla mnie wchodzący właśnie do księgarń zbiór opowiadań Drogie życie autorstwa Alice Munro.

Z twórczością kanadyjskiej pisarki mam do czynienia po raz pierwszy, i, już to wiem, nie ostatni, ponieważ wspomnianą książkę, najprościej rzecz ujmując, czyta się całkiem nieźle. Opowiadania w niej zawarte angażują, frapują, i autentycznie ciężko jest się od nich oderwać. Po kilkudziesięciu stronach czytelnik wpada w rytm opowieści Munro, snuty gawędziarsko, ale jednocześnie konkretnie. Można sobie niemal wyobrazić, jak pisarka siedzi przy kawiarnianym stoliku i opowiada nam swoje historie tak mocno związane z jej biografią. W tym momencie muszę zaznaczyć, że na Drogie życie składa się czternaście opowiadań, tworzących dwa zbiory. Na użytek tej recenzji nazwę je fikcyjnym i autobiograficznym. I nie jest to bynajmniej mój prywatny i uzurpatorski podział, ale grupy opowiadań, które utworzyła sama autorka, w pewnym momencie sama informująca o tym czytelnika. Chociaż prawdę powiedziawszy, gdyby przyrównać do siebie oba te zbiory, to znaczna ilość motywów przewija się zarówno w jednym, jak i w drugim, tworząc zespalające je lejtmotywy. Ale po kolei.

Swoją prywatną ocenę rozpocznę od zbioru fikcyjnego, zawierającego w sobie dziesięć literackich miniatur i zajmującego większą część książki. Jak już wspomniałam opowiadania kanadyjskiej pisarki czyta się niezwykle łatwo. Mam tutaj na myśli prosty, bezpretensjonalny język, którym posługuje się autorka, taki codzienny, ale nie prostacki. Sposób opowiadania jest urozmaicony, ponieważ poszczególne historie mają narrację pierwszo- lub trzecioosobową, co bez wątpienia czyni je łatwiejszymi do zapamiętania i mniej podatnymi na zmieszanie się ich w naszych umysłach już po skończonej lekturze. Ponadto poszczególne fabuły angażują, i to bardzo. Ciekawią i wywołują uśmiech trafnymi spostrzeżeniami. Ma to miejsce zwłaszcza wówczas, kiedy narracja snuta jest z perspektywy bohatera, który, obecnie dorosły, w trakcie przedstawianych wydarzeń był jeszcze dzieckiem. Podczas lektury Drogiego życia miałam wrażenie, że pisarka posiada mnóstwo serca dla najmłodszego pokolenia. Jej obserwacje dotyczące dziecięcych zachowań i sposobu myślenia świadczą o tym, że autorka, mimo sędziwego wieku[1] potrafi jak na życzenie odnaleźć w sobie duszę dziecka. I to bez wątpienia jest piękne w jej prozie. Ponadto tego typu perspektywa w sposób bardzo ciekawy i błyskotliwy opisuje świat dorosłych. Miałam wręcz wrażenie, że narratorem opowiadań są tak zwane małe-stare dzieci, niewinne, ale jednocześnie dojrzałe psychicznie, pocieszne, ale z głową zamieszkaną przez demony, z którymi nierzadko i dorosły nie dałby sobie rady. Więc jeżeli ktoś kojarzy narrację z perspektywy dziecka wyłącznie ze słodyczą, ten czytając książkę Munro będzie nie lada zaskoczony, a w jego pamięci utkwią zwłaszcza opowiadania Żwir i Domowe zacisze, gdzie, odpowiednio, groza i bezpardonowa szczerość opisu wyglądają z każdego kąta. Ponadto czytając pierwszą z historii nie mogłam się oprzeć porównaniu jej do Dekalogu I (1988) Krzysztofa Kieślowskiego, gdzie nastrój nieuniknionej tragedii, której głównym sprawcą i ofiarą jest dziecko towarzyszył niemal od samego początku.

Jednak narracja dziecięca to nie wszystko, ponieważ dla odmiany opowiadanie Duma pisane jest z perspektywy mężczyzny, a bohaterem Pociągu jest Jackson, którego intymność, mimo trzecioosobowej narracji, jest momentami tak naruszana, jak gdyby sam był jego narratorem. I mimo, że czytałam już książki pisane przez kobiety snujące opowieść z męskiej perspektywy, tak kolejną tego typu prozę powitałam z rumieńcem zaciekawienia, które po kilkunastu lub kilkudziesięciu stronach zamieniało się w przejęcie, kiedy docierało do mnie, jakim problemem może być dla mężczyzny deformacja twarzy tudzież niemożność odbycia stosunku seksualnego.

Tak, opowiadania Munro z pewnością są przejmująca lekturą, pełną trafnych stanowisk, spostrzeżeń i przemyśleń, jednakże nie obyło się bez zgrzytów, które, jeśli nie mają miejsca we wszystkich jej literackich miniaturach, tak występują w ich większości. Wspomniałam o bardzo przyjemnym, gawędziarskim typie narracji. Niestety, zwykle w drugich częściach opowiadań, styl ten ulega diametralnej zmianie. Wyobraźmy sobie kogoś, kto opowiada nam dobrze znaną sobie historię, którą my słyszymy po raz pierwszy. Narrator rozkoszuje się jej nastrojem i własnym gawędziarskim stylem. Jest pięknie, wszystko rozumiemy, bardzo angażujemy się w historię. Nagle nasz opowiadacz spogląda na zegarek i stwierdza, że za chwilę musi się zbierać, szybko dopija kawę, a swoją opowieść wprawdzie kończy, ale tak szybko i pomijając szczegóły, do których opisywania nas przyzwyczaił, że jest nam po prostu przykro, nie wspominając już o tym, że finał i morał opowieści rozumie nasz spieszący się towarzysz, ale my – niekoniecznie. Czujemy niedosyt, niezrozumienie i nie tyle niezaspokojoną, co nieodpowiednio sfinalizowaną ciekawość. Przy większości przeczytanych opowiadań z Drogiego życia czułam najpierw zawód, a potem gniew, który sprawiał, że, coraz bardziej tym zmęczona, nie mogłam się doczekać drugiej serii opowieści, owego zbioru autobiograficznego, mając nadzieję, że w jego przypadku narracja się nie popsuje. Co istotnie ma miejsce, ze względu, jak mniemam, na ich ulotny charakter, momentami wręcz liryczny.

Wracając do owego zgrzytu w stylu chciałam jeszcze wspomnieć, że powoduje on pewną bezduszność narracyjną, zupełnie jakby autorce znudziło się pisanie tej konkretnej opowieści i chciała ją jak najszybciej skończyć. A w tak krótkiej formie jaką mają opowiadania Munro w praktyce wygląda to tak, że czyny bohaterów są niezrozumiałe ze strony psychologicznej. Bo jakże mamy odebrać dwie decyzje Grety z opowiadania Dotrzeć do Japonii, za którymi wielkimi krokami nadąża niewierność? Albo jak utożsamić się z Jacksonem z Pociągu, który, wracając z wojny, zatrzymuje się w przypadkowo odwiedzonym gospodarstwie na kilka ładnych lat, nie docierając tam, gdzie pierwotnie mieszkał? I co zrobić z fragmentami opowiadania, które, tak ciekawe rozpoczęte, nagle się urywają i w perspektywie całości stają się niepotrzebne? Jak mogłam odebrać to inaczej niż odautorski, może niezamierzony, ale jednak policzek? Podsumowując: mam wrażenie, że tym opowieściom jest potrzebna znacznie dłuższa forma literacka i większa cierpliwość ze strony autorki. Albo mnie jest potrzebna długa rozmowa z Munro, ponieważ może pisarka byłaby mi w stanie wyjaśnić ów przyspieszający niczym Formuła I tok opowiadania i wytłumaczyć symbolikę onirycznych wręcz finałów swoich krótkich opowieści.

W drugiej części książki, „będącej zupełnie odrębnym zbiorem utworów literackich, autobiograficznych, jeśli chodzi o sferę uczuć, ale niekoniecznie jeśli idzie o fakty”[2], mimo jej jawnie wspomnieniowego charakteru, opowiadania odebrałam jako bardziej homogeniczne niż w zbiorze fikcyjnym. Nie ma tu narracji, która, tak dokładna, w pewnym momencie zostaje bezpardonowo urwana. Każdy z czterech utworów jest opowieścią pierwszoosobową, z perspektywy dziecka, które w tym momencie jest już dorosłe. Tak więc poszczególne fragmenty pisane z pamięci nie do końca są wyraźne, przypominają sen lub migawki, jednak, ze względu na to, że cały czas ma miejsce podobny charakter opowiadania, odebrałam je jako bardzo spójne. Ze względu na, mam wrażenie, bardziej zaplanowaną formę, są jednolite stylowo, zrozumiałe i satysfakcjonująco (czytaj: bez nadmiernego pośpiechu) zakończone. A akapit ostatniego z nich, dającego tytuł całemu opisywanemu tutaj tomowi, jest podsumowaniem całości, bardzo trafnym i pełnym mądrości charakteryzującej doświadczoną życiowo starszą kobietę, jaką niewątpliwie jest Alice Munro. Wnioskuję to z często dramatycznych lejtmotywów, które, delikatnie zarysowujące się w zbiorze fikcyjnym, w drugiej części książki osiągają swoje apogeum. Mimo momentami wręcz przytłaczającej ich częstotliwości oceniam tę cechę Drogiego życia na plus, ponieważ mam słabość do tego typu zabiegów i czuję się jak niezwykle wnikliwy czytelnik, odnajdując je na kolejnych stronicach. Może piszę o tym z lekką ironią, ale to naprawdę jest przyjemne i daje rozmaite możliwości interpretacyjne. Ponadto pełnią one ważną funkcję dramatyczną, która, właśnie poprzez swoją powtarzalność, wydaje się tym bardziej istotna. W książce i, jak mniemam, umyśle Munro, tych lejtmotywów jest całkiem sporo, od Toronto i Vancouver jako symboliki innego (lepszego?) życia począwszy, poprzez postać męskiego bohatera uważającego ukulturalnianie się i familijne obrzędy za stratę czasu i pieniędzy (wuj w opowiadaniu fikcyjnym, mąż w autobiograficznym), a na chorobie matki i piętnie dojrzewania w czasie wojny skończywszy…

Jednak ta bez wątpienia pozytywna cecha pisarstwa Munro nie zrównoważyła mi psychologicznej miałkości znacznej części książki. Decyzji podejmowanych na podstawie niezrozumiałego sposobu myślenia. Seksu uprawianego niejako przypadkowo i bez pożądania. Zakończeń zbyt gwałtownych i jakby nieprzemyślanych… Całe szczęście, że podobne finały nie są cechą wszystkich fikcyjnych miniatur z Drogiego życia, czego przykładem jest chociażby niezwykle trzymająca w napięciu opowieść o starszym małżeństwie zatytułowana Dolly. Na takie opowiadania Alice Munro będę czekać z nadzieją, że całkowicie wyprą one te pozostałe, urywane i niekonsekwentne w swoim stylu.

6/10

Paulina Stoparek


[1] Alice Munro urodziła się w 1931 roku.

[2] Cytat z książki, s. 327.


Alice Munro, Drogie życie, przeł. Agnieszka Kuc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013.

Za książkę dziękuję

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym Noir Café pod adresem: http://www.noircafe.pl/alice-munro-drogie-zycie/.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s